fot. ASO / Pauline Ballet

Szesnasty etap Tour de France za nami. Zgodnie z przewidywaniami, o zwycięstwo walczyli sprinterzy. Niestety nie obyło się jednak bez nieprzyjemnych sytuacji.

Plusy:
Real Pocket Rocket
To, co na ostatnich metrach zaprezentował Caleb Ewan było naprawdę imponujące. Australijczyk, mocniej naciskając na pedały, wystrzelił jak z katapulty, w przepiękny sposób objeżdżając swoich rywali. Cóż, sprintersko w tegorocznym wyścigu to właśnie on jest najmocniejszy.

W końcu!
Oj naprawdę długo czekaliśmy na dzień, kiedy Łukasz Wiśniowski zdoła zabrać się w odjazd. Polak pokazał się dziś z dobrej strony, walcząc do samego końca o skuteczne zakończenie akcji. Szkoda tylko, że peleton trzymał dziś harcowników na wyjątkowo krótkiej smyczy.

Minusy:
Nie w taki sposób!
Zasadniczo nie mamy nic przeciwko, by w ostatnim tygodniu grono faworytów zmniejszało się niczym w wyścigu australijskim, lecz nie w taki sposób! Po cichu liczyliśmy, że Jakob Fuglsang odegra jeszcze w tegorocznym Tour de France ważniejszą rolę. Niestety, dla niego impreza już się skończyła. Co więcej, wcale nie tak daleki od tego był też dziś Geraint Thomas. Panowie, wiemy, że było dzisiaj ciężko, lecz nie wyruszajcie się w ten sposób!

Solarium
Oj przykro patrzyło się dziś na zawodników, którzy musieli zmagać się z bardzo wysokimi temperaturami. Upały w trzecim tygodniu nigdy nie są niczym przyjemnym, tym bardziej, że akurat dziś przypadł dzień w płaskim terenie, gdzie lampa nie daje za wygraną. Na szczęście dla zawodników, w czwartek na Col du Galibier ma być tylko kilkanaście kresek.