fot. Chris Auld Photography / CCC Team

Drugi, deszczowy etap Giro d’Italia 2019 za nami. Jakie wnioski tym razem przyszły nam na myśl? Czas na oceny!

Plusy:
Odszedł król, niech żyje król!
Jeszcze kilka dni temu smuciliśmy się ze względu na zawieszenie kariery przez Marcela Kittela. Niemiecki sprint nie lubi jednak pustki. Już dziś swój pierwszy wielkotourowy triumf zgarnął bowiem młody i gniewny Pascal Ackermann. Przed tym zawodnikiem bez wątpienia wielka przyszłość. Kto wie, może już jutro powtarzać będziemy, że jeszcze 3 lata temu “Paski” nie był w stanie wygrać etapu Grodów?

Symbol solidności
Nie ma możliwości, by można było przejść obojętnie obok ucieczki Łukasza Owsiana. Zasadniczo w tym miejscu przydałoby się przypomnieć trzech kolarzy – jeden został obdarzony wielkim talentem, który skrzętnie wykorzystał. Drugi dostał od niebios warunki fizyczne, które ułatwiły mu drogę na szczyt. Trzeci był za to niezwykle pracowity i mimo braku talentu i warunków zdołał dojść na prawie najwyższy poziom. Tym ostatnim wydaje się być właśnie Łukasz, który w swojej karierze może i nie wygra Tour de France, lecz czy w naszym peletonie można znaleźć równie wielki symbol solidności? Przez lata skreślany i opluwany przez “niedzielnych kibiców”, od około roku pokazuje, że jest naprawdę solidnym kolarzem i kiedy przyjdzie mu skończyć karierę, nawet bez wielkiego triumfu, z pewnością będzie mógł spojrzeć w lustro i powiedzieć: “byłem kolarzem. Prawdziwym”. Brawo!

Minusy:
Miecz czy bicz
165. Jakub Mareczko (CCC Team) – +12:59.
Niech to będzie symbol tego, co myślimy o dzisiejszej postawie Kuby. Wiemy, że dzisiejsze podjazdy nie były może super łatwe, lecz praktycznie wszyscy inni sprinterzy nie mieli najmniejszego problemu, by w końcówce powalczyć o etapowy skalp. Poza tym skoro nawet Manuel Beletti potrafił… to musimy mieć naprawdę do czynienia z drugim Andreą Guardinim. Oczywiście wiemy, że zaraz możemy usłyszeć tłumaczenia o “oszczędzaniu sił” na wyszczególnione odcinki, lecz wybacz Jakub, wówczas na tych wybranych oczekujemy zwycięstwa. Tylko zwycięstwa. W tej sytuacji, cytując Jarosława Jaruszewskiego “Miecz czy bicz nad sobą – śmiało wybieraj”.

Omloop Het Italia
Podobno dziś byliśmy we Włoszech, tak? Wybaczcie, że pytamy, po prostu trudno sobie wyobrazić, by w środku maja i tak zimna północna polska była cieplejsza od Włoch. Nie da się ukryć, że nie tak wyobrażaliśmy sobie ściganie w Italii. Oczywiście to nie nas bezpośrednio dotyczy, ale oglądanie kolarzy jadących w słońcu jakoś zawsze poprawia nastrój, szczególnie mając świadomość, że także im sprawia to dużo więcej przyjemności.