Fot. Pinarello

Z okazji zbliżających się wielkimi krokami Igrzysk Olimpijskich w Tokio jesteśmy świadkami ostrego wyścigu zbrojeń w kolarstwie torowym. Najpierw pod koniec października Brytyjczycy zaprezentowali światu swoją wunderwaffe w postaci ramy HB.T. Kilka dni później australijski związek kolarski pochwalił się drukowanymi w technologii 3D tytanowymi korbami, mostkami i kierownicami do Madisona. Teraz przyszła kolej na Włochów i wygląda na to, że poszło im lepiej niż z Fiatem Multipla.

Pinaralleo od lat jest partnerem włoskiej reprezentacji torowej, a owocem tej współpracy jest między innymi złoty medal zdobyty podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro przez Elię Vivianiego w omnium. Na torze w Tokio włoska reprezentacja ścigać się będzie na najnowszej wersji ramy Maat, która może nie jest tak bardzo rewolucyjna, jak HB.T, ale innowacji jej nie brakuje.

Najnowsza wersja Pinarello Maat to rozwinięcie ramy Bolide HR o doświadczenia z konstrukcji kolejnych wcieleń szosowej Dogmy, oraz o potrzeby kolarzy torowych. Rama Pinarello Bolide HR przystosowana była do obydwu kół pełnych, jednak w przypadku omnium, madisona, czy wyścigów sprinterskich nie stosuje się pełnych kół z przodu. Anulowanie reguły 3:1 stosunku długości do szerokości rurek przez UCI umożliwiło  kompletne przeprojektowanie widelca, główki ramy, oraz tylnego trójkąta w celu maksymalizacji zysków aerodynamicznych.

Jest to jedna z pierwszych rzeczy rzucających się w oczy patrząc na nową ramę Maat, której bliżej do rowerów triathlonowych niż do rowerów torowych, czy czasowych. Asymetryczna konstrukcja, prostokątne profile dolnych rurek tylnego trójkąta, głębokie profile widelca, oraz większy prześwit, to jej cechy charakterystyczne.

Kolejną rzeczą rzucającą się w oczy jest kierownica. Została ona zaprojektowana specjalnie do nowej ramy Maat biorąc pod uwagę nie tylko ergonomię, ale także aerodynamikę i wytrzymałość. Najbardziej rzucają się w oczy „rogi” imitujące górną część klamkomanetek. To właśnie dzięki nim możliwe jest przyjęcie pozycji „czasowej”, która jest bardziej aerodynamiczna, niż ta przyjmowana w niskim chwycie. Sama rama jest stosunkowo długa, więc zintegrowany z kierownicą mostek jest odpowiednio krótszy i dostępny w rozmiarach od 90 do 110 mm.

Jako że rower jest włoski, to producent pozwolił sobie na dość konserwatywne rozwiązanie jakim jest zastosowanie gwintowanego „włoskiego” wkładu suportu. Możliwość założenia tarczy z 66 zębami pozwoli zaspokoić wymagania wszystkich zawodników. Powiewem świeżości dla środowiska torowego jest także kompatybilność z szytkami o szerokości do 23 mm, jednak aby w pełni korzystać z ich aerodynamicznych zalet konieczne jest założenie ich na specjalnie zaprojektowanych ku temu celu obręczach.

Rama dostępna jest w pięciu rozmiarach, a w rozmiarze M wazy 1350 gramów. A cena? Raptem nieco ponad 35 tysięcy złotych za ramę i widelec, oraz dodatkowe 4 tysiące złotych za kokpit.