Fot. Andrzej Gucwa

Ja, przedstawiciel niskopiennych górali z Mazowsza, na którym największymi wzniesieniami są wiadukty, miałem ambiwalentne odczucia, gdy dostałem zaproszenie na pierwsze, historyczne Media Days BMC w Polsce. Przemawiało do mnie wszystko – testy nowych rowerów, spotkanie z przedstawicielami BMC, fantastyczne miejsce zakwaterowania, możliwość poznania zaplecza szwajcarskiego producenta rowerów – wszystko było na “tak”, poza jednym. Sprawdziłem bowiem, jaki podjazd wiedzie pod sam hotel i zrzedła mi mina. Ale cóż, chęć testowania rowerów przewyższyła niechęć do górek i niedługo później już szedłem w stronę hotelu Forest, nieopodal Krakowa, oddalonego od przystanku autobusowego spory odcinek drogi, wiodący oczywiście ostro pod górę.

Do Forest Hotelu dotarłem lekko tylko spocony, i gdy ucichło mi świszczenie i rzężenie w płucach, wywołane wspinaczką, oparty o ladę łapałem oddech, rozglądając się zarazem za wystawką BMC. Jest! Idę więc, szybko zapomniałem o zmęczeniu, na miejscu jestem jako pierwszy z zaproszonych – mam więc czas i sposobność porozmawiać w spokoju z przedstawicielami BMC.

Oglądam rowery, sprawdzam, czy mój egzemplarz testowy jest przygotowany – nim na niego jednak wskoczyłem, przez dłuższą chwilę zapoznaliśmy się z technologicznym, bardzo zaawansowanym, zapleczem BMC. Szwajcarska precyzja, nic nie jest pozostawione przypadkowi, w każdej ramie odciśnięta jest pieczęć wieloletniej jakości. Prezentację oglądam żywo zainteresowany, ale i przebierając nogami, bo za plecami stoi kilkanaście przygotowanych do jazdy rowerów. BMC dobrze wie, że kolarze nigdy nie stawiają znaku równości między rozmową o jeździe na rowerze a samej jeździe na nim, więc nie przedłużali, po serii pytań i odpowiedzi wskoczyliśmy na rowery.

Fot. Andrzej Gucwa

Pierwszego dnia testowałem rower Teammachine SLR 01 One. Cóż; kilka sezonów temu jeździłem swoim BMC i – pamiętając wrażenia z jazdy rowerem, którym dwa razy pokonałem Paris Roubaix Challenge – byłem żywo zainteresowany, jak radzi sobie jego znacznie nowocześniejszy następca. Jak wspomniałem na początku; droga pod hotel prowadzi ostro w górę, więc jasnym jest, że z hotelu prowadzi ostro w dół, co było już pierwszym poważnym przyczynkiem do przetestowania sztywności roweru i jego hamulców. I tu, już na pierwszym ostrym zjeździe, z niespecajlnie równym asfaltem i krętymi zakrętami – od razu zauważyłem różnicę w prowadzeniu tego roweru. Zjawisko dotychczas mi nieznane (aż przez ułamek sekundy zawahałem się, czy przypadkiem nie mam za mało wiatru w tylnym kole) – o ile przód roweru jest bardzo sztywny, stabilny, doskonale przenosi siłę na pedały, o tyle tył roweru, pod siodełkiem, ten rower jest… odrobinę elastyczny. Ki czort?… myślę sobie, ale skupiony na pokonywaniu zjazdu i wyhamowaniu przed drogą z pierwszeństwem, długo się nad tym nie zastanawiałem. Późniejsze kilometry – spora pętla po zachodniej stronie Krakowa – drogi różnej jakości, kręte, nierówne, pełne pagórków, chaotycznych zjazdów aż po długą, betonową ścieżkę rowerową, pokazały w całej krasie możliwości tego roweru.

A są one unikalne, przynajmniej jeśli chodzi o rowery, na których jeździłem (a testowałem ich wiele). Tył roweru “wybiera”, uginając się, wszelkie nierówności, ale nie traci przy tym sztywności bocznej. To była też najdłuższa część naszej dyskusji – testujących rowery – z przedstawicielami BMC. Zadaniem, postawionym ad hoc, było – jak wytłumaczyć, jak przekazać klientowi, co znaczy “sprężystość pionowa?”, co samo w sobie brzmi niejasno, ale po przejażdżce na tym rowerze określenie to staje się oczywiste? Jak wytłumaczyć, że rower ugina się tylko częściowo – na przestrzeni tylnego widelca, bez najmniejszego ugięcia przedniej części roweru?

Sprawdziłem, jasne, że sprawdziłem. Naście razy zostawałem za grupką, po czym robiłem typowo sprinterskie przyspieszenie – przy takim pewność prowadzenia roweru, jego sztywność jest rzeczą fundamentalną. I w tym wypadku brak ultrasztywności z tyłu ramy nie rozpraszał mocy na boki. Ciekawe doświadczenie, jeśli chodzi o takie nietypowe prowadzenie roweru. O rzeczach w stylu: aerodynamika, sprawdzana razem z kolarzem, waga roweru, nie ma co się rozpisywać – przecież mówimy o rowerach z najwyższej półki jakościowej. Wystarczy spojrzeć na slajdy z testów, przeprowadzanych w tunelu aerodynamicznym; wyraźnie widać różnice, między poprzednią wersją roweru a aktualną, dzięki Aero Synthesis – badanie roweru, przeprowadzane razem z zawodnikiem – wyszło, że między poprzednią a bieżącą ramą uzyskano 1.05% (przy czym poprawa na samym rowerze to aż 12%).

Fot. Andrzej Gucwa

Po dłuższej jeździe wróciliśmy do hotelu – w duchu przeklinałem ostatni podjazd głównie dlatego, że wiedziałem, że będę pokonywał go jeszcze cztery razy – i tam mieliśmy okazję obejrzeć prezentację, dokładnie pokazującą ów ciekawy konstrukcyjnie “haczyk”, pozwalający na uginanie się pionowe ramy w sposób, który na pewno ułatwia prowadzenie roweru – zwłaszcza na dłuższych dystansach, nie wymagających najwyższego przenoszenia mocy z nóg na pedały, ale wymagający zwiększonego komfortu jazdy.

Wrażenia. Mając porównanie do typowo wyścigowej bestii (Teammachine R01 Three, o której w kolejnym tekście z BMC Media Day’s), SLR 01 One określiłbym mianem dobrego dyplomaty, potrafiącego dogadać się ze znacznie większym rozstrzałem szos. To mniej więcej takie odczucie, gdy po jeździe na agresywnym, wyścigowym i bardzo sztywnym R01 Three, po przeskoczeniu na SLR01 One pęknięcia asfaltu na podkrakowskich drogach nagle straciły swoją agresję. Szwajcarzy zastosowali Teammachine SLR 01 One swój system tłumienia drgań, zorientowany na dłuższe dystanse, i w efekcie SLR 01 nie izoluje cię od drogi niczym gruby materac – on po prostu tłumaczy chropowaty język asfaltu na bardzo kulturalny, cichy wręcz szept.

Ten rower, zamiast krzyczeć: “marnujesz mój potencjał!”, delikatnie mówi: “sprawdzimy, co jest za tamtą górką?”

Podsumowanie tej części testów – Teammachine SLR 01 One to drugie z zaskoczeń tych testów – o pierwszym i największym przeczytacie w trzeciej części opisu jazd testowych, w której skupię się na Kaiusie 01 One.

Z Krakowa – Sławek Niciński

Więcej na: BMC Polska

Poprzedni artykułMads Pedersen chce zakończyć karierę po mistrzostwach świata w 2029 roku
Następny artykułTour de France 2026: Tim Merlier po raz trzeci!
Sławomir Niciński
"Master of disaster" Z wykształcenia operator saturatora; brak możliwości pracy w wyuczonym zawodzie rekompensuję jeżdżąc rowerem i amatorsko się ścigając, bardzo lubię też o tym pisać. Rytm tygodnia, miesiąca i roku wyznacza mi rower. Lubię się ścigać, i gdy jakiś wyścig mi nie wyjdzie, to wśród kolegów-kolarzy mówię, że jestem redaktorem sportowym, a gdy jakiś tekst mi nie wyjdzie, wśród redaktorów mówię, że jestem kolarzem-amatorem. I tylko do teraz nie rozgryzłem, czy bardziej lubię się ścigać, czy też pisać o tym, dlatego nadal zamierzam czynić i jedno i drugie, póki starczy sił.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
ZZTop
ZZTop

A te testy nie były przypadkiem w sobotę? Bo kojarzę że chwilę z taką grupą jechałem