fot. La Vuelta

Sepp Kuss (Jumbo-Visma) uwielbia Vueltę a Vuelta uwielbia Seppa Kussa. Amerykanin odniósł piękne samotne zwycięstwo podczas piętnastego etapu wyścigu z metą na Puerto del Acebo, a po drodze do mety przybijał piątki z rozentuzjazmowaną publicznością. 

– Myślę, że jest coś wielkiego i jeszcze do mnie nie dotarło. To był niesamowity etap

– powiedział Kuss zaraz linią mety usytuowaną obok Santuario del Acebo.

Kuss zaczął ścigać się na poziomie World Tour w 2018 roku. Po raz pierwszy zaimponował podczas ubiegłorocznego wyścigu Tour of Utah, gdzie wygrał trzy etapy i klasyfikację generalną! W nagrodę dostał powołanie na hiszpańską Vueltę. Przetarł hiszpańskie szlaki i dziś uniósł ręce w geście triumfu.

– Byliśmy uważni od samego startu. Wiedzieliśmy, że drużyny Movistar i Astana będą chciały wysłać do ucieczki swoich kolarzy. Miałem świadomość, że to mocni zawodnicy, więc pojechałem za nimi. Jeszcze w połowie rywalizacji nasza przewaga nad peletonem nie była zbyt duża, dlatego też nie pracowałem, ponieważ wiedziałem, że jeśli złapie nas peleton, to będę mógł pomóc Primozowi. Gdy zaś przewaga ponownie wzrosła, to wystarczyło, aby powalczyć o etapowe zwycięstwo. To jest właśnie to, co czyni Vueltę wyjątkowym wyścigiem – pasja i bycie tak blisko kibiców. Nawet jeśli masz zły dzień i jedziesz pół godziny za etapowym zwycięzcą, kibice wciąż cię pozdrawiają i wspierają

– sprawozdawał kolarz z Kolorado.

Wygląda na to, że Stany Zjednoczone mają górala, do którego będą należały kolejne lata. Kto wie, czy w przyszłości osobiście nie pokusi się o walkę o zwycięstwo w trzytygodniowym wyścigu? Tymczasem jednak pełną garścią zaczerpnął ze zwolnienia z obowiązków pomocnika. Wysoka forma Primoza Roglica naprawdę procentuje.