fot. Giro d`Italia

Po trzech etapowych zwycięstwach w maglia rosa i trzynastu dniach spędzonych na pozycji lidera klasyfikacji generalnej, Simon Yates (Mitchelton-Scott) nie ma już szans na odniesienie zwycięstwa w wyścigu. Na metę 19. etapu przyjechał prawie 39 minut po zwycięzcy. 

Podopieczni Matta White`a zaczęli etap jak zwykle – prowadzili peleton od pierwszego podjazdu, a potem w dolinie ku Finestre. Jednak na podjeździe pod legendarną przełęcz, Cima Coppi 101. Giro, rządy objęła drużyna Sky. Już tempo dyktowane przez all-roundera Salvatore Puccio “wykończyło” Simona Yatesa. Strata Brytyjczyka rosła bardzo szybko, jeszcze zanim swój atak przypuścił Chris Froome, późniejszy etapowy zwycięzca i lider wyścigu.

Na początku etapu nie miałem żadnych sygnałów, że dzieje się coś złego. Byłem po prostu zmęczony, ekstremalnie wyczerpany – takie niestety jest kolarstwo. Próbowałem zniwelować stratę, ale nie miałem nic, co mógłbym od siebie dać

– powiedział po etapie Simon Yates.

Lider drużyny Mitchelton-Scott przyznał, że powodem słabości jest niedostateczna regeneracja po jeździe indywidualnej na czas do Rovereto, którą śmiało można określić jego “czasówką życia”.

Wciąż nie zregenerowałem się po jeździe na czas. Do dnia dzisiejszego zachowywałem pokerową twarz. Dziś przeżywam najtrudniejszy dzień w mojej karierze, ale wrócę. Wrócę i któregoś dnia wygram

– zadeklarował S. Yates.

Na zakończenie tradycyjnych rozmów z dziennikarzami po etapie, Yates odniósł się do tego, co zrobił jego rodak Chris Froome. Wyraził nadzieję, że nie zapłaci za ten potężny wysiłek i  utrzyma koszulkę lidera.

Jutro jest bardzo trudny dzień. Myślę, że on będzie w stanie się obronić, ale bez wątpienia będzie cierpiał

– zakończył Yates.