fot. Tour de l'Avenir

Podjazd Col de la Loze, położony w sąsiedztwie stacji narciarskiej Courchevel, “przetestował” tegoroczny wyścig Tour de l’Avenir, czyli “mały Tour de France”. Oto szczegóły przełęczy, która najprawdopodobniej napisze kolejną kartę historii Wielkiej Pętli. 

Dokładnie 23 sierpnia br. na ósmym etapie wyścigu Tour de l’Avenir z metą na szczycie Col de la Loze triumfował Australijczyk Alexander Evans. “Mały Tour de France” nie tylko wyznacza ścieżki kariery młodym zawodnikom, ale także przeciera francuskie szlaki, wykorzystywane później przez Christiana Prudhomme’a, Thierry’ego Gouvenou i spółkę.

Z podjazdem Col de la Loze kolarze startujący w przyszłorocznej edycji Touru zmierzą się podczas siedemnastego etapu, który bez wątpienia posiada inklinacje, aby rozstrzygnąć klasyfikację generalną, a jeśli nie, to przynajmniej wyselekcjonować bardzo wąską grupę tych, którzy będą mieli szansę założyć na Polach Elizejskich maillot jaune.

Na trasie umieszczono bowiem dwa giganty – świetnie znaną górę Col de la Madelaine (dł. 17,1 km; 8,4 proc.) oraz mniej “opatrzony” Col de la Loze. Jego długość to 21,5 km, a średnie nachylenie wynosi 7,8 proc. Najtrudniejsze są cztery ostatnie kilometry, kiedy to nachylenie utrzymuje się na poziomie 10 proc. Wspinaczka rozpocznie się w miejscowości Brides-les-Bains. Przez pierwszych osiem kilometrów średni gradient nachylenia waha się pomiędzy 6,5 a 8 proc., kolejne trzy kilometry to 4,5-6 proc. W ten sposób zawodnicy dojadą do miejscowości Méribel. Od tego miejsca zrobi się coraz trudniej – nachylenie będzie oscylowało pomiędzy 6 a 9 proc., a następnie nastąpią wreszcie cztery ostatnie i zarazem najbardziej wymagające kilometry. Zdarzają się na nich fragmenty, podczas których nachylenie sięgnie powodujących mroczki przed oczami 20 proc.

Większość kolarzy ścigających się na poziomie World Tour nie zna tego podjazdu. W razie potrzeby mogą oni zapytać Evansa, który “wtoczył” się na niego w czasie godzina, pięć minut i trzydzieści dziewięć sekund. Jeśli zaś nie udadzą się do Australijczyka po poradę, to z odsieczą przyjdzie im rekonesans trasy. Tylko kwestią czasu są zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych z rowerami i facjatami kolarzy pozujących przy tabliczkach z napisem Col de la Loze, okraszonych komentarzem It’s gonna be a big battle here.

Wjeżdżając na Col de la Loze peleton osiągnie najwyższy punkt wyścigu – 2304 m.n.p.m., co oznacza, że podjazd ten będzie atakowany od wschodniej strony. Na zdjęciach opublikowanych przez oficjalne twitterowe konto wyścigu Tour de France, widać, że położono tam nowy asfalt. I rzeczywiście, na ostatnich sześciu kilometrach zawodowcy i amatorzy mogą cieszyć się gładką nawierzchnią – i co więcej – drogą zamkniętą dla pojazdów mechanicznych.

To na koniec jeszcze kilka słów od dyrektora technicznego Tour de France, Thierry’ego Gouvenou, oczywiście na temat Col de la Loze.

– Ten podjazd w ogóle nie jest regularny, ponieważ droga prowadzi przez teren płaski, aż do odcinków z nachyleniem wynoszącym dwadzieścia procent, a następnie znowu jest dziesięć procent. Wciąż musisz zmieniać rytm, czego nie lubią tzw. rouleurs. Nie jestem wskazać podobnego miejsca, to unikatowy podjazd we Francji. Wiedząc, jakie duża wysokość ma oddziaływanie na ciało człowieka, zanosi się na jedną z najbardziej skomplikowanych końcówek, z jakimi kolarze będą musieli się zmierzyć. To królewski etap Touru.

Średnia prędkość, z jaką orlicy pokonywali tę przełęcz w sierpniu, oscyluje wokół 20 km/h. Mają Państwo ochotę na rekonesans trasy siedemnastego etapu Tour de France 2020? Ja tak!