Transakcje przejęcia przedsiębiorstw, czy ich oddziałów są integralną częścią gospodarki wolnorynkowej. Nic więc dziwnego, że wśród firm związanych z kolarstwem dochodzi do przejęć. Nie dalej, jak kilka miesięcy temu Garmin przejął Tacx, a we wtorek świat obiegła wiadomość, że w marcu 2020 roku „kolarski oddział” firmy Pioneer zostanie przejęty przez Shimano. Co to oznacza dla nas, kolarzy amatorów, ale przede wszystkim klientów?

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia historycznego. Pioneer wkroczył na rynek kolarskich mierników mocy, oraz liczników w 2013 roku. Trzeba przyznać, że było to wejście z przytupem, ponieważ ich pierwszy produkt nie był „zwykłym” miernikiem mocy. Z jednej strony umożliwiał analizę całego cyklu pedałowania, ale z drugiej instalacja była lekko mówiąc problematyczna. Przy drugiej wersji uproszczeniu uległa instalacja, oraz obniżono cenę, co znacząco wpłynęło na wzrost popularności mierników japońskiego producenta.

Jednocześnie inny japoński gigant, ale nie branży audiowizualnej, a wędkarsko-rowerowej, tj. Shimano, zabrał się za produkcję własnego miernika mocy. Pierwsze jednostki testowe zagościły w zawodowym peletonie w 2016 roku, a do sprzedaży trafiły pod koniec 2017 roku. Niestety początki zawsze bywają ciężkie i nie inaczej było w przypadku Shimano. Ich mierniki mocy stały w drugim szeregu. I tutaj dochodzimy do sedna przejęcia.

Czasami najprostszym rozwiązaniem na podniesienie jakości, a tym samym konkurencyjności swojego produktu, czy rozwinięcie nowej gałęzi produktów, jest przejęcie rozwiązań technologicznych konkurencji. Wraz z przejęciem kolarskiej części Pioneera firma Shimano będzie nie tylko w stanie poprawić swoje mierniki mocy, a być może po prostu zacznie ulepszać mierniki które właśnie zakupiła, ale przede wszystkim otworzy się przed nimi opcja wejścia w segment liczników i platform treningowych, ponieważ także i te produkty na całkiem wysokim poziomie posiadał Pioneer. Na razie jednak powiedzenie czegoś więcej byłoby równoznaczne z wróżeniem z fusów, ponieważ tylko czas pokaże, w którą stronę pójdą Japończycy. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak spokojnie czekać na rozwój wydarzeń.