fot. Tour of the Alps / Sprint Cycling Agency

Oto historia, której nie było w chyba żadnym bingo kibiców kolarstwa. 43-letni Domenico Pozzovivo powrócił po ponad rocznej przerwie do zawodowego peletonu, a powrót jest to nie tylko symboliczny, albowiem po 4. etapie Tour of the Alps doświadczony Włoch cały czas walczy o czołową „10” klasyfikacji generalnej. Sam zawodnik głęboko wierzy, że jutro jest w stanie awansować do takowej.

Kibiców kolarstwa mógłbym podzielić na 2 grupy – tych, którzy kochają Domenico Pozzovivo, a także tych, z którymi bym się nie dogadał. Czyż nie ma bowiem czegoś bajecznego w tym, że filigranowy 43-latek powrócił do peletonu i znów ściga się, jakby nie urodził się w 1982 roku, tylko co najmniej dekadę później? Oczywiście to tylko żarty i nie zamierzam nikogo stygmatyzować przez fakt, że nie kręci go kariera zawodnika, który obecnie zakotwiczył w Solution Tech NIPPO Rali, ale osobiście uważam, że jest w tym powrocie coś wyjątkowego. Mający w swoim dorobku 18 występów w Giro d’Italia kolarz dzięki swojej charakterystycznej postawie na rowerze, aktywnej jeździe przez wiele, wiele lat i uśmiechowi, którym przez dekady zarażał kolejne pokolenia kibiców jest zresztą podczas tegorocznego Tour of the Alps rozchwytywany niczym największa gwiazda wyścigu, a fani kolarstwa co rusz stają w kolejce po zdjęcia czy głośnymi owacjami witają go, gdy ten pojawia się na prezentacjach.

Wróćmy jednak do przebiegu wyścigu, który dziś mógł z pozoru nieco rozczarować. Najważniejsze wydarzenia miały bowiem miejsce jeszcze przed startem transmisji telewizyjnej, a okrzyknięty mianem „królewskiego etapu” 4. odcinek zakończył się zwycięstwem uciekiniera, za którego plecami w ciągu 30 sekund odjechało aż 35 kolejnych kolarzy, w tym praktycznie wszyscy faworyci zakończyli te zmagania na remis. Jak dzisiejsze zmagania oceniał Domenico Pozzovivo, który ściganie zakończył w grupie i który tym samym utrzymał 11. miejsce w klasyfikacji generalnej Tour of the Alps.

Nie nazwałbym tego etapu nudnym, bo szczególnie jego pierwsza część była naprawdę szybka i wymagająca. Wielu kolarzy próbowało atakować, inni z kolei narzucali wysokie tempo, by wszystko utrzymać w ryzach, więc nawet podążanie za rywalami wymagało jazdy na 100% i pełnego skupienia. Dodatkowo niewielkie różnice pomiędzy kolarzami z generalki sprawiały, że aż do samej mety trzeba było uważać na kolejne skoki, podziały, z punktu widzenia zawodnika nie było zatem najmniejszej mowy o nudzie

— odpowiadał Domenico Pozzovivo nawiązując do tego, że w pytaniu użyłem stwierdzenia, iż z punktu widzenia niektórych widzów etap mógł być właśnie „nudny”.

Po 1. etapie Włoch z Solution Tech NIPPO Rali mówił o tym, że odzwyczaił się już od jazdy z prędkościami wyścigowymi, czy zatem 3 dni później udało mu się już choć odrobinę złapać rytm peletonu i poczuć w nim nieco bardziej komfortowo, czy też wciąż jest to najbardziej wymagająca część rywalizacji dla zawodnika, który na podjazdach pokazuje, że wciąż potrafi być konkurencyjny wobec dużo młodszych rywali.

Oczywiście, że brakuje mi jeszcze wielu dni wyścigowych, żeby być w optymalnej, najlepszej formie, ale mogę być szczęśliwy z tego, w jakiej dyspozycji jestem już obecnie. Jak widać trzymam się w grupie, więc chyba jest nieźle?

— z uśmiechem odpowiadał 43-letni zawodnik.

Jak wspominałem, po 4. etapie Domenico Pozzovivo jest 11. w klasyfikacji generalnej ze stratą 29 sekund do Giulio Pellizzariego (Red Bull – BORA – hansgrohe). Taki sam czas jak kolarz Solution Tech NIPPO Rali mają jednak 7. Jakob Omrzel (Bahrain – Victorious), 8. Chris Harper (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), 9. Alex Tolio (Bardiani CSF 7 Saber) i 10. Michael Storer (Tudor Pro Cycling Team), zatem potencjał na awans do czołowej „10” jest spory. Jaki będzie cel doświadczonego Włocha na ostatni etap?

Szczerze przyznam, że cel jest jasny i jest nim awans do czołowej „10” klasyfikacji generalnej. Walka o etap myślę, że będzie zbyt wymagająca, jest tu wielu mocnych kolarzy, a i profil nie jest dla mnie optymalny pod tym kątem, bo jednak nie kończymy na podjeździe, a po zjeździe. Finałowe podjazdy bardzo mi się jednak podobają i myślę, że są na tyle ciężkie, że ten finałowy etap będzie wystarczająco ciężki, bym mógł się pokazać z dobrej strony. Zobaczymy, co czas przyniesie

— kontynuował Domenico Pozzovivo, którego na koniec zapytałem krótko i wprost o to, czy cieszy się z powrotu do peletonu.

Oczywiście! [śmiech] Myślałem o tym powrocie od pewnego czasu, a gdy się na niego zdecydowałem, czułem się naprawdę dobrze podczas treningów. Chciałem zobaczyć, co z moją mocą będę w stanie osiągać w obecnym peletonie i wydaje mi się, że na ten moment osiągam fajne rezultaty

— zakończył sympatyczny Włoch.

Cóż, być może jest to przesadnie stronnicze, ale nie będę ukrywał, że rozmowę zakończyłem słowami, iż będę mocno trzymał kciuki za awans do czołowej „10” klasyfikacji generalnej, albowiem to jedna z tych historii, które śledzi się z przyjemnością. W peletonie coraz bardziej zdominowanym przez młodych kolarzy i w czasach, gdy ekipy prześcigają się w kontraktowaniu nastolatków, obecność zawodnika, który pierwsze sukcesy osiągał, gdy sporej części peletonu nie było jeszcze na świecie jest czymś inspirującym i pokazującym, że wiek to czasem tylko cyferka. Filigranowy Włoch może być w ten sposób inspiracją dla każdego z nas, że gdy jest zapał, to zawsze warto robić to, co się kocha – bo Domenico Pozzovivo bez wątpienia musi kochać kolarstwo.

W Trydencie z najstarszym zawodowym kolarzem rozmawiał Jakub Jarosz.

Poprzedni artykułPiotr Wadecki o ewolucji ekipy Pinarello Q36.5, pracy w zespole i polskich transferach [wywiad]
Następny artykułMedia: Arnaud De Lie zadebiutuje w Giro d’Italia
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze