Orica-Bike Exchange

Jak australijski bumerang wraca dyskusja na temat bezpieczeństwa wyścigów kolarskich. Tym razem swoje zdanie dorzucił Simon Gerrans, jeden z niewielu Australijczyków, którzy świetnie radzą sobie w północnych klasykach.

Kolarz bardzo dużo wie na temat braku bezpieczeństwa na europejskich wyścigach. Od 2014 brał już udział w kilkunastu kraksach, które odebrały mu możliwość walki o najwyższe lokaty w ważnych imprezach. Jego pech zaczął się od pierwszego etapu Tour de France 2014, gdy przewrócił się na ostatnich metrach etapu wraz z Markiem Cavendishem. Rok 2015 był jeszcze gorszy – Gerrans uczestniczył w szeregu kraks, miał złamane aż trzy kości i nie odniósł żadnego zwycięstwa – po raz pierwszy od 2010 roku. Obecny sezon zakończył kolejnym upadkiem na Tour de France. Pechowo złamał obojczyk i niestety ta kontuzja przekreśliła jego szanse na start w igrzyskach olimpijskich.

Zawodnik drużyny Orica-BikeExchange ścigał się w europejskich drużynach od 2003 roku, zdążył więc poznać wszystkie wady i zalety tutejszych dróg. W wywiadzie udzielonym portalowi VeloNews, Gerrans wymienia kilka powodów licznych kraks oraz proponuje przyszłościowe rozwiązania mające poprawić bezpieczeństwo na wyścigach. Paradoksalnie, jako jedną z głównych przyczyn wypadków w peletonie Australijczyk wymienia… poprawę infrastruktury drogowej w Europie. Liczne ronda, zwężenia spowalniające ruch, tzw. „śpiący policjanci” – zdaniem Simona te zabiegi poprawiające bezpieczeństwo kierowców stwarzają duże zagrożenie dla ścigających się kolarzy.

Kraksy są spowodowane kombinacją kilku czynników i trzeba się starać je wyeliminować. Przez ostatnie 10 lat drogi bardzo się zmieniły – przybyło wiele nowych obiektów na trasie, które dla aut są wybawieniem, a dla kolarzy przekleństwem. Coraz więcej jest urządzeń z zakresu inżynierii ruchu, które spowalniają ruch samochodowy, a dla nas są dużą przeszkodą i powodują zmniejszenie bezpieczeństwa zawodników. Czeka nas wiele niespodzianek na trasie, dużo jest przedmiotów, w które możemy przypadkowo uderzyć, dlatego też kolarze chcą być na przedzie grupy, by mieć dobry przegląd sytuacji i uniknąć wypadku.

Jako kolejną przyczynę większej ilości wypadków Gerrans wymienia agresywną jazdę zawodników walczących o klasyfikację generalną w wyścigach. Górale nie chcą stracić cennych sekund na szybkich finiszach, więc starają się być z przodu grupy. Oczywiście, oprócz samych liderów najczęściej obok nich są ich pomocnicy, co znacznie zwiększa liczbę kolarzy w czubie peletonu.

Gerrans proponuje konkretne rozwiązanie by zmniejszyć oddziaływanie tego niekorzystnego zjawiska w peletonie. Twierdzi, że należy przesunąć „bezpieczną strefę” (moment podczas wyścigu, po którym ewentualne kraksy bądź defekty nie mają wpływu na straty czasowe) na 5 kilometrów przed końcem, a końcowy czas etapu byłby liczony na 3 kilometry przed metą. Przypomnijmy, że obecnie bezpieczna strefa zaczyna się na 3 kilometry przed finiszem, a czas liczony jest na “kresce”. Australijczyk uważa, że takie rozwiązanie spowoduje zmniejszenie presji liderów na ostatnich kilometrach, natomiast sprinterskie pociągi będą miały więcej miejsca na wyciąganie swoich najszybszych zawodników. Oczywiście ten przepis dotyczyłby jedynie płaskich etapów, gdzie do mety dojeżdża duża grupa. W górach wszystkie obecne zasady nie byłyby zmienione.

Zdaniem Gerransa, tendencja do trzymania się czoła peletonu na finiszach, połączona z poprawą infrastruktury drogowej spowodowała, że finisze z dużej grupy stały się bardzo nerwowe i przypominają grę w rosyjską ruletkę.

Wielu dyrektorów sportowych nakazuje swoim kolarzom obecność na czele grupy za wszelką cenę. To powoduje, że wyścigi są teraz bardzo niebezpieczne. Wszelkie przejazdy przez miasteczka sprawiają, że kolarze stają się nerwowi. Rozwój infrastruktury zwiększył nam skalę trudności wyścigów.

36-latek zarzuca władzom kolarskim, że nie robią zbyt dużo w kwestii bezpieczeństwa i nakłania by cały czas rozmawiać o nowych pomysłach w celu ulepszenia jakości wyścigów. Jako przykład powiewu świeżości w skostniałym schemacie wyścigowym Gerrans przytacza Vueltę, gdzie znacznie skrócono etapy, co przyniosło zwiększenie dynamiki i atrakcyjności medialnej.

Często słyszy się, że robimy takie wyścigi, jakie są tworzone od zawsze, a dla mnie to nie jest wystarczający powód. Te krótkie etapy na Vuelcie są bardzo ekscytujące, przypominają mi chodzenie do kina na interesujący film – ogląda się od początku do końca z zapartym tchem. Myślę, że tą drogą należy się kierować przy tworzeniu tras wyścigowych.

Gerrans wspomniał też o swoich planach na 2017 rok. Australijczyk liczy na sezon bez poważniejszych kontuzji, chce wrócić do formy sprzed 2014 roku i zapomnieć o pechowych trzech latach, pełnych bolesnych kontuzji i psychicznych załamań. 36-latek ma jeszcze jeden rok kontraktu z Oricą i nie wymaga niczego więcej niż być zdrowym i mieć możliwość rywalizacji w peletonie.

Po tylu niepowodzeniach jakie mnie spotkały, nie stawiam sobie zbyt dalekosiężnych planów, staram się skupiać na najbliższych celach, a moim pierwszym i obecnie najważniejszym zadaniem jest obrona tytułu na Tour Down Under w styczniu.