fot. ASO / Alex Broadway

Najdłuższy odcinek tegorocznego Tour de France zabierze peleton w pełną wspomnień podróż szlakami dawno minionych edycji Wielkiej Pętli, ale również sama trasa ze względu na jej profil zasługuje na znak jakości vintage. Spodziewamy się bardzo mocnego odjazdu dnia i etapowego triumfu jednego z harcowników, ale czwartek może również przynieść ważne odpowiedzi dotyczące kształtu dalszej rywalizacji w klasyfikacji punktowej.

Akcja jedynego z odcinków 107. edycji Tour de France, którego dystans przekroczy 200 kilometrów, rozegra się w dużej mierze w departamentach Vienne i Haute Vienne, a od startu towarzyszyć jej będzie rzeka o tej samej nazwie, stopniowo przynosząc kolejne wspomnienia ważnych postaci z historii wyścigu i Francji. Czwartkowa rywalizacja nieprzypadkowo rozpocznie się na skwerze nazwanym ku czci zmarłego pod koniec ubiegłego roku Raymonda Poulidora w Chauvigny, a w okolicach półmetka zahaczy również Saint-Leonard-de-Noblat, gdzie heroicznie walczący o najwyższe laury w Wielkiej Pętli Francuz przez wiele lat mieszkał. Choć trasa delikatnie wznosić się będzie od samego startu, właśnie tam przeszkody zaczną się nieco piętrzyć i rozegrane zostaną dwie górskie premie 4. kategorii: Saint-Martin-Terressus (1,5 km, śr. 8,8%) i Cote d’Eybouleuf (2,8 km, śr. 5,2%). 

Druga część czwartkowej rywalizacji zapowiada się jeszcze ciekawiej. Peleton najpierw odwiedzi związane z przez kilka dekad tworzącym dla L’Equipe Antoine Blondinem Linards, by wkrótce wjechać do departamentu Correze, gdzie podczas wspinaczki na Cote de la Croix de Pey (4,8 km, śr. 6%) i bardzo trudny Suc au May (3,8 km, śr. 7,7%) najprawdopodobniej w ramach odjazdu dnia dojdzie do kluczowych rozstrzygnięć. 

Ze szczytu finałowego podjazdu do maleńkiego Serran, gdzie na świat przyszedł Jacques Chirac, prowadzi kręta i momentami wyboista droga o długości ok. 25 kilometrów, na której znajdują się jeszcze dwa niekategoryzowane wzniesienia. Na podjeździe o nachyleniu ok. 4% zlokalizowana została również sama meta etapu, co czyni go wymarzonym łupem dla specjalistów od pagórkowatych wyścigów jednodniowych.

Oto, co na temat 12. etapu 107. edycji Tour de France pisaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 12, 10 września: Chauvigny – Sarran (218 km, pagórki)

Sprinterzy zrobili już swoje, czas więc na potyczkę uciekinierów. Długi etap do Sarran naszpikowany będzie krótszymi podjazdami, które nie odpuszczą praktycznie do samej mety. Nawet ostatnie kilometry staną pod znakiem drogi prowadzącej pod górę – co prawda z niedużym nachyleniem, ale jednak pod górę. Dodatkowo około 20 kilometrów przed kreską został usytuowany podjazd pod Suc au May (3,7 km, 7,3%), gdzie pierwsze 2,5 kilometra wspinaczki to nieodpuszczające nachylenie rzędu 10%. Na miejscu Thomasa De Gendta na pewno zapisalibyśmy sobie ten etap w kajeciku.

Gdyby to był inny rok i inna edycja Wielkiej Pętli, być może rywalizacja na podobnej trasie mogłaby doprowadzić do finiszu ze względnie dużego peletonu, jednak w obecnych okolicznościach najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się triumf kolarza z ucieczki.

Finałowy podjazd dnia jest trudniejszy, niż wskazuje jego profil, ale czy wystarczający, by zdystansować wszystkich towarzyszy z odjazdu? Najprawdopodobniej nie, co sprawia, że potencjalnego zwycięzcy najpierw będziemy szukać wśród kolarzy wspinających się na poziomie dostatecznym, ale obdarzonych świetnym przyspieszeniem na zlokalizowanych na niewielkich wzniesieniach końcówkach.

Po środowych perturbacjach dość naturalnie pierwszy na myśl przychodzi mogący upiec dwie pieczenie na jednym ogniu Peter Sagan (Bora-hansgrohe), ale choć jego forma ewidentnie rośnie, nie mamy jeszcze odpowiedzi, czy okaże się wystarczająca w starciu z lepiej wspinającymi się rywalami na Suc au May. 

Zamiast niego pewniejszym typem może się okazać Greg Van Avermaet (CCC Team), który nie tylko w tegorocznym Tour de France próbował już swoich sił w nieco trudniejszym terenie, ale też zdążył już werbalnie okazać zainteresowanie dzisiejszym etapem. Kandydatów do ucieczki dnia CCC Team ma jednak więcej i mogą się w niej również dobrze odnaleźć Matteo Trentin, Alessandro De Marchi czy Simon Geschke.

Trudno sobie również wyobrazić, by w taki dzień w odjeździe zabrakło zawodnika ekipy Deceuninck-Quick Step, a jeśli okaże się nim Julian Alaphilippe, momentalnie wywinduje go to do roli faworyta etapu. Niemal równie prawdopodobny jest jednak udział aktywnego w ostatnich dniach i ewidentnie dobrze dysponowanego Kaspera Asgreena lub Remiego Cavagny.

Spośród specjalistów od wyścigów jednodniowych można również liczyć na udział w odjeździe Olivera Naesena (AG2R-La Mondiale) po tym, jak wczoraj pierwszy raz od startu wyścigu wykazał nieco większe zainteresowanie rywalizacją, oraz Jaspera Stuyvena (Trek-Segafredo) i Maximiliana Schachmanna (Bora-hansgrohe).

Nie zapominamy jednak o typowych all-rounderach, którzy świetnie odnajdują się w tego typu terenie, a należą do nich przede wszystkim Thomas De Gendt (Lotto Soudal), Marc Hirschi, Tiesj Benoot (Sunweb), Alexey Lutsenko, Omar Fraile (Astana), Alberto Bettiol (EF Pro Cycling) czy Daryl Impey (Mitchelton-Scott).

Plan transmisji Tour de France 2020 w Eurosporcie

Mapy Tour de France 2020

Lista startowa Tour de France 2020

Poprzedni zwycięzcy Tour de France

Prezentacja Tour de France 2020