fot. Tour of the Alps / Luca Matassoni

Za nami przedostatni etap Tour of the Alps. Królewski odcinek, dość niespodziewanie, nie przyniósł wielkich podziałów w peletonie, który bardzo sprawnie kontrolowali dziś zawodnicy Red Bull – BORA – hansgrohe. Ci obronili koszulkę lidera dla Giulio Pellizzariego pozwalając uciekinierom zgarnąć bonifikaty, po wygraną w Trydencie sięgnął zaś Lennart Jasch. Oto co bohaterowie 4. etapu mieli do powiedzenia po jego zakończeniu.

Gdy przed środowym odcinkiem Tour of the Alps większość wróżyła, że zobaczymy skuteczną ucieczkę, finalnie etap zakończył się sprintem z peletonu. Gdy dziś z kolei przewidywano, że podczas królewskiego etapu zobaczymy pojedynek pomiędzy faworytami całej imprezy, finalnie ci przyjechali na remis, a przed nimi metę przecięli uciekinierzy. Tym, który sięgnął po zwycięstwo, był Lennart Jasch – 25-latek, który w tym wyścigu ściga się dla Tudor Pro Cycling Team na zasadzie wypożyczenia z developmentu. Zszokowanego swoim triumfem Niemca w pierwszej chwili zapytano czy ma świadomość skali swojego sukcesu.

Szczerze nie myślałem o tym, że to królewski etap. Dla mnie to po prostu niesamowity dzień, choć też nieprawdopodobnie wymagający. Miałem mnóstwo szczęścia. Nie dociera to do mnie, co się stało. Jestem taki szczęśliwy! O tym, że wygram zdałem sobie sprawę dopiero po pokonaniu ostatniego zakrętu. Kurka wodna, mam moje pierwsze zawodowe zwycięstwo! Szaleństwo

— opowiadał Lennart Jasch.

25-latek z developmentu ekipy zarejestrowanej w 2. dywizji odnoszący pierwsze zawodowe zwycięstwo – już to brzmi jak historia, o której można by napisać naprawdę sporo. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej, bowiem dzisiejszy bohater kolarzem jest dopiero od 3,5 roku, a wcześniej Niemiec uprawiał łyżwiarstwo szybkie. Jak to się stało, że Lennart Jasch zamienił panczeny na rower?

Byłem panczenistą aż do 2023 roku. Moją przygodę z tym sportem zatrzymała kontuzja, przez którą nie mogłem dalej jeździć. Wtedy nawiązałem kontakt z ludźmi ze świata kolarstwa, wprowadzono mnie w niego, a ja zacząłem czerpać z tego ogromną przyjemność. Oczywiście musiałem nadrobić bardzo wiele rzeczy, których inni uczą się w młodszych kategoriach, ale przez ostatnie 3,5 roku nauczyłem się naprawdę wiele. Ostatni sezon spędziłem w devo Red Bulla, teraz jestem w devo Tudora, to świetne miejsca do rozwoju. Mogę tylko podziękować wszystkim, którzy sprawili, że ta zmiana sportu przebiegła tak płynnie, że przyniosła taki sukces

— kontynuował zwycięzca 4. etapu Tour of the Alps.

Dla Lennarta Jascha to nie jest debiut w tym wyścigu, a nawet nie była to pierwsza ucieczka – już rok temu mogliśmy go oglądać na tych szosach, aczkolwiek wówczas w barwach Red Bull – BORA – hansgrohe. Niemiec wówczas ścigał się z World Teamem na tej samej zasadzie, co teraz z głównym składem Tudora, czyli poprzez wypożyczenie. Nim jednak do tego doszło, o samym wyścigu opowiadał mu m.in. siedzący teraz obok niego na konferencji prasowej Giulio Pellizzari – Włoch wciąż pozostaje zawodnikiem niemieckiej formacji, a w zeszłym sezonie, choć nie bezpośrednio, to jednak był na swój sposób klubowym kolegą dzisiejszego zwycięzcy.

Pamiętam jak w zeszłym roku miałem okazję rozmawiać z Giulio o tym wyścigu. Gdy wracaliśmy razem z Majorki opowiadał mi jaki jest ciężki, a potem wystartowałem w nim po raz pierwszy i dostałem ciężką lekcję życia. Pogoda była wymagająca, a i trasa sprawiła, że byłem w pewnym momencie kompletnie wyczerpany i wycofałem się na 4. etapie. Teraz siedzę tu jako zwycięzca etapowy, to chyba najlepiej oddaje jak wiele zmieniło się w moim życiu przez ostatni rok

— wspominał z szerokim uśmiechem na twarzy Lennart Jasch.

Niemiec został też zapytany o swój wiek i to, czy nie obawia się, że może być nieco za późno na to, by trafić do np. World Touru. Urodzony pod koniec 2000 roku zawodnik ani chwili jednak nie wahał się i używając jednego z niemieckich powiedzeń zwrócił uwagę, że zawsze jest czas na rozwój.

Niezależnie od wieku zawsze można się czegoś nauczyć i nigdy nie jest za późno by zacząć. To, jak bardzo się rozwinąłem przez ostatnie lata jest szalone, a gdzie jest mój sufit? Czas pokaże. Kto wie, może kiedyś usiądę tu ponownie z nową historią po kolejnym pięknym sukcesie?

— mówił Lennart Jasch, którego dopytano o to, jak duży wpływ na jego obecną karierę kolarską ma jego przeszłość w łyżwiarstwie szybkim.

Byłem panczenistą przez tyle lat, że to oczywiste, że ukształtowało mnie to zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wyciągnąłem z tego na pewno kulturę pracy i szacunek dla ciężkiego treningu, choć oczywiście nie pod każdym względem mogło mnie to przygotować do tego, co spotyka kolarzy. Jako łyżwiarz mój wysiłek trwał maksymalnie 7 minut, tu jest zupełnie inaczej. Z drugiej jednak strony nauczyłem się wówczas też potrafić pokonywać swoje słabości, walczyć mimo bólu, a to dziś było kluczowe w drodze do zwycięstwa

— zakończył Lennart Jasch.

Wspominałem już, że na konferencji prasowej obecny był także lider wyścigu, czyli Giulio Pellizzari. Rozchwytywany już od samego dnia „0”, czyli niedzieli i prezentacji ekip Włoch, dziś po raz pierwszy nie musiał odpowiadać na większość spośród pytań, albowiem na sali było widać wyraźne zainteresowanie triumfatorem etapowym. Nie oznaczało to jednak, że włoscy dziennikarze całkowicie odpuścili 22-latkowi z Red Bull – BORA – hansgrohe, którego poproszono o opowiedzenie o etapie z jego perspektywy.

To był bardzo ciężki etap od samego startu. Pierwsza góra została przejechana naprawdę szybko, ale moja drużyna była dziś bardzo silna i dzięki temu byliśmy w stanie kontrolować wydarzenia. Jestem bardzo dumny z moich chłopaków. Ich postawa pozwala mi się cieszyć każdym dniem podczas tegorocznego Tour of the Alps, szczególnie, że pogoda nam dopisuje, a ja spędzam ten wyścig w koszulce lidera

— mówił Giulio Pellizzari, którego następnie zapytano zarówno o kluczowe momenty, jak i przewidywania na jutro.

Dziś kluczowym momentem było podążanie za Pidcockiem, gdy ten próbował przyspieszać. Zrobiliśmy to wraz z Aleksandrem, dzięki czemu cały czas mieliśmy wszystko pod kontrolą. Jutro wszyscy będą walczyć o wygraną w wyścigu. Mnie będzie satysfakcjonowało, jeśli odjazd zawiąże się szybko, ale zaakceptuję każdy scenariusz i spróbuję się w nim odnaleźć w taki sposób, żeby na mecie móc się cieszyć z końcowego zwycięstwa. Myślę, że jestem kolarzem, który na takich etapach jak jutro jest w stanie robić różnicę i zamierzam to zaprezentować

— kontynuował lider 49. edycji Tour of the Alps.

Przed zawodnikami ostatni etap rywalizacji, podczas którego wielu przewiduje, że może zawiązać się pewna koalicja, która będzie miała na celu podgryzanie ekipy Red Bull – BORA – hansgrohe. Kolarze INEOS Grenadiers zajmują 2. i 3. miejsce w klasyfikacji generalnej, inne zespoły marzą o tym, by awansować, a trasa będzie sprzyjać aktywnej jeździe – na peleton czeka m.in. pokonywana dwukrotnie wspinaczka na Montoppio (za 1. razem 12,7 km; 7,1%, za 2. 3,6 km; 8%).

Profil 5. etapu Tour of the Alps

Nim jednak Giulio Pellizzari zmierzy się z jutrzejszym etapem, musiał najpierw „pokonać” dziennikarzy zgromadzonych na konferencji prasowej. Jeden z nich, widząc nie znikający z twarzy młodego Włocha uśmiech, zapytał go, czy 22-latek lubi obecność na ceremoniach dekoracji oraz branie udziału w tego typu wywiadach.

Póki co tak [śmiech]. Bycie czy to na ceremoniach dekoracji, czy na konferencjach prasowych, sprawia mi dużo satysfakcji. Takie oderwanie się na chwilę od wszystkiego i spędzenie tu czasu z wami, między ludźmi, jest nawet na swój sposób relaksujące. Może lubię to nadal dlatego, że jestem jeszcze młody i nie byłem na zbyt wielu takich konferencjach, a z czasem to wszystko mnie zmęczy i pojawi się nienawiść, o której niektórzy mówią, ale póki co cieszę się każdym dniem z obowiązkami lidera

— zakończył rozbawiony Giulio Pellizzari.

Jutrzejszy etap wystartuje w samo południe z Trydentu, a kolarze będą mieli do pokonania zaledwie 128,6 kilometra z metą w Bolzano. To właśnie tam, w okolicach 15:15, poznamy triumfatora 49. edycji Tour of the Alps. Transmisja z etapu w Eurosporcie 2 rozpocznie się o 13:35, a zatem prawdopodobnie uda nam się zobaczyć wszystkie kluczowe momenty piątkowej rywalizacji.

W przeddzień rozpoczęcia Trento Film Festival, prosto z Trydentu, Jakub Jarosz.

Poprzedni artykułBelgrad-Banja Luka 2026: Nikiforos Arvanitou wygrywa, Bartłomiej Proć 4.
Następny artykułPiotr Wadecki o ewolucji ekipy Pinarello Q36.5, pracy w zespole i polskich transferach [wywiad]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Grzesiek
Grzesiek

Dziękuję za wpis.
Dobrze czytało się relację bezpośrednio z Trydentu.