Trzeba przyznać, że zegarek multisportowy ciężko „ugryźć”, bo jak zadowolić większość czytelników, skoro do wyboru jest tak wiele (ponad 130) dyscyplin? Żeby nieco zawęzić krąg „zainteresowań” postanowiliśmy skupić się na tych najbliższych tematyce portalu (kolarstwo szosowe, triathlon [a dokładniej bieganie i pływanie]) i dość popularnych – spacer, wędrówki po górach czy jazda na rolkach, a nawet wspinaczka w skałach.

Jeszcze przed testem warto często zapoznać się ze specyfikacją urządzenia. Mamy więc spory, trzycentymetrowy ekran o średniej rozdzielczości 240x240px, GPS i Glonass, czujnik tętna w nadgarstku (z możliwością podłączenia paska na klatkę piersiową przez Bluetooth Smart) i niezłą baterię o pojemności 230mAh. Fanów personalizacji ucieszą wymienne paski (nie tylko „oryginalne”, ale wszystkie o szerokości 22mm), nawet jeśli z drugiej strony do wyboru są zaledwie dwie tarcze (cyfrowa i analogowa) – to zrozumiałe, bo Vantage M ma być bardziej sportowy niż uniwersalny i modny. Ciekawą implementacją jest połączenie wspomnianego optycznego monitorowania akcji serca z pomiarem kontaktu ze skórą, co zapobiega zakłóceniom. Teoria wygląda więc nieźle, a do praktyki dopiero przejdziemy.

Pierwsze spotkanie z urządzeniem, to oczywiście wypakowanie z pudełka i wrażenia estetyczne. Po pierwsze – ogromna (naprawdę wielka!) poprawa w stosunku do starszych zegarków Polara takich jak udziwnione V800 czy M430. Wciąż jednak nie jest idealnie, a w przypadku testującej pojawiło się zdanie “zegarek nie jest ładny, ale pewnie postawili na funkcjonalność” (co znajdzie potwierdzenie w dalszych częściach testu). Nie zapominajmy, że Vantage M to zegarek sportowy, a nie „tradycyjny” smartwatch, dlatego skupmy się bardziej na działaniu.

Potem jeszcze nie trening, a… synchronizacja z telefonem i laptopem oraz wstępne ustawienia. Połączenie kablowe (za pomocą specjalnej stacji dokującej) z komputerem jest szybkie i przynosi pobranie aktualizacji. Nieco gorzej jest niestety przy korzystaniu z bluetooth, zwłaszcza jak jesteśmy posiadaczami starszego modelu telefonu (w tym przypadku Samsung Galaxy J5 2016). Dopiero przywrócenie ustawień fabrycznych zegarka przyniosło pożądany efekt i umożliwiło synchronizację powiadomień i treningów.

Pocieszające są jednak dwa spostrzeżenia – z nowymi telefonami urządzenie łączy się niemal natychmiastowo, a poza tym jak już raz „złapie”, to następne synchronizacje przebiegają płynnie i bez problemów. Polar pod tym względem nokautuje m.in. Suunto.

No dobra – synchronizacja i ustawienia za nami, więc zegarek ląduje na nadgarstku. Co dziwne, Vantage M sprawia wrażenie ciężkiego (mimo realnej wagi 45 gramów, czyli sporo mniej od wielu sportowych zegarków) i (jak na kobiecą rękę – pierwszych kilka wieczorów to zauważalna ulga po zdjęciu smartwatcha) zbyt duży. Naturalnie wbudowane czujniki (GPS, pomiar tętna i tak dalej) mają swoje wymagania, ale rozmiar sprawia, że opisywany zegarek nie do końca sprawdza się jako urządzenie „codzienne” (na klawiaturę pcha się określenie „lifestylowe”). Ta wada pokazuje się też przy okazji sportu – zakładane zazwyczaj obcisłe ubrania nie mieszczą pod sobą zegarka i czasami musimy wybierać między marznięciem a pomiarem tętna.

Przy okazji – zróżnicowane testy Vantage M pokazały, że zazwyczaj optyczny pomiar z nadgarstka chodzi bardzo dokładnie i niemal nie myli się w stosunku do wyników z opaski na klatkę piersiową. Nowy zegarek Polara spisuje się też w czasie treningów (również na basenie, chociaż wymaga to mocniej zaciśniętej opaski), ale zdarza mu się zawiesić i pokazywać absurdalne wartości (zazwyczaj bardzo zaniżone). Pomaga jedynie wyłączenie i włączenie urządzenia (taka sytuacja przydarzyła się tylko raz w czasie testów i zapewne zostanie wyeliminowana w kolejnych aktualizacjach oprogramowania).

Co ważne, świetnie jest z dokładnością GPS (wspierany przez Glonass), na co pozwala A-GPS. Cytując producenta:

Zegarek wykorzystuje technologię Assisted GPS (A-GPS), która przyspiesza akwizycję sygnałów GPS. Usługa A-GPS przesyła do zegarka dane o przewidywanych pozycjach satelitów GPS. Dzięki temu zegarek wie, gdzie szukać satelitów, i jest w stanie przechwycić sygnały GPS w ciągu kilku sekund, nawet w warunkach słabego zasięgu.

Faktycznie nawet w gęstym lesie przy fatalnych warunkach pogodowych (mgła i opady) sygnał utrzymywał się przez cały czas, a nawet jeśli „uciekł”, to szybko łapał odpowiednią pozycję i na mapkach pojawiały się jedynie pojedyncze „zygzaki”.

Podczas jazdy na rowerze po bardziej odkrytych terenach nie ma się do czego przyczepić – możemy liczyć na prawie idealnie poprowadzony ślad. Tak samo przy spacerach czy jeździe na rolkach – porównanie z Suunto Ambit 3 Peak daje niemal identyczne rezultaty. Pewne zastrzeżenia są jednak w basenie – w czasie pływania zegarek dodawał kolejne długości, po czym „pominął” dwa baseny z rzędu, a potem (jakby nigdy nic) wrócił do prawidłowego naliczania. „W skałach” w sumie nic ciekawego się nie dowiemy – zegarek nie powie nam na jaką wysokość się wspięliśmy, a jedynie poinformuje o tętnie i spalonych kaloriach.

Treningi to też dość intensywne zużycie baterii, ale mający 230mAh pojemności akumulator spisuje się więcej niż dobrze. Pięć dni „życia”, na które złożyły się m.in. dwa dni kilkugodzinnego wędrowania po górach z włączonym maksymalnym sygnałem GPS, powiadomienia, zwykłe sprawdzanie godziny czy przeglądanie wyników wędrówek (niestety mapkę możemy obejrzeć dopiero na telefonie), przyniosło spadek naładowania do poziomu nieco poniżej 50%, co jest świetnym wynikiem. Same powiadomienia są takie jak trzeba – czytelne i trudne do pominięcia dzięki lekkim wibracjom zegarka.

Funkcją, która wymaga poprawy jest na pewno wyświetlanie kolejnych ekranów podsumowujących trening. Możemy tam znaleźć bardzo wiele informacji (rodzaj treningu, dystans, czas, prędkości, tętno), a całe menu jest łatwe do opanowania i intuicyjne, ale przesuwanie jest zrobione bardzo nieestetycznie. Nie znajdziemy płynnych przejść, a jedynie „schodkowanie”, co przekłada się na… przycinanie wyświetlanych treści. Z pewnością Polar będzie w stanie poprawić taki błąd w czasie aktualizacji, ale nie da się ukryć, że to spora wada.

Aplikacja Polar Flow na telefony również jest dość prosta w obsłudze, więc każdy powinien się w niej odnaleźć i ustawić swoje dane (wzrost, waga, wiek, płeć, rodzaj treningów, codzienna aktywność i tym podobne) czy przejrzeć dotychczasowe treningi. Naturalnie jest możliwość bezpośredniej synchronizacji z najpopularniejszymi aplikacjami do treningów jak Endomondo czy Strava. Polar postarał się też przy dopracowywaniu komputerowej obsługi zegarka takiej jak instalowanie aktualizacji czy szersze przeglądanie wyników ćwiczeń. Szczególne wrażenie robi możliwość podejrzenia mapki z treningu (w formie filmiku) wraz ze zdjęciami pobieranymi z Google Maps ukazującymi szczególne miejsca, w których się znaleźliśmy.

Polar Vantage M to z pewnością bardzo ciekawy zegarek multisportowy, który znajdzie zastosowanie nie tylko w kolarstwie czy biegach, ale w wielu innych dyscyplinach dzięki dokładnemu pomiarowi tętna i silnemu sygnałowi GPS/Glonass. Pomimo kilku wad zegarek może też trafić na nasz nadgarstek w życiu codziennym, by służyć jako smartwatch i powiadamiać o wiadomościach czy połączeniach w telefonie. Pocieszający jest fakt, że niektóre błędy będą eliminowane z kolejnymi aktualizacjami oprogramowania, a aplikacja Polar Flow jest wzorowo prosta i intuicyjna. Vantage M stanie się zapewne silnym graczem na rynku zegarków multisportowych. W końcu połączenie średniej półki cenowej z odpowiednią jakością zawsze znajduje chętnych.

Zegarek testowała Paulina Hekman