fot. ASO / Photo Gomez Sport

Sezon 2019 skończył się już dobre kilka tygodni temu. Dlatego nic dziwnego, że dyrektorzy sportowi większości ekip już snują plany na kolejny. Niektórzy całkiem ambitne – choćby Allan Peiper z UAE Emirates.

Dla jego ekipy już ten sezon był całkiem udany – skończyła go z 29 zwycięstwami i kilkoma innymi bardzo dobrymi wynikami. W dużej mierze było tak za sprawą Tadeja Pogacara, który wygrał ostatnią edycję Amgen Tour of California i był zdecydowanie największą rewelacją Vuelty. W czasie hiszpańskiego wyścigu wygrał trzy etapy, klasyfikację młodzieżowców, a w walce o czerwoną koszulkę pokonali go jedynie Primoż Roglić i Alejandro Valverde. Mimo to Peiper spokojnie podchodzi do jego przyszłosezonowych startów.

Wprawdzie może się wydawać, że Pogacar, po tym co zrobił w tym sezonie, będzie naszym zdecydowanym liderem na Wielkie Toury, ale my wcale nie jesteśmy tego jeszcze tacy pewni. Ma dopiero 21 lat i musimy pomyśleć, czy rzeczywiście jest już gotowy, by wziąć na siebie całą odpowiedzialność za nasze wyniki trzytygodniowych wyścigach. Mamy jeszcze Fabio Aru, który musi w końcu zacząć zajmować wysokie lokaty – w końcu za to mu płacimy. W ostatnich latach miał nieco pecha, ale miejmy nadzieję, że to już za nim, dlatego w przyszłym sezonie powinien nieco odciążyć Tadeja. Bardzo możliwe, że obaj pojadą na Giro, choć jeszcze tego nie wiemy – decyzję podejmiemy dopiero za dwa-trzy tygodnie

– mówił Cyclingnews.

Większe oczekiwania ma nie tylko w stosunku do Fabio Aru, ale także do innej ostatnio zawodzącej gwiazdy zespołu – Fernando Gavirii. W zeszłym sezonie Kolumbijczyk odniósł zaledwie jedno zwycięstwo etapowe na Wielkim Tourze, co jest jego najlepszym wynikiem od 2016 roku, gdy miał zaledwie 22 lata, a debiut w wyścigu trwającym trzy tygodnie był dopiero przed nim. Odniósł też tylko sześć zwycięstw – mniej nawet niż w swoim pierwszym pełnym sezonie w grupie Etixx-Quick Step. Jednak teraz, gdy już zaaklimatyzował się w nowym zespole, powinno być dużo lepiej.

Naszym celem minimum jest trzydzieści zwycięstw w całym sezonie i jestem niemal pewny, że go osiągniemy, ba, myślę że stać nas nawet na 40. Dwa lata temu sam Fernando Gaviria uzbierał ich aż 14 i liczę, że w tym sezonie zbliży się do tego wyniku. Poza tym Jasper Philipsen w tym sezonie skończył w pierwszej dziesiątce aż 65 wyścigów. Co prawda wygrał tylko raz, ale wciąż się rozwija i myślę, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, to powinien skończyć kolejny rok  z pięcioma, a może nawet dziesięcioma zwycięstwami.

– dodał Peiper.

Osiągnięcie tego wyniku będzie o tyle prostsze, że do sprinterów dołączy Maximiliano Richeze – jeden z najlepszych rozprowadzających na świecie, który już miał przyjemność współpracować z Gavirią w Quick-Step. Poza tym swoje trzy grosze powinni dołożyć Riabushenko, Ulissi, Kristoff, czy wspomniany wcześniej Pogacar. Tylko czy to wystarczy do tego, by dobić do 40 triumfów?