© Team Bahrain-Merida / @BettiniPhoto

Zespół Rekina z Mesyny uważa, że zabezpieczenie drogi na Alp d’Huez nie było wystarczające i przez to Włoch odniósł ciężką kontuzję.

4km przed końcem dwunastego etapu Tour de France lider Bahrain-Merida upadł, ale dość szybko się pozbierał i na mecie stracił tylko kilka sekund. Początkowo nie było wiadomo kto spowodował kraksę (pojawiały się wersje o kibicu lub motocyklu policji), ponieważ kamery telewizyjne nie zarejestrowały momentu uderzenia. Nagranie jednego z kibiców dodało trochę światła na sprawę – widać na nim jak Nibali zahaczył o pasek od aparatu jednego z fanów. Niestety kontuzja – pęknięty 10. kręg piersiowy – okazała się na tyle poważna, że Rekin musiał wycofać się z rywalizacji i musi odpoczywać od roweru przez 15 dni.

Kolarza osobiście przeprosił dyrektor Tour de France Christian Prudhomme, a do zespołu zadzwonił ze wsparciem również prezydent UCI David Lapparient. Menedżer ekipy Brent Copeland w rozmowie z cyclingnews przyznał jednak, że mimo tego Bahrain-Merida rozważa pozwanie organizatorów do sądu.

Rozmawiałem z Christianem Prudhomme i Davidem Lapparientem. Przeprosili i zapewnili, że bezpieczeństwo zostanie poprawione. Dla nas jednak to nie wystarczy, ponieśliśmy poważne straty jako zespół, to nie do zaakceptowania. Nasi prawnicy sprawdzają możliwość pozwu. ASO jest ubezpieczona od takich spraw, a my odnieśliśmy wyraźne szkody. Vincenzo to nasz lider, patron drużyny i całego sportu jak powiedzieli Prudhomme i Lappartient.

Copeland wie, że w miejscu wypadku zostały ustawione bariery, ale to nie powstrzymało kibiców przed wtargnięciem na drogę i zwężeniem przejazdu. Menedżer ma pretensje o niewystarczające siły użyte do powstrzymania tłumu.

To prawda, że mieli tam bariery, ale widzimy wyraźne zaniedbania. Kibice weszli na drogę, a żandarmi nie zrobili tego, co powinni; nie powstrzymali też ludzi z flarami. Nie jest łatwo kontrolować 600 000 kibiców, ale [ASO] jest tak potężna i odpowiednio zorganizowana, że na niektóre sytuacje trzeba reagować stanowczo

– kontynuował Copeland.

Agresja niektórych kibiców w tym roku przekracza wszelkie granice – kilkukrotnie pojawiali się szaleńcy próbujący zaatakować zawodników, głównie Christophera Froome’a (Team Sky), który niedawno został oczyszczony z zarzutów dopingu. Menedżer Bahrain-Merida przyznał, że kierownictwo ekipy przekazało kolarzom, by unikali jechania za Brytyjczykiem, bo to stwarza niebezpieczeństwo kraksy.

W przeszłości mówiliśmy ‘chłopaki, bądźcie ciągle z przodu, żeby unikać kraks’, a teraz mówimy ‘nie jedźcie za Froomem, bo to niebezpieczne’. To groteskowa sytuacja: ‘nie bądźcie za kolarzem, bo to on jest celem’, ale prawda jest taka, że jest ryzyko, że każdego dnia coś mu [Froome’owi] się stanie. Chris sam mi to powiedział. Na Alp d’Huez Vincenzo był na kole Froome’a po ataku – jemu udało się uniknąć zamieszania, a Enzo upadł

– opisał sytuację Copeland.