fot. UCI

Sezon 2009, podobnie jak poprzedni, zakończymy wycieczką na mistrzostwa świata. Tym razem spotykamy się w szwajcarskim Mendrisio, gdzie według wielu kibiców, odbył się najlepszy mistrzowski wyścig w pierwszej dekadzie XXI wieku.

Już przed startem imprezy, bardzo wielu kibiców i specjalistów zapowiadało, iż możemy mieć do czynienia z kapitalnym widowiskiem. Wszystko przygotowane było bowiem idealnie – trasa była wystarczająco wymagająca, by dać szanse góralom. Jednocześnie mocniejsi specjaliści od jednodniówek także nie byli bez szans. Tym samym grono faworytów było badzo szerokie.

Co specjalnie nie dziwi, lokalna społeczność bardzo liczyła na znakomity występ Fabiana Cancellary. Znakomity Szwajcar przygotowywał się do wyścigu przez praktycznie cały sezon, chcąc pokazać na co naprawdę go stać. Nie da się ukryć, że “Spartakus” był jednym z głównych aktorów całego widowiska.

Zacznijmy jednak od indywidualnej jazdy na czas, jednej z najbardziej symbolicznych w historii. Wszystko za sprawą tego, czego dokonał wspomniany przed chwilą Cancellara. To, że był wielkim faworytem nie ulega wątpliwości. Jednocześnie jednak styl, w jakim zdobył tytuł niejednego kibica przyprawił o dreszcze. W końcu kto pozwoliłby sobie na świętowanie zwycięstwa jeszcze na trasie ITT? Spartakus mógł sobie na to pozwolić. Ba, można wręcz uznać, że jest on zdobywcą zarówno złota, jak i srebra? Dlaczego? Powód jest prosty. Z drugim czasem na mecie pojawił się Gustav Larsson, którego Cancellara wyprzedził na trasie, dając mu w ten sposób możliwość “dalekiego złapania koła”.

Warto także wspomnieć o jegomościu, który był niezwykle blisko podium. Mowa o Tomu Zierbelu, który dopiero w końcówce stracił miejsce na “pudle”. Niestety dla niego, kilka tygodni później zdarzyła mu się dopingowa wpadka…

Jak się później okazało, wielki wyścig Cancellary był dopiero prologiem do kapitalnego ścigania ze startu wspólnego. Wówczas bowiem nie tylko Szwajcar miał coś do udowodnienia. Niezwykle zmotywowany był także Cadel Evans, który otwarcie przyznawał, że wierzy w swój triumf. Broni złożyć nie chceli też Hiszpanie i Włosi.

Już wiele kilometrów przed metą, stawka była bardzo mocno porwana. O odpowiednie tempo i temperaturę przy trasie dbali reprezentanci najmocniejszych kolarskich krajów, nie tylko kontrolując sytuację, ale także maksymalnie utrudniając wyścig. Taki obrót spraw szybko spowodował poddanie się wielu słabszych kolarzy, co zapowiadało kapitalną rozgrywkę na ostatnich rundach.

Rywalizacji w Mendrisio nie można nawet porównać do jakiegokolwiek wyścigu jednodniowego. Wydaje się bowiem, patrząc szczególnie na ostatnie lata, że zabawa zaczęła się zdecydowanie wcześniej, przez co zawodnicy dawali z siebie więcej niż 120%.

Co jeszcze podgrzewało kapitalną atmosferę przy trasie, niezwykle aktywny na podjazdach (!) był Fabian Cancellara. Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, iż był on wówczas najbardziej zmotywowany w całej swojej bogatej karierze. Naprawdę nikt z nas nie przypomina sobie, by “Fabek” kiedykolwiek indziej w ten sposób starał się rozgrywać wyścig.

Ostatecznie ze wszystkiego skorzystał jednak Cadel Evans. Australijczyk, po kapitalnym solowym ataku, odniósł jeden z dwóch największych sukcesów w karierze, ratując nieudany sezon. Podium, po pięknej walce, uzupełnili Alexandr Kolobnev i Joaquim Rodriguez. “Spartakus”, po jednym z najpiękniejszych wyścigów w ostatnich latach, musiał zadowolić się piątą pozycją.

Z przykrością stwierdzamy, iż wyścig z Mendrisio nie ma szans się powtórzyć. Jest więcej niz nieprawdopodobne, że zawodnicy nigdy nie będa już tak aktywni, a tak wyjątkowa atmosfera towarzysząca kolarzom jest najzwyczajniej niemożliwa do powtórzenia. Jeśli ktoś z Państwa nie miał przyjemności zapoznać się z mistrzowskim wyścigiem w Szwajcarii, niech zrobi to dzisiejszego wieczoru. Warto!