fot. Paris-Roubaix

Belgijski specjalista od wyścigów jednodniowych miał już przebywać w Toskanii przygotowując się do Strade Bianche. Jak wiemy już dziś ten wyścig się nie odbędzie. Stawia to wielu zawodników w trudnej sytuacji.

Dla Sepa Vanmarcke wiosenne klasyki są co roku głównym punktem sezonu. W najbliższą sobotę miał zamiar wystartować na białych, szutrowych drogach Toskanii, a następnie pojechać w “Wyścigu Dwóch Mórz”. To miał być dla niego kolejny etap przygotowań do docelowych startów. Teraz on, jak i wielu innych zawodników może mieć ogromny problem, aby się do nich odpowiednio przygotować. Zwraca na to uwagę w wywiadzie dla belgijskiego Het Nieuwsblad.

Jest to zła sytuacja, pozostaje nam tylko czekać. Mam nadzieję, że zespół wyślę mnie na Paryż-Nicea, ponieważ nie zmieniłoby to zbytnio moich przygotowań do klasyków. Jednak w naszej ekipie EF Pro Cycling jest 30 kolarzy, z których każdy chciałby załapać się do ośmiooosobowego składu w tym wyścigu. Jeśli nie będę jednym z nich to mam nadzieję, że nasz zespół zorganizuje nam bardzo profesjonalny obóz treningowy na, którym moglibyśmy symulować wyścig. Nie byłoby to dla mnie zmartwieniem, ponieważ wielokrotnie z powodu kontuzji, w ten sposób się przygotowywałem do najważniejszych startów

– przyznał zaniepokojony Belg.

Bez wątpienia podana sytuacja może być zmartwieniem dla wielu zawodników, którzy celują z formą w zbliżające się wyścigi. Sam Vanmarcke powiedział, jednak co jest dla niego najważniejsze.

Nie martwię się zbytnio, ponieważ to w niczym nie pomaga. W światowym peletonie potrafimy być trochę krótkowzroczni. Może nie powinniśmy brać udziału w wyścigach, jeśli ryzyko zarażenia koronawirusem będzie się zwiększać. Zatrzymanie tego powinno być naszą pierwszą troską. To jest ważniejsze niż ściganie

– zakończył 31-latek.

Przypomnijmy, że na ten moment wyścig Paryż-Nicea ma się odbyć zgodnie z planem w dniach 8-15 marca.