fot. Giro d'Italia

Po opracowaniu i zaprezentowaniu trasy wyścigu Giro d’Italia 2020 organizatorzy muszą zacząć teraz myśleć o obsadzie wyścigu. Dyrektor Mauro Vegni ma nadzieję, że na jego imprezę zawitają chociażby Egan Bernal i/lub Geraint Thomas z Teamu INEOS.

Wyścigiem, który nie musi martwić się o gwiazdorską obsadę jest Tour de France. Giro d’Italia również należy do jednego z najbardziej wartościowych wyścigów kolarskich, ale w przeszłości nie raz zdarzało się, że Vegni i spółka musieli płacić kolarzom za start – tak było m.in. w przypadku Chrisa Froome’a i Toma Dumoulina. Obaj wygrali wyścig, podnosząc jego rangę i prestiż.

Mauro Vegni ma nadzieję, że przynajmniej jednego ze swoich specjalistów od wielkich tourów przyśle do Budapesztu, gdzie odbędzie się Grande Partenza, drużyna INEOS. Brytyjczycy o tym, kogo na jaki trzytygodniowy wyścig zdecydują najprawdopodobniej w listopadzie po przeanalizowaniu tras.

– Oni [Team INEOS] mają w składzie czterech zwycięzców wielkich tourów, zatem będą musieli uważnie wybierać liderów. Myślę, że sprawy te wciąż są bardzo otwarte i decyzje jeszcze nie zapadły. Nie rozmawiałem z drużyną, ale widzę, że Froome wraca do wysokiej dyspozycji, a jeśli tak, to logicznym celem dla niego będzie piąte zwycięstwo w Tour de France. Jeśli tak się stanie, to nie wiem, czy Bernal będzie dla niego odpowiednim pomocnikiem… Mogą być jeszcze inne opcje. Myślę, że decyzja INEOS będzie zależała od zdrowia i formy kolarzy tej drużyny. Jeśli w drużynie są Carapaz, Froome, Bernal i Thomas, to u nas na pewno pojawi się wartościowy zawodnik

– powiedział Mauro Vegni w rozmowie z portalem Cyclingnews.

Dziennikarze obecni na prezentacji różowego wyścigu donoszą, że zabrakło włoskich kolarzy i włoskich drużyn. Na otrzymanie tzw. dzikiej karty bardzo liczą ekipy Androni Giocattoli, Bardiani-CSF oraz Neri Sottoli-Selle Italia, ale Mauro Vegni, w wyniku reformy wprowadzonej przez UCI, będzie miał mniej zaproszeń do rozdania – dokładnie dwa. W rzeczywistości, jeśli wziąć udział w wyścigu ma węgierska Epowers Factory Team, tylko jedna włoska drużyna drugiej dywizji wystartuje w swoim domowym wielkim tourze.

Zwycięzca Pucharu Włoch nie otrzymuje już automatycznie dzikiej karty, ale jedna z nich musi obligatoryjnie trafić do zespołu z Italii. Drużyna Total Direct-Energie zapewniła sobie już udział w Giro, ponieważ jest najlepiej sklasyfikowaną drużyną Pro Continental w sezonie 2019.

– Generalnie nie podobają mi się te zasady. One naprawdę nie pomagają włoskiemu kolarstwu, które ma tak wiele do podarowania tej dyscyplinie sportu. Mogą zmusić mnie do tego, że będę mógł zaprosić jeden włoski team

– skomentował dyrektor wyścigu Giro d’Italia.

Wszystko wskazuje na to, że po przejściu do Trek-Segafredo w Giro d’Italia wystartuje Vincenzo Nibali, a także Remco Evenepoel (Deceuninck-Quick Step), Tadej Pogacar (UAE Team Emirates) oraz Romain Bardet (AG2R), który po nieudanym dla siebie Tour de France, chce zmienić cele, by odnaleźć w sobie nowe pokłady motywacji i energii.

Tymczasem krytyka z ust Mauro Vegniego pod adresem UCI to kolejny prztyczek w nos Davida Lappartienta i spółki ze strony osób odpowiedzialnych za kolarstwo. Reformy wprowadzane przez Unię po objęciu prezydentury przez Francuza, nierzadko spotykają się z dezaprobatą lub zarzuca się mu, że zajmuje się mało istotnymi problemami, podczas gdy istnieje wiele poważniejszych, jak np. bezpieczeństwo.