Fot. Lance Armstrong/Twitter

Lance Armstrong porozumiał się z amerykańskim rządem i zamiast 100 milionów dolarów, zapłaci “tylko” 5 i przeznaczy dodatkowo ponad półtora miliona na pokrycie kosztów procesowych swojego byłego kolegi z drużyny U.S. Postal Service Floyda Landisa.

Szacuje się, że U.S. Postal Service, państwowa agencja rządu Stanów Zjednoczonych świadcząca usługi pocztowe amerykańskim obywatelom w latach 2000-2004, jako tytularny sponsor drużyny o tej samej nazwie, wyłożyła 32,3 miliona dolarów. Po tym, jak w 2013 roku zeznawać zaczął Landis, zaczęła domagać się 100 milionów euro rekompensaty za zniszczenie wizerunku.

Lance Armstrong się z tym jednak nie zgadzał, twierdząc, że dzięki jego sukcesom (m.in. siedem zwycięstw w Tour de France, których później został pozbawiony) zapewnił U.S. Postal Service większe dochody niż kwota, którą agencja przeznaczyła na sponsoring. Dlatego w momencie ogłoszenia ugody, nie krył zadowolenia.

Jestem zadowolony z rozstrzygnięcia tej sprawy, ponieważ będę mógł poruszać się naprzód. Bardzo chciałbym poświęcić się wreszcie wielu wspaniałym rzeczom w moim życiu – moim pięciorgu dzieciom, żonie, podcastowi, kilku ekscytującym pisarskim i filmowym projektom, pracy jako człowieka, który pokonał raka, mojej pasji do sportu i rywalizacji. Mam wiele do zrobienia

– czytamy w oświadczeniu prasowym wydanym przez Lance`a Armstronga.

46-letni Amerykanin obawiał się, że konsekwencje przyznania się do stosowania dopingu na niespotykaną wcześniej skalę, zrujnują życie jego oraz jego rodziny. W 2016 roku, wywiadzie dla “Washingotn Post”, którego udzielił w swoim domu w Austin, w Teksasie, powiedział:

Jeśli to wszystko potoczy się dla nas źle, znajdziemy się na ulicy. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie.

W ubiegłym miesiącu Armstrong wystawił na sprzedaż swój dom, którego wartość oszacował na 7,5 miliona dolarów. Na prawie 750 metrach kwadratowych powierzchni znajduje się sześć sypialni, basen, piwnica win, różnorakie dzieła sztuki oraz ogród wysadzany starymi, włoskimi cyprysami.

Przypomnijmy, że na Teksańczyku ciąży dożywotni zakaz startów we wszelkich imprezach sportowych. Nie może być również oficjalnym gościem kolarskich wyścigów.