fot. La Vuelta / Sarah Meyssonnier

Do Madrytu jeszcze długa droga, ale po trzynastym etapie z metą na las rampas infernales Alto de Los Machucos wiadomo o wiele więcej. Primoz Roglič (Jumbo-Visma) wyścigu jeszcze nie wygrał, ale wykonał w tym kierunku duży krok. 

Na początku wspinaczki pod Los Machucos mogło się wydawać, że Primoz Roglič nie czuje się najlepiej, ponieważ nie jechał na pierwszych miejscach w tzw. grupie liderów. Ostatecznie okazało się jednak, że pojechał bardzo mądrze, rozkładając siły i atakując w najlepszym z możliwych momentów. Słoweniec jest w wybornej formie, czemu dowodzi fakt, że na piekielnej górze poradził sobie bez żadnego pomocnika. No chyba, że można obsadzić w takiej roli etapowego zwycięzcę i jego rodaka Tadeja Pogacara (UAE Team Emirates), który wcześniej pracował na czele “peletoniku”. Trzeba przyznać, że obaj panowie nie mogli zawrzeć układu obfitującego w więcej obopólnych korzyści.

Zanim jednak dalej o rywalizacji w klasyfikacji generalnej, to warto wspomnieć o wielkim wysiłku uciekinierów, a przede wszystkim Hectora Saeza (Euskadi-Murias), Bruno Armiraila (Groupama-FDJ) i Pierre’a Latoura (AG2R). Ten pierwszy wykonał imponujący pięćdziesięciokilometrowy samotny rajd, który najpierw przerwał dzielny i wysoki Francuz Armirail, specjalizujący się raczej w jeździe na czas niż w górskich wspinaczkach, oraz wyraźnie wracający do wysokiej formy Pierre Latour. Pewnie gdyby nie tak wielkie trudy Los Machucos i mocna praca Astany w końcówce etapu któryś z tych panów uniósłby ręce w geście triumfu. Tak czy siak należą im się brawa za walkę. To nie był przecież zwykły dzień dla uciekinierów.

Jeśli Rafał Majka (BORA-hansgrohe) woli długie i mniej eksplozywne podjazdy, to trzeba stwierdzić, że dziś zaprezentował się bardzo dobrze. Co prawda nie był w stanie jechać tempem Roglica i Pogacara, ale był lepiej dysponowany od chociażby Miguela Angela Lopeza (Astana), któremu przytrafił dziś gorszy dzień. “Zgred” przyjechał na metę szósty i szósty jest także w klasyfikacji generalnej. To wszystko  wyglądałoby świetnie, gdyby nie fakt, że Polak otwiera grupę kolarzy, którzy mają sześć minut plus straty do Primoza Roglica. Nawet do piątego miejsca, które jako plan minimum założył sobie przed Vueltą, brakuje sporo.

Intrygująca po raz wtóry była taktyka drużyny Movistar. W grupie liderów utrzymali się zarówno Alejandro Valverde, jak i Nairo Quintana. Kolumbijczyk spróbował nawet ataku, ale ten go tylko zmęczył. Valverde natomiast nie był w stanie odpowiedzieć na słoweńską akcję, ale i tak w swoim znakomitym stylu zminimalizował straty i zachował pozycję wicelidera wyścigu. Obaj jednak na Los Machucos sobie nie pomagali. Zbyt trudne wydaje się zadanie powstrzymania ambicji obu mistrzów… O ile kierownictwu Movistaru udało się zahamować zapędy Marca Solera, to w przypadku Nairo i “El Bali” nie jest to jak widać takie proste.