Dzisiejsza czasówka o mistrzostwo świata juniorów rozgrzała niejednego kibica i to nie z powodu walki o złoto. Oczy praktycznie wszystkich skierowane były na Remco Evenepoela, który nie zawiódł i zdobył tytuł. Czy naprawdę jest on nowym “Kanibalem”?

Na początek przypomnijmy kim sam Evenepoel jest. Remco to wesoły, uśmiechnięty osiemnastolatek, któremu początkowo marzyła się kariera piłkarska, którą zaczynał… w juniorach PSV Eindhoven. Tam, ze względu na stalowe płuca, zrobiono z niego lewego obrońcę, grającego “box to box”, czyli biegającego wzdłuż całej linii bocznej boiska.

Później nasz dzisiejszy bohater wrócił do kraju, czyli do zespołu U17 Anderlechtu Bruksela. Wówczas, jeśli można tak powiedzieć, był u szczytu swojej kariery. Zagrał bowiem 9 spotkań w reprezentacji Belgii (cztery w U15, pięć w U16), strzelając nawet bramkę. Mimo to, w wieku 16 lat Evenepoel znów zmienił klub, tym razem przechodząc do młodzieżowej drużyny KV Mechelen. Jak się jednak okazuje, transfer ten okazał się dla nowego teamu Belga zupełnie nietrafiony. Trzy miesiące później, w kwietniu 2017 roku, Remco odwiesił bowiem korki na kołek i rozpoczął nową przygodę. Tą, która póki co kapitalnie mu wychodzi.

Niewykluczone, że na decyzję Remco w pewnym sensie wpłynął jego tata Patrick, który także się ścigał. Co więcej, w 1993 roku udało mu się wygrać Grand Prix Wallonie i ukończyć Vuelta a Espana.

Wróćmy jednak do samego 18-letniego gwiazdora. Już po 4 miesiącach od rozpoczęcia jazdy udało mu się odnieść pierwsze zwycięstwo – etap Aubel-Thimister-La Glezie. Co ciekawe, niespełna miesiąc później udało mu się pokonać rywali w wyścigu im. Philippe’a Gilberta. Od tego momentu stało się jasne, że mamy do czynienia z kimś wyjątkowym.

Teraz, kiedy sezon 2018 ma się ku końcowi, możemy powiedzieć, że zmiana dyscypliny wyszła Evenepoelowi na dobre. Remco przez cały rok odniósł aż 20 zwycięstw, często dojeżdżając do mety “na solo” i to z bardzo dużą przewagą. Można wręcz odnieść wrażenie, ze mimo zaledwie 18 lat, jest on zawodnikiem, który może już z powodzeniem walczyć z najlepszymi.

Czy jednak można nazywać go następcą Eddy’ego Merckxa? Póki co należy być ostrożnym. Należy jednak pamiętać, że już pierwszego stycznia przyjdzie mu zasilić szeregi ekipy Quick – Step Floors, a nikt w peletonie nie potrafi tak odpowiednio poprowadzić młodego zawodnika jak Patrick Lefevere i jego świta. Można więc spodziewać się, że młody Belg już w pierwszym roku zawodowego uprawiania kolarstwa może być naprawdę niebezpieczny.

Niestety we wszystkim pojawia się jedna, duża obawa. Czy tak szybkie wejście do wielkiego peletonu i możliwe wygrywanie całymi seriami nie spowoduje szybkiego wypalenia? Czy Evenepoelowi nie grozi syndrom Gregora Schlierenzauera? Czas pokaże. Mamy tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.