Mikołaj Konieczny, Maciej Kwiatkowski i Filip Maciejuk specjalnie dla czytelników naszosie.pl dzielą się swoimi wrażeniami z jazdy w Paryż – Roubaix.

Juniorska reprezentacja Polski startowała wczoraj w “Piekle Północy”. Z sześciu kolarzy do mety dotarło trzech. Najlepiej poszło Mikołajowi Koniecznemu, który zajął 30. miejsce. Najlepszy na welodromie w Roubaix był mistrz świata w przełajach – Thomas Pidcock (Wielka Brytania).

Swoimi odczuciami po tym słynnym wyścigu podzielili się Mikołaj Konieczny, Maciej Kwiatkowski i Filip Maciejuk.

Mikołaj Konieczny:

Atmosfera panująca na wyścigu to coś wspaniałego. Od początku pierwszego sektora brukowanego do wjazdu na welodrom w Roubaix było mnóstwo ludzi. Cały czas dopingowali, klaskali.Coś niesamowitego! Wyścig przebiegał dobrze do 3 sektora od startu, gdzie szczęście mi sprzyjało, potem niestety się to zmieniło. Na 4 sektorze zajmując wysoką pozycje upadłem, ale szybko się pozbierałem i dogoniłem peleton. Na kolejnym sektorze znowu kraksa i na następnym kolejna… Peleton podzielił się na grupki, a ja w miarę możliwości przechodziłem z jednej grupki do drugiej. Niestety do tego wszystkiego spadł mi łańcuch z dużej tarczy. Ostatecznie zakończyłem rywalizację na 30 pozycji. Jest lekki niedosyt, ale na takim wyścigu jakim jest ,, Piekło Północy ” takie rzeczy się zdarzają, trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia. Wyścig jest bardzo specyficzny i naprawdę bruk w telewizji wygląda fajnie ,ale w rzeczywistości jest to rzeź.

Maciej Kwiatkowski:

Paris-Roubaix to bardzo specyficzny wyścig wymagający ogromnych umiejętności technicznych jak i fizycznych.Niezwykłą rolę na trasie odgrywa samo szczęście zawodnika, ponieważ odcinki brukowe bardzo nadwyrężają wytrzymałość sprzętu, co może doprowadzić do defektu. Niestety w ogniu rywalizacji zdarzają się upadki, których na tym wyścigu jest mnóstwo. Kluczem do zwycięstwa była jazda na czele peletonu w sektorach brukowych. Niestety czasem i to nie dawało pełnej gwarancji uniknięcia wywrotki. Nieszczęśliwie sam uczestniczyłem w kraksie, co praktycznie wykluczyło mnie z walki o czołowe pozycje. Sam wyścig to niesamowite przeżycie. Wokół trasy ogrom kibiców, kłęby kurzu i historyczne odcinki brukowe sprawiają, że pomimo bólu rąk i ran na dłoniach czuje się ogromną satysfakcję i radość. Stwierdzenie że Paris-Roubaix to “Piekło Północy” jest w pełni słuszne, ale przekonać się o tym i poczuć to można jedynie przez wzięcie udziału w tym wyścigu.

Filip Maciejuk:

Niestety nie jestem do końca zadowolony z mojego występu. Po ubiegłorocznym wyścigu wiedziałem, że także tym razem nie będzie łatwo, bo skądś się wzięła nazwa “Piekło Północy”. Stając na starcie byłem zmotywowany i gotowy na trzy godzinny ciężkiej walki z samym sobą i z własnymi słabościami. Atmosfera na trasie jest nie do opisania. Tłumy kibiców na poboczach, okrzyki, gwizdy itd. Takie typy wyścigów mi odpowiadają, lecz tym razem zabrakło szczęścia. To jest taki wyścig, gdzie bez odrobiny uśmiechu losu nie ma co liczyć na dobry wynik. Żałuję, że w Polsce nie za bardzo jest gdzie przygotować się to takiego typu wyścigu. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będę mógł zmierzyć się z brukami w Paryż – Roubaix, a moim marzeniem jest wygrać ten wyścig.