W minionym roku mieliśmy okazję poznać wiele nowości, na które składają się m.in. rozwój osprzętu, jeszcze szybsze, aerodynamiczne rowery czy poprawione koła. Jaki sprzęt zapadł nam w pamięć?

S-Works Venge, Trek Madone, Cannondale Systemsix, BMC Teammachine, Cervelo S5, Ridley Noah SL – aż tyle nowych modeli „tnących powietrze” poznaliśmy w tym sezonie. Każdy producent przechwala się, że to właśnie jego dzieło jest najszybsze i przedstawia odpowiednie argumenty – testy pod odpowiednim kątem, testy przy odpowiedniej prędkości i tak dalej i tak dalej. Wyraźnej przewagi nie osiąga jednak nikt, ale to dobrze – w końcu w kolarstwie nie brakuje nam jednostronnych wyścigów rodem z Formuły 1.

Ciekawym rowerem „aero” wielokrotnie opisywanym (niestety przede wszystkim krytykowanym) w tym sezonie był 3T Strada. Agresywna geometria, hamulce tarczowe i napęd 1×11 miały przynieść sukcesy, a stały się niejako synonimem słabego sezonu Aqua Blue Sport.

Wydaje się, że w kwestii osprzętu „prochu nie wymyślimy”, ale Ceramicspeed przekonuje, że jednak można próbować zrewolucjonizować budowę roweru. Duńczycy uznali, że obecne wykorzystanie łańcucha i kasety wytwarza zbyt duże tarcie, dlatego stworzyli prototyp wału napędowego, który ma tracić mniej watów od rywali. Co z tego wyjdzie? Przekonamy się w przyszłości…

Bardziej „konkretne” produkty zaprezentował włoski gigant – Campagnolo. Nowe przerzutki SuperRecord z dwunastoma rzędami na kasecie to pierwszy tego typu wynalazek na szosie – ma to pozwolić zmniejszyć przeskoki pomiędzy kolejnymi przełożeniami. W ślady Campyposzedł też SRAM, który jednak oficjalnie niczego nie zaprezentował – 12-rzędowy eTap pojawił się jednak na rowerach niektórych zawodowców podczas kończących sezon kryteriów.

Krok dalej poszedł hiszpański Rotor – 13-rzędowy hydrauliczny osprzęt został dostosowany do braku przedniej przerzutki, co ma być lżejsze i poprawiać tzw. transfer mocy. By pozwolić na pokonanie nawet najcięższych podjazdów producent przygotował kasety o koronkach do… 46 zębów.

Shimano – zdecydowanie najpopularniejsza firma zajmująca się osprzętem – tym razem nie goni za „modą” na kolejne rzędy i pozostaje przy 11 zębatkach w kasecie przy premierze 105 R7000 (cieszą za to „systemowe” klamkomanetki do hamulców hydraulicznych). Nowością był jednak system „sprzęgła” przeniesiony z kolarstwa górskiego – odpowiednio ulokowane sprężyny zmniejszają wibracje łańcucha, co przekłada się na płynniejszą zmianę biegów na nierównościach. Przewaga podczas Roubaix, Flandrii czy Strade Bianche? Niewątpliwa.

Skoro wspominamy już o piekielnie trudnych wyścigach po brukach i szutrach, to nie sposób wspomnieć o bardzo dużym rozwoju graveli. Na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim Canyon – za niesamowity wynalazek w postaci kokpitu CP07, który najprościej opisać jako „podwójną kierownicę”. Co to daje? Lepsze pochłanianie wibracji w czasie spokojnej jazdy i większą sztywność przy sprintach. A że wygląda kontrowersyjnie, to już druga sprawa. Nie możemy też zapominać o Krossie, który zaprezentował nową kolekcję podczas Media Days w Świeradowie-Zdroju. Zachwyca przede wszystkim Esker – gravel ze świetnym stosunkiem ceny do jakości!

Nowości obserwowaliśmy też w segmencie kół i opon – sztywne i lekkie koła pokazał Mavic z modelem Cosmic Ultimate UST (w pełni karbonowe – obręcz, szprychy i piasty), a dłużny nie pozostał Bontrager z modelem Aeolus XXX. Wśród opon, poza wielkim powrotem Pirelli (nie można inaczej określić wspaniałego sezonu Mitchelton-Scott), byliśmy świadkami premiery następcy najczęściej polecanego ogumienia w kolarstwie szosowym – Continental GP5000.

Nie samą prędkością człowiek żyje – przecież zawsze musimy się jakoś zatrzymać. Poza nowymi tarczówkami na rynku pojawił się pierwszy hamulec typu DirectMount przygotowany przez SRAM – dotychczas firma pozostawała wierna mocowaniu na jedną śrubę, a od 2018 roku fani tej marki mają do dyspozycji również sztywniejsze i pewniejsze szczęki. Nic, tylko się cieszyć!