fot. ASO / Alex Broadway

Tour de France 2019 oficjalnie przeszedł do historii. Ostatni etap, zgodnie z tradycją, zakończył się sprinterskim finiszem. Czas na oceny.

Plusy:
Najlepszy na świecie?
To z pewnością był znakomity wyścig Caleba Ewana. Australijski sprinter udowodnił, że to do niego obecnie należy sprinterski światek, co jeszcze niedawno wcale nie było takie oczywiste. Dziś ponownie nie dał mu rady Dylan Groenewegen, uważany za najszybszego w stawce. Przy takim układzie zawodnik Lotto Soudal został oficjalnie numerem 1, choć po piętach depcze mu Pascal Ackermann.

Królestwo niespodzianek
Choć Pola Elizejskie nazywa się świątynią sprinterów, co roku najszybsi w stawce potrafią pogubić się w końcówce, co jest szansą dla nieco mniej głośnych zawodników. W tym roku blisko wykorzystania swojej szansy byli Niccolo Bonifazio i Maximiliano Richeze. Cóż, nawet nieco żałujemy, że nie udało im się pokonać potężnego duetu.

Paryż nie zaśnie
Wielokrotnie w ostatnich latach mówiło się o radości algierskich kibiców, którzy po sukcesach swojej piłkarskiej reprezentacji przejmowali Paryż i cieszyli się do samego rana (podobnie było choćby po ostatnim Pucharze Narodów Afryki). Dziś stolica Francji będzie jednak stolicą Kolumbii. Ilość kibiców z Południowej Ameryki była niezwykła i z pewnością przez całą noc mieszkańcy miasta będą słuchać jakim znakomitym kolarzem jest Egan Bernal.

Minusy:
Więcej ataków!
Choć nie mieliśmy wobec dzisiejszego etapu wielkich wymagań, wydaje nam się, że zabrakło nieco akcji zaczepnych, które na Polach Elizejskich ożywiłyby rywalizację. Tym razem na dobrą sprawę odjechała tylko jedna ucieczka, co zasadniczo nie do końca wpisało się w tradycję etapu. Cóż, nie ma jednak co narzekać.