Foto: ARN / Rune Dahl

Kiedy stało się jasne, że Mathieu van der Poel wystartuje w Ronde van Vlaanderen, kolarskie środowisko podzieliło się na dwa ośrodki – zwolenników i przeciwników Holendra. Zawodnik udowodnił, że racje mieli ci pierwsi.

Van der Poel, jeżdżący w ekipie Corendon – Circus, od lat jest uznawany za jedno z największych kolarskich objawień na świecie. Mimo to wielu kibiców nie dawało mu wielkich szans na tak szybkie wejście na kolarski top. Podczas wczorajszego De Ronde Holender udowodnił jednak, że już teraz stać go na naprawdę wiele, zajmując 4 miejsce w bądź co bądź potwornie trudnym monumencie. Jak się jednak okazuje, sam kolarz, mimo triumfu w Dwars door Vlaanderen, nie był tak pewny swoich możliwości.

Nie ukrywam, że zaskoczyłem samego siebie. Jestem bardziej zadowolony niż rozczarowany, bo w sumie zwycięstwo było naprawdę blisko. Wiem jednak, że dałem z siebie wszystko, a nawet trochę więcej. Mimo wszystko szkoda, że nie znalazłem się na podium. Kto wie, może zwycięstwo też było w zasięgu, lecz na mecie każdy jest mądry. Wiem jednak, że tu wrócę i na mecie wyrzucę ręce w niebo

– powiedział van der Poel na mecie.

Niestety dla wielbicieli talentu Holendra nie mamy świetnych informacji. Van der Poela zabraknie bowiem na starcie Paryż – Roubaix.