U progu ostatniego etapu Tour of the Alps wywiadu dla naszego portalu udzielił Egan Bernal. Kolumbijczyk, który po włosko-austriackim wyścigu nie będzie miał zbyt wiele czasu ze względu na to, że udaje się na Liège-Bastogne-Liège, opowiedział nie tylko o przewidywaniach na dzisiejszy odcinek, ale i o swoich predykcjach na Staruszkę oraz Giro d’Italia.
Po 4. dniach rywalizacji w Tour of the Alps klasyfikacja generalna tego wyścigu cały czas pozostaje dość otwarta. Zaledwie 4 sekund do prowadzącego w niej Giulio Pellizzariego (Red Bull – BORA – hansgrohe) traci duet kolarzy INEOS Grenadiers – Thymen Arensman i Egan Bernal. Z tym drugim udało mi się zamienić kilka zdań przed startem 5. etapu, począwszy od pytania o to, co dziś czeka na kolarzy.
To będzie bardzo ciężki etap. Sytuacja w wyścigu jest na tyle otwarta, że wszystko wciąż może się wydarzyć. Spodziewam się, że wiele ekip postara się możliwie utrudnić przebieg rywalizacji, dodatkowo będzie dziś bardzo gorąco, ale jeśli nogi pozwolą, to i my nie pozostaniemy bierni. Mamy z Thymenem tylko 4 sekundy straty do Giulio, więc można powiedzieć, że cały czas jest super ciasno w czołówce i niewiele potrzeba, by odwrócić losy wyścigu na naszą korzyść
— opowiadał Egan Bernal.
Mówiąc o tym, że będzie gorąco, Kolumbijczyk zwrócił uwagę na fakt, że podczas dzisiejszego etapu temperatura ma osiągnąć nawet 26 stopni Celsjusza, a dodatkowo na niebie próżno będzie szukać choć by pojedynczej chmurki. W takich warunkach podjeżdżanie na Montoppio (za 1. razem 12,7 km; 7,1%, za 2. 3,6 km; 8%) może być bardzo wymagające. Przy okazji warto wspomnieć, że transmisja z 5. etapu Tour of the Alps wystartuje o 13:35 w Eurosporcie 2.

Z Kolumbijczykiem z INEOS Grenadiers przeszliśmy tymczasem na temat tego, że Tour of the Alps jest dla niego pierwszym wyścigiem po przerwie spowodowanej kontuzją kolana. Egan Bernal ma na jej skutek w tym sezonie niewiele dni wyścigowych – przed startem tutaj brał udział wyłącznie w mistrzostwach krajowych oraz Faun-Ardèche Classic.
Przyjeżdżając tu nie miałem żadnych oczekiwań. Nie byłoby mi źle nawet z tym, gdybym przyjeżdżał w grupetto, a jednak udało się powalczyć o klasyfikację generalną. Te kilka dni na rowerze bez wątpienia dały mi bardzo dużo, przed startem tutaj miałem tylko 3 dni wyścigowe. Przed nami jednak cały czas bardzo ciężki etap, więc po nim będę miał pewnie nową perspektywę na to gdzie jestem z moją formą
— kontynuował 29-letni Egan Bernal.
Podczas Tour of the Alps udało nam się dowiedzieć, że do programu Kolumbijczyka przed Giro d’Italia trafi jeszcze jeden wyścig – rozgrywane w niedzielę Liège-Bastogne-Liège. Rywalami kolarza INEOS Grenadiers będą tam m.in. Tadej Pogačar, Paul Seixas czy Remco Evenepoel. Jak na taki pojedynek zapatruje się Egan Bernal, szczególnie w kontekście tego, że jeszcze 4 dni temu podczas przedwyścigowej konferencji prasowej sprawiał wrażenie niekoniecznie tryskającego pewnością siebie i swojej formy.
Oh, wiadomo jak to jest. Na pewno postaramy się pokazać z naszej najlepszej możliwej strony jako drużyna, widzę moje liczby i wiem, że nogi są dobre. Może nie myślę bezpośrednio o zwycięstwie z tymi gośćmi, bo pokonanie ich będzie bardzo ciężkie, ale warto pamiętać, że to cały czas jest kolarstwo – na trasach dzieją się różne rzeczy, więc musimy zobaczyć co czas przyniesie
— szczerze odpowiedział Egan Bernal.
Warto jednak zwrócić uwagę na ostatnie wyniki Liège-Bastogne-Liège – rok temu 2. miejsce zajął tam Giulio Ciccone, który na Staruszkę poleciał prosto z Tour of the Alps. 2 lata temu również 2. lokatę zajął Romain Bardet, a także i Francuz wybrał ścieżkę prowadzącą do tego monumentu poprzez udział w alpejskiej etapówce. Kto wie, może jest w tym jakaś metoda, a w niedzielę Egan Bernal zdoła zaskoczyć rywali swoją świetną formą. Wybiegnijmy jednak w przyszłość nieco dalej – do Giro d’Italia, gdzie kolarzowi INEOS Grenadiers przyjdzie się zmierzyć m.in. z Jonasem Vingegaardem. Jak mentalnie przygotowany do tej rywalizacji jest 29-latek, zwycięzca włoskiej trzytygodniówki z 2021 roku?
Jeśli dzisiejszy etap pójdzie po mojej myśli, to na pewno będzie to jakiś boost pod kątem mentalnym, ale też uprawiam kolarstwo od tylu lat, że gdzieś jedno niepowodzenie czy sukces nie są w stanie zredefiniować tego, jakim jestem kolarzem i człowiekiem. Muszę zaufać procesowi – po poważnych kontuzjach zawsze potrzeba czasu, by wrócić, ale już ten jeden wyścig faktycznie pokazał, że jestem bliski powrotu do odpowiedniej formy pod kątem Giro. Nie ukrywam bowiem, że przyjeżdżając tutaj byłem skupiony niemal wyłącznie na Giro, dążenie do jak najlepszych wyników po drodze jest fajne, ale główny cel pozostaje niezmienny
— zakończył Egan Bernal.
Choć kariera Kolumbijczyka miała swoje wzloty i upadki, to trzeba przyznać, że ten cały czas zdaje się czerpać z kolarstwa naprawdę sporo radości, a nawet mimo faktu, że po paskudnym wypadku ze stycznia 2022 roku nie udało mu się wrócić do swojej najlepszej formy, ten wciąż daje z siebie absolutnie wszystko ponownie walcząc o najwyższe cele. Mentalność zwycięzcy, odporność na ból i niepowodzenia, a przy tym wiara w siebie to bez wątpienia coś, co może być bardzo pomocne w kontekście Giro d’Italia, które wystartuje już 8 maja z Bułgarii.
W Trydencie z Eganem Bernalem rozmawiał Jakub Jarosz.










Fajnie, że rozmawiacie z takimi kolarzami jak Bernal, czy Pozzovivo 🙂