fot. Superprestige

Większość kolarzy szosowych już dawno zakończyła swój sezon, jednak Mathieu van der Poel zdecydowanie nie jest jednym z nich. Holendra lada moment czekają kolejne starty. Tym razem na rowerze przełajowym.

Zawodnik grupy Corendon-Circus w tym sezonie zaliczył na szosie zaledwie 31 dni wyścigowych, co i tak wystarczyło mu do odniesienia 10 zwycięstw. To oznacza, że by sięgnąć po jedno potrzebował średnio trzech startów. Jednak ostatnio szło mu niestety nieco gorzej – choć swoje występy szosowe zakończył dopiero w tym miesiącu, to na triumf czeka od początku września.

Jednak niewykluczone, że jeszcze w tym roku uda mu się dołożyć coś do kolekcji, tyle że już na trasach przełajowych, na które wróci po przerwie na starty na szosie i na MTB. Jest to bardzo prawdopodobne, bo jak do tej pory to właśnie tutaj odnosił swoje największe sukcesy, z dwoma mistrzostwami świata włącznie.

Swój pierwszy wyścig – Telenet Superprestige Ruddervoorde Holender przejedzie 3 listopada, choć pierwotnie miał wziąć udział także w rozgrywanym dziś Kiremko Nacht van Woerden. Później przyjdą kolejne starty, spośród których najważniejszym będą lutowe mistrzostwa świata, gdzie będzie starał się obronić wywalczoną przed rokiem tęczową koszulkę. O to może być o tyle łatwiej, że prawdopodobnie nie wystartuje w nich Wout van Aert, który zimę zamierza przeznaczyć na dojście do siebie po kontuzji doznanej podczas ostatniego Tour de France.

Mimo wszystko jego priorytetem na najbliższe 12 miesięcy będą udane starty na szosie i dobry występ na Igrzyskach Olimpijskich w MTB. A poprzedni sezon udowodnił, że zimowe ściganie może mu w tym tylko pomóc.