Ile de Re letour.fr / Maxime Pagnoux

Po pierwszym dniu przerwy, 107. edycja wyścigu Tour de France powraca z etapem tak płaskim, że nagle prawdą stają się nasze żarty o górskich premiach rozgrywanych na wiaduktach. A zatem odcinek dedykowany sprinterom? Być może, ale mająca posmak beztroskiego wypadu nad Atlantyk przeprawa pomiędzy wysepkami Ile d’Oléron i Ile de Ré to pięknie zastawiona pułapka, w którą przy odrobinie wsparcia ze strony czynników zewnętrznych wpaść mogą nawet najbardziej doświadczeni kolarze zawodowego peletonu.

Po zawsze witanym z otwartymi ramionami, choć tym razem pełnym związanego z koronawirusem napięcia poniedziałku wolnym od pracy, żółta karawana wyrusza w dalszą drogę w niemal nieokrojonym składzie. Opuścić wyścig zmuszony był poturbowany już pierwszego dnia jego rozgrywania Dominico Pozzovivo, ale tuż przed ostatecznym deadlinem ogłaszania wyników testów wygląda na to, że wszystkie (prędzej czy później) przyniosły negatywne wyniki. A przynajmniej dotąd nie sprawiły, że którykolwiek kolarz zostałby wykluczony z tego powodu z dalszej rywalizacji. Aż prosi się w tym miejscu o kolejny kolarski inside joke o tym, jakie to szczęście, że przeprowadzane były one w okolicach La Rochelle, a nie na przykład Pau…

Środkowy tydzień rozgrywania Wielkiej Pętli, w którym zazwyczaj na całego rozkwita walka o pomniejsze klasyfikacje, a do mety dojeżdża najwięcej ucieczek, rozpocznie się w położonym nad Atlantykiem departamencie Charente-Maritime. We wtorek pierwszy raz w całej historii imprezy etap rozpocznie się i zakończy na wyspach, w dodatku nie byle jakich, bo będących ulubioną destynacją nadmorskich wypadów paryskiego mieszczaństwa. Niezależnie jednak od tego, czy 10. odcinek 107. edycji Tour de France miał eksponować luksusowe kurorty, czy też peleton na działanie wiejących nad Zatoką Biskajską wiatrów, dziś możemy znaleźć się niestety znaleźć gdzieś pomiędzy, bo molo we wrześniu to już bardziej sanatoryjne klimaty, a prognozy pogody również nie zwiastują wielkich fajerwerków.

Jedno, co możemy dziś z pełną odpowiedzialnością zagwarantować, to wspaniałe widoki, bo po starcie na Ile d’Oléron peleton zrobi pętlę pośród wydartych oceanowi bagnisk i kanałów, a następnie skieruje się na północ wzdłuż wybrzeża, mijając po drodze Rochefort i wspaniałą twierdzę La Rochelle. Na wysokości tego znanego ośrodka portowego trasa zmieni kierunek na zachodni, co może dosłownie okazać się punktem zwrotnym wtorkowej rywalizacji, bo dotąd głównie czołowy wiatr na finałowym, 25-kilometrowym odcinku dzielącym La Rochelle i Saint-Martin-de-Ré zacznie dmuchać od boku. Jak już podkreślaliśmy, prognozy pod tym względem nie są przesadnie optymistyczne, ale wskazują, że wiatr w ciągu dnia będzie się wzmagał, co w połączeniu ze stanowiącym istotną część tego fragmentu trasy mostem pozostawia wyobraźni lekko uchyloną furtkę. 

Oto, co na temat 10. etapu 107. edycji Tour de France mieliśmy do powiedzenia jeszcze przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 10, 8 września: Ile d’Oleron – Ile de Re (168,5 km, płasko)

Po trudnym pierwszym tygodniu czas na chwilę odpoczynku na płaskim odcinku, prawda? Nic bardziej mylnego! Pierwszy etap, który w ciemno moglibyśmy przypisać sprinterom, wcale nie musi okazać się spokojną przeprawą. Wszystko ze względu na ułożenie trasy, która przez praktycznie całą długość będzie biec wzdłuż wybrzeża, a to, jak wszyscy doskonale wiemy, może skończyć się piękną walką na rantach. 

Dziś typujemy sprinterów, spośród których Caleb Ewan (Lotto Soudal) ciągle pozostaje na papierze najszybszy, ale w końcówce będzie musiał polegać głównie na swoim własnym sprycie. 

Przeciwko sobie będzie miał dla odmiany dysponujących rewelacyjnie spisującymi się pociągami rozprowadzającymi Sama Bennetta (Deceuninck-Quick Step) i Ceesa Bola (Team Sunweb), a w przypadku tego pierwszego dodatkowo można po cichu liczyć, że w sprzyjających okolicznościach jego drużyna spróbuje porwać peleton i rozegrać wyścig na swoją korzyść nieco wcześniej, jak niegdyś zrobiła to w Giro d’Italia dla Fernando Gavirii.

Kolejny raz warto też zwrócić uwagę na ekipę Trek-Segafredo, której najlepszą kartą tego dnia może się okazać Mads Pedersen, choć Edwardowi Theunsowi i Jasperowi Stuyvenowi ewentualna walka na wiatrach też nie jest obca. 

A jeśli w końcówce będzie naprawdę ciężko, trudno stawiać jakiekolwiek pieniądze przeciwko Woutowi Van Aertowi (Jumbo-Visma), który przed odniesieniem etapowego zwycięstwa nia zapomni stosownie zadbać o interesy lidera wyścigu.

Po tym, jak zagapili się na wiatrach w piątek, w takiej sytuacji tym razem powinni się też dobrze odnaleźć Matteo Trentin i Greg Van Avermaet (CCC Team) – jeśli nie będą już więcej polegać na prognozach pogody sympatycznego Włocha.

Plan transmisji Tour de France 2020 w Eurosporcie

Mapy Tour de France 2020

Lista startowa Tour de France 2020

Poprzedni zwycięzcy Tour de France

Prezentacja Tour de France 2020