Tour Down Under

Australijski kolarz po tegorocznych przenosinach do BMC zaliczył ciężki i pechowy sezon. Wielu wyścigów nie ukończył ze względu na kraksy, defekty i inne zdarzenia losowe, a ściganie zakończył fatalnym upadkiem w Rio, gdzie złamał obojczyk na finałowym zjeździe. W roku 2017 chciałby odmienić złą kartę i powalczyć o podium w wielkim tourze.

Tasmańczyk po zmianie barw z Team Sky na amerykańskie BMC z miejsca stał się liderem ekipy na trudne i długie wyścigi. Początek sezonu miał obiecujący – był drugi w Tour Down Under, następnie zajął czwarte miejsca w Volta a Catalunya i Criterium du Dauphine. Jadąc na Tour de France był poważnym kandydatem do podium, ale na drugim etapie przydarzył mu się defekt na kilka kilometrów przed metą. Ta sytuacja kosztowała go kilka cennych minut. W dalszej części wyścigu Richie nie potrafił odrobić tej straty do najlepszych. Dodatkowo, na etapie pod Mont Ventoux, przytrafiła mu się spektakularna kraksa, gdy wjechał w tył motocykla, któremu drogę zatarasował wiwatujący tłum. Mimo tych doświadczeń i tak udało mu się zająć świetne piąte miejsce w klasyfikacji generalnej, choć na pewno nie był to szczyt jego możliwości. O pechowym roku i planach na następny sezon opowiedział w obszernym wywiadzie dla hiszpańskiego magazynu AS.

Myślę, że w tym sezonie wyczerpałem już limit pecha. Zawsze starałem się być na czele wyścigu, ale po drodze często spotykały mnie jakieś niemiłe wydarzenia. Tegoroczne doświadczenia dodały mi motywacji na przyszły sezon, ponieważ wiem, że mogę być wysoko w klasyfikacji generalnej wyścigów i stawać na podium dużych imprez.

Porte przyznaje, że w nowych barwach nie miał takich wyników jakich się spodziewał i liczy na więcej w następnym roku.

Przyszedłem do BMC by mieć szansę jazdy dla siebie na wielkich tourach i muszę przyznać, że czuję się trochę zawiedziony moimi wynikami w kończącym się sezonie. Oczywiście, nadal mam czas i sądzę, że najbliższe trzy lata będą najlepszym okresem w mojej karierze. Będę się starał walczyć o podium wielkich tourów, ale dlaczego nie stawiać sobie największych celów i na przykład nie rywalizować o zwycięstwo w Wielkiej Pętli?

Kolarz wspomina również feralny podjazd pod Mont Ventoux podczas Tour de France, ale nie ma do nikogo pretensji o tamtą kraksę.

Uważam, że ważne jest by jeszcze raz przeanalizować to zdarzenie na spokojnie i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Ta kraksa nie była z winy organizatorów, ale podczas wyścigów musimy mieć więcej miejsca na ściganie i w tym temacie jest jeszcze wiele do zrobienia. To oczywiste, że wolałbym by tamten wypadek się nie zdarzył, ale w tej chwili już nie odwrócimy czasu.

Porte zawsze skupiał się na Tour de France i Giro, ale chciałby również powalczyć we Vuelcie. Do tej pory przejechał hiszpański wielki tour tylko raz. W 2012 roku zajął odległe 68. miejsce w klasyfikacji generalnej.

Kocham rywalizację w Hiszpanii. Jechałem w tym roku w Volta a Catalunya, ale niestety mój program w tym roku był bardzo napięty i nie pozwolił mi na uczestnictwo we Vuelta a Espana. W następnym sezonie bardzo chciałbym pojechać w najważniejszym hiszpańskim wyścigu, ale nie mam jeszcze ustalonego programu startów. Czas pokaże czy uda mi się tam wystartować.

Tasmańczyk nie ma również wątpliwości kto jest teraz najlepszym kolarzem na świecie.

Oczywiście, że Christopher Froome. On jest w tej chwili najmocniejszy z nas wszystkich, co więcej, uważam że on jest najlepszy z całego pokolenia kolarzy.

Zapytany o życzenia na nowy sezon, odpowiada, że chciałby jedynie by opuścił go wreszcie pech.

Moim życzeniem jest by mieć więcej szczęścia niż w roku 2016. Nie wiem jak to zrobić, nie umiem walczyć z pechem, ale mimo wszystko spróbuję tego dokonać.