Fot. Szymon Sikora / CCC Team
Kolarze CCC Development Team zakończyli ściganie na Coppi e Bartali. Praktycznie od początku ekipa jechała osłabiona – na pierwszym pół-etapie Piotr Pękala złamał obojczyk i nie mógł kontynuować wyścigu. Najlepszym wynikiem było 4. miejsce Patryka Stosza na czwartym etapie i 12. Michała Paluty na pierwszym pół-etapie. 
Ostatni etap Coppi e Bartali liczył 153,4 km. Kolarze przez lwią część dystansu ścigali się na rundach. Po przejechaniu 10,5 km, zaczynała się pierwsza runda o długości 26,4 km. Zawodnicy musieli pokonać ją dwa razy. Następnie, peleton kierował się do Sassuolo, gdzie czekała na niego runda, którą trzeba było przejechać cztery razy. Trasa jednego okrążenia miała 22,8 km.
Od początku sytuacja była bardzo dynamiczna, kolarze próbowali uformować ucieczkę dnia. Udało się to na 20 km. Wtedy, skutecznie odjechało siedmiu zawodników. Byli to James Whelan (EF Education First), Enrico Barbin (Bardiani), Francesco Gavazzi (Androni Giocattoli), Giovanni Visconti (Neri Selle Italia), Oscar Adalberto Quiroz (Coldeportes), Michel Piccot (Biesse Carrera), Alessandro Covi (Colpack). Grupa zasadnicza zdawała się jednak trzymać harcowników na relatywnie krótkiej smyczy. Największa przewaga siedmiu kolarzy oscylowała wokół 3:10 – 3:15. Na 44 km, z peletonu próbowało uciekać kolejnych 5 zawodników: Pedrero (Movistar), Andemeskel, Hermans (Israel Cycling Academy), Rosa (Team Sky) i Canaveral (Coldeportes). Grupa zasadnicza szybko jednak pozbawiła ich złudzeń i skasowała ten odjazd.
Na 12 km przed metą podzielony peleton doścignął ucieczkę, w której zostało tylko trzech zawodników – Enrico Barbin, Giovanni Visconti i Oscar Adalberto Quiroz. Pierwsza grupa zmierzająca do mety liczyła ponad 30 kolarzy. Na 3 km do końca zaatakował Mauro Finetto (Italia). Włoch miał dosłownie sekundy przewagi nad peletonem (na ostatnim kilometrze było to 6 sekund). Mimo to, udało mu się wygrać. W klasyfikacji generalnej tryumfował Lucas Hamilton (Mitchelton Scott). Najwyżej z “Pomarańczowych” etap ukończył Attila Valter (39. miejsce). Węgier, który był liderem CCC Development Team na ten wyścig, zajął 38. miejsce w klasyfikacji generalnej.
– Wiedziałem, że ten wyścig będzie się różnił od tych, które miałem okazję do tej pory jeździć. Jednak nie spodziewałem się, że aż tak bardzo. Olbrzymią moc pokazały oczywiście ekipy world tourowe i ich zawodnicy, tacy jak na przykład Mikael Landa. Ale poza nimi było jeszcze z 50 kolarzy w rewelacyjnej formie, którzy mieli sporą chęć na wygraną
– relacjonował Attila Valter.
Węgier dodał, że na jego występ podczas Coppi e Bartali wpłynęły kwestie zdrowotne. – Od ścigania w Chorwacji miałem problem z kolanem. Nie mogłem przepracować przerwy między wyścigami tak, jak bym chciał. Dlatego podczas pierwszych etapów we Włoszech cierpiałem. Poprawę, jeśli chodzi o moją dyspozycję zacząłem zauważać od piątku. A w niedzielę, podczas ostatniego etapu, czułem się najlepiej – dodał z rozczarowaniem w głosie Valter. Węgier przez ostatnie dni był poddawany terapii opartej m.in. pinopresurze, suchym igłowaniu i tapingu.
– Oczywiście wynikowo nie możemy zaliczyć Coppi e Bartali do udanych, każdy z nas odczuwa bardzo duży niedosyt. Musimy też pamiętać, że praktycznie cały wyścig jechaliśmy osłabieni, ponieważ na pierwszym pół-etapie obojczyk złamał Piotrek Pękala
– mówił Węgier i dodał, że sporo nauczył się podczas ostatnich pięciu dni.
– To była cenna lekcja kolarstwa. Wyniosłem z niej wiele istotnych wniosków, dotyczących chociażby utrzymania odpowiedniej pozycji w peletonie. Chciałbym bardzo podziękować chłopakom za to, że każdego dnia bardzo mocno mnie wspierali. Dziękuję również obsłudze – naszym fizjoterapeutom i mechanikom, którzy zajmowali się nami na najwyższym poziomie
– powiedział Attila Valter.