fot. ASO / Alex Broadway

Wout Van Aert miał dziś okazję, by odnieść trzecie zwycięstwo na trasie tegorocznego Tour de France. Ostatecznie zajął 3. miejsce, a i tak wszyscy mówią o jego pojedynku z Peterem Saganem.

Belg, który wcześniej pokonywał najszybszych zawodników na finiszach z ograniczonej grupy, teraz próbował swoich sił na etapie typowo sprinterskim. Było blisko, ale ostatecznie przekroczył linię mety jako czwarty. Przyczyniło się do tego zachowanie Petera Sagana, który przepchnął go, by umożliwić sobie wyprzedzenie go i walkę o zwycięstwo.

Kiedy Sagan mnie popchnął, byłem zszokowany – na tyle, że całkowicie wytraciłem impet. To co zrobił, było bardzo niebezpieczne. Obok barierek było mało miejsca, ale nie aż tak, by torować sobie drogę w ten sposób

– mówił Van Aert.

Zachowanie Słowaka musiało skończyć się karą i tak rzeczywiście się stało, więc ostatecznie Belg wskoczył na 3. miejsce. Szanse na coś więcej pogrzebało nie tylko zachowanie kolarza BORA-hansgrohe. Swoje zrobił pewnie także brak odpowiedniego rozprowadzenia ze strony Jumbo-Visma, skupionego na zapewnieniu Rogliciowi bezpiecznego dojazdu do mety, a także brak doświadczenia samego Belga w takich potyczkach.

To wszystko złożyło się na to, że 26-latek do walki o zwycięstwo przystępował z niezbyt dobrej pozycji wyjściowej i aby ratować swoje szanse na dobry wynik musiał zdecydować się na długi finisz. Niestety w takich przypadkach zawodnik rzadko jest w stanie do końca utrzymać maksymalną prędkość.

Byłem zbyt daleko – jeśli zacząłbym później, inni sprinterzy musieliby mnie zamknąć. Oczywiście gdybym mógł rozpocząć finisz bliżej mety, mógłbym wygrać, ale niestety nie miałem takiej możliwości

– opowiadał zawodnik, którego prawdopodobnie jeszcze nieraz zobaczymy walczącego na finiszach.

 

 

Poprzedni artykułCzy ktoś zakłóci show Annemiek Van Vleuten? – zapowiedź Giro Rosa 2020
Następny artykułTurul Romaniei 2020: Andrea Guardini zwycięski. Szymon Krawczyk finiszuje w czołowej piątce
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze