Foto: ASO / Alex Broadway

Nadchodzi to, na co wszyscy czekali. Nadchodzi dzień, w którym alpejskie wzgórza oddzielą mężczyzn od chłopców. Nadchodzi moment, w którym każdy pozna swoje najbardziej ukryte cierpienia. Nadchodzi wyścig ze startu wspólnego elity mężczyzn w ramach mistrzostw świata w Innsbrucku 2018.

Po tygodniu rywalizacji w różnych konkurencjach i różnych kategoriach, przyszedł czas na najważniejszy wyścig podczas całych mistrzostw w stolicy Tyrolu. Już jutro dowiemy się, kto przez kolejny rok będzie mógł pojawiać się na każdym wyścigu w tęczowej koszulce, jednocześnie na zawsze przechodząc do historii kolarstwa.

Dodatkowego smaczku do jutrzejszej rywalizacji dodaje piekielna, górzysta, śmiercionośna, doprowadzająca do łez trasa. Sami się w czerwcu przekonaliśmy, iż można na niej przypomnieć sobie najbardziej traumatyczne chwile z życia czy poczuć ból, który nie był dotąd znany. Dlatego też można z czystym sumieniem powiedzieć, iż niedzielny wyścig wygra nie tylko kolarz najszybszy, ale też najmocniejszy. Prawdziwy kozak, fajter, mentalna skała. Ten, który na pewno nie znajdzie się na czele przypadkiem. I o to chodzi.

Zostawiając na chwilę samych zawodników, spójrzmy na to, z czym jutro będą musieli się zmierzyć. W sumie do pokonania będzie ponad 260 kilometrów (wliczając dojazd do startu ostrego) o przewyższeniu liczącym 4670 metrów. Cała “droga w pionie” zostanie nabita przez podjazd pod Gnadenwald, siedem wspinaczek na Wzgórze Olimpijskie oraz kończące zabawę piekło.

Zanim przejdziemy do “wyliczanki” faworytów, polecamy jeszcze raz zapoznać się z naszym rekonesansem trasy, w tym także ostatniego podjazdu.

Teraz czas na to, co tygryski lubią najbardziej. Kto wygra? Kto jest faworytem? Kto może wyskoczyć z drugiego rzędu? Odpowiedź na każde z tych pytań jest wręcz niemożliwa. Praktycznie wszyscy przewidują bowiem zupełnie co innego i jest właśnie piękne, gdyż świadczy o tym, iż możemy być świadkami naprawdę kapitalnego widowiska.

Nie będziemy jednak zostawiać Państwa tez naszych przewidywań. Na początek chcielibyśmy zauważyć, iż na 188 zawodników zgłoszonych do jutrzejszego wyścigu, aż 112 (!) to kolarze uznawani za co najmniej “niezłych górali”. Taka sytuacja przywołuje przede wszystkim wyścig Paryż – Roubaix, gdzie każdy z zespołów stara się wystawić jak największą liczbę zawodników, którzy najlepiej potrafią robić jedno – jeździć po bruku. Jedyną różnicą jest tylko teren, w jakim wyścig się odbędzie.

Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – w niedzielę najlepszy nie okaże się kolarz “niezły”, a prawdziwy kozak. A tych jest już zdecydowanie mniej. Idąc tropem francuskiej L’equipe, przyznamy dziś gwiazdki poszczególnym faworytom austriackich mistrzostw.

*****
Julian Alaphilippe (Francja) – wiemy, nie jesteśmy specjalnie kreatywni, ale w tym przypadku nie można takim być. Znakomity Francuz, podopieczny Patricka Lefevere, bez wątpienia jest jednym z głównych faworytów do zgarnięcia tęczowej koszulki. W końcu sezon ma świetny, jego charakter odpowiada tak trudnym trasom, a do tego zupełnie nie brakuje mu umiejętności do wygrania mistrzostw. Z resztą kto ma zastąpić Petera Sagana, jak nie Alaphilippe?

Alejandro Valverde (Hiszpania) – jak nie teraz, to kiedy? To chyba ostatnia szansa dla “El Bali”, by sięgnąć po jeden z najważniejszych tytułów w zawodowym peletonie. Król wyścigów jednodniowych, dynamiczny, świetny w górach, doskonale zjeżdżający, kapitalnie czujący rywali… pytanie tylko, czy wykorzysta swoje umiejętności. My w to szczerze wierzymy.

Simon Yates (Wielka Brytania) – góral nr 1 w sezonie 2018? Tak się wydaje. Po znakomitym Giro, przegranym w ostatnim tygodniu, przyszła jeszcze lepsza Vuelta. Jeden ze znakomitych braci może dziś odpalić swoją maszynę i praktycznie zmiażdżyć rywali. Pytanie tylko, czy wytrzyma to jego psychika oraz pomocnicy.

****
Rigoberto Uran (EF Education First) – spośród reprezentantów Kolumbii zdecydowanie najlepiej czuje się w wyścigach jednodniowych. Do tego, po naprawdę kiepskim sezonie ma coś do udowodnienia. Jeśli tylko Rigo trafił z formą, może być potwornie groźny. Pytanie tylko, czy faktycznie trafił.

Michał Kwiatkowski (Polska) – kilka dni temu pojechał najlepszą czasówkę w życiu. Czy więc tym razem przyjdzie czas na najlepszy wyścig ze startu wspólnego? O tym, że Kwiato potrafi się odnaleźć na takiej trasie wiemy nie od dziś. Może i w Innsbrucku będzie trudniej niż w San Sebastian, lecz dlaczego nie możemy marzyć? Michała stać na coś wielkiego, a takie niewątpliwie byłoby drugie mistrzostwo świata w karierze.

Tim Wellens (Belgia) – bo dlaczego nie? Nie da się ukryć, że świetny Belg jest zawodnikiem o zdecydowanie największej wytrzymałości, w szczególności psychicznej. Może nie należy on do najlepszych górali w stawce, lecz z pewnością stać go na sprawienie miłej, lecz małej niespodzianki.

Primoz Roglic (Słowenia) – jak najlepiej zakończyć najlepszy sezon w karierze? Oczywiście mistrzostwem świata! Wydaje się, że “Rogla” może być, podobnie jak Alaphilippe, zawodnikiem z największą chęcią do rozruszania stawki. Poza tym, nie udało się podbić Innsbrucka w Turnieju Czterech Skoczni, to może uda się podczas mistrzostw świata w kolarstwie?

***
Gianni Moscon (Włochy) – przy słabszej dyspozycji Vincenzo Nibalego i braku Fabio Aru, jeden z najbardziej kontrowersyjnych kolarzy w peletonie wyrasta na lidera reprezentacji Włoch. Mimo to nie spodziewamy się, by udało mu się wygrać. Nie zmienia to faktu, że obserwować go należy, gdyż jego forma zwyżkuje. Pytanie tylko, czy wystarczająco.

Romain Bardet (Francja) – jeśli nie Alaphilippe, to Bardet. Lider ekipy AG2R ma za sobą solidny, lecz nie wybitny sezon. Ostatnio jednak pokazuje, że jest w bardzo dobrej formie. Dużym plusem dla niego może być też okres po Tour de France, kiedy udało mu się odpowiednio wypocząć. Poza tym, kto ma atakować na zjazdach, jeśli nie on (wykluczamy Alaphilippe’a)?

Enric Mas (Hiszpania) – podobnie jak w przypadku wyżej, jeśli nie Valverde, to Mas. Młody Hiszpan w ostatnich tygodniach jeździ naprawdę kapitalnie, co pozwoliło mu stanąć na podium Vuelta a Espana. Choć mistrzostwa świata są zupełnie inną parą kaloszy, może udać mu się pozytywnie zaskoczyć.

Peter Sagan (Słowacja) – tak, stawiamy Sagana na równi z Mosconem i Bardetem. Bo czemu nie? Kto ma robić tak wielkie rzeczy, jeśli nie on? Nie jest góralem? Może nie być w idealnej formie? Waży za dużo? I co z tego! Dla nas Sagan byłby nawet faworytem w wyborach prezydenckich. Tak z urzędu. Bo to gość, który może osiągnąć wszystko. I za to go uwielbiamy.

**
Dylan Teuns (Belgia) – co jak co, ale Belg w tym roku pokazywał, że żadne góry nie są mu już straszne. Tym samym także w Innsbrucku może zaskoczyć.

Steven Kruijswijk (Holandia) – zważając na to, że Tom Dumoulin podobno “zupełnie nie trafił z formą”, kolarz LottoNL – Jumbo powinien z urzędu zostać liderem swojej reprezentacji. Pytanie tylko, czy jest na tyle błyskotliwy, by chociaż stanąć na podium?

George Bennett (Nowa Zelandia) – bez wątpienia najlepszy góral wśród Nowozelandczyków z pewnością będzie miał dziś szansę powalczyć o solidny wynik. Jego sezon jest jednak przeciętny, dlatego też jego akcje nie są stawiane aż tak wysoko.

Thibaut Pinot (Francja) – jego największym problemem jest pozycja w talii Cyrila Guimarda. Ze względu na przejechane dwa wielkie toury, Pinot z urzędu jest uznawany za tego “bardziej zmęczonego”. To może wymusić na nim konieczność szybszego atakowania dla rozruszania stawki, co może okazać się formą pracy dla kolegów.

*
Rafał Majka (Polska) – choć Rafał jest zawodnikiem o bardzo wysokich umiejętnościach, jakoś nie możemy się przekonać, że po tak trudnym sezonie uda mu się powalczyć. Wydaje się, że kolarz z Zegartowic może być zastępcą Michała Kwiatkowskiego, który na wcześniejszych kilometrach będzie kolarzem mogącym zabawić się w harcownika.

Nairo Quintana (Movistar) – choć Kolumbijczyk od dawna nie przekonuje, wciąż może jednego dnia wskoczyć na swój najwyższy poziom i powalczyć o coś wielkiego. Pytanie tylko, czy nadejdzie to jutro.

Jack Haig (Australia) – choć wydaje się to być nieprawdopodobne, to właśnie młody kolarz Mitchelton – Scott jest liderem swojej reprezentacji, a co za tym idzie będzie celował w jak najlepszy rezultat. Nie wydaje się jednak, żeby dane mu było zakończyć ściganie w czołówce.

Tom Dumoulin (Holandia) – zasadniczo wpisujemy tu znakomitego Holendra tylko dla zasady. Sam w końcu mówił, że jest zupełnie pod formą, co przy tak wymagającej trasie powinno bardzo szybko wykluczyć go z rywalizacji o tytuł. Kto jednak wie, czy nie jest to gra psychologiczna?

To tyle jeśli chodzi o faworytów dzisiejszego wyścigu. Wszystko zacznie się o 9:51 w Kufstein, a zakończy między 16:28 a 17:14 w Innsbrucku. Wszystkie pozostałe informacje znajdą Państwo w poniższych linkach.

Miłego kibicowania i niech wygra najlepszy! Czas na wojnę!

Szczegółowy plan transmisji telewizyjnych można znaleźć > tutaj

Składy reprezentacji Polski dostępne są > tutaj i tutaj

Harmonogram mistrzostw dostępny jest > tutaj