Nie podzielała marzeń swoich koleżanek z dzieciństwa. Kariera tancerki jej nie pociągała. Wolała być astronautką lub chirurgiem. W jej obecnym zajęciu można się – nieco na siłę – doszukać każdego z tych zawodów. Występuje na scenie, ma do czynienia z gwiazdami i kroi wyścig na małe kawałki.

Bo Lucia Vandone to głos radia wyścigu – po angielsku i po francusku. Głos, który znają wszystkie teamy i cała obsługa wyścigu. To także twarz z konferencji prasowych, na których z kolei są wszyscy dziennikarze. Tam ją zauważyłam i zachwyciłam się jej sposobem pracy. Lucia świetnie mówi po angielsku i po francusku, tłumaczy z zaangażowaniem oddając nie tylko treść, ale i emocje rozmówców. Widziałam jak Froome na pierwszym spotkaniu z dziennikarzami uważnie przyglądał się Lucii i śledził emocjonalny przebieg jej wersji jego odpowiedzi na trudne pytanie. Był zadowolony. Lucia wcale nie jest fanką sportu. Przy wyścigach kolarskich pracuje od 2012, to jej pierwszy Tour of The Alps, ma za sobą już kilka Giro d”Italia. Ale nie stałaby przy trasie, żeby kibicować zawodnikom – zresztą w zasadzie ich nie zna. Kiedy wspominam, że wczoraj ktoś złamał obojczyk, odpowiada szybko: „Yes. Rider 92”.

 

W czasie konferencji prasowej jest skoncentrowana, dużo notuje, potem patrząc w swoje zapiski płynnie powtarza po włosku, angielsku czy francusku, to, co właśnie zostało powiedziane. Notatki wyglądają jak zapis nutowy. Prowadzone są od lewej do prawej i z góry do dołu – każdy znak w niższym wierszu. Język notatki jest nieoczywisty: widzę słowa włoskie, angielskie i uniwersalne skróty. Mówię typowe kolarskie zdanie: „Bardzo dziękuję kolegom z drużyny za ich pracę w czasie etapu. Jestem bardzo zadowolony z wyniku. Mam nadzieję utrzymać swoją pozycję na kolejnych etapach.” Lucia zapisuje to tak:

Lucia nie pochodzi z Trentino, nie ma żadnego związku z kolarstwem, nie zna się na taktyce wyścigu. Jest wykwalifikowaną tłumaczką. A jednak jest w niej coś bardzo sportowego, coś co pasuje mi do kolarstwa. Piotr Wadecki powiedział o jednym z zawodników, że może jest trochę za grzeczny jak na kolarza. W tym sporcie pewna doza niegrzeczności często pomaga. Wbrew pierwszemu wrażeniu Lucia ją ma. Nie chodzi o kolczyk w wardze – to często tylko moda. Ale jej przydomek daje do myślenia. Lucyfera. Tak nazwała ją mama, bo – jak twierdzi Lucia – nie była grzecznym dzieckiem. Nie chodzi też o to, że słucha muzyki która „robi dużo hałasu”. Raczej o to, że traktuje życie jak wyzwanie. „Każdy dzień jest jak mecz”, mówi Lucia, „wstajesz rano i jest 0:0”.