Kończy się okres przez wielu uznawany za najbardziej emocjonującą część kolarskiego sezonu szosowego. Zanim jednak zakwitną bzy i jabłonie, a gwiazdy peletonu zaczną marzyć o najpiękniejszym z odcieni różu, rozegrany zostanie ostatni akt batalii o koronę Ardenów. Będzie nim najstarszy i najtrudniejszy z pięciu monumentów kolarstwa. Staruszka. La Doyenne. Liege – Bastogne – Liege.

Nieczęsto zdarza się, że lista startowa wyścigu jednodniowego dosłownie pęka w szwach od liczby specjalistów od klasyków oraz najlepszych górali peletonu gotowych stanąć na starcie, jednak jest to jedna z cech charakteryzujących ostatni akt ardeńskiego tryptyku.

Romain Bardet, Jan Bakelants, Domenico Pozzovivo, Vincenzo Nibali, Jakob Fuglsang, Luis Leon Sanchez, Richie Porte, Samuel Sanchez.. Ta wyliczanka powstała jedynie w oparciu o trzy pierwsze drużyny widniejące na liście startowej 102. edycji Liege – Bastogne – Liege, a jest ich jeszcze 22.

Dlaczego tak się dzieje? Amstel Gold Race i Fleche Wallonne są imprezami szytymi na miarę specjalistów od pagórkowatych wyścigów jednodniowych z mniej lub bardziej (w zależności od tego, czy jest to niedziela, czy środa) dynamicznym finiszem, których reszta świata określa wygodniejszym terminem „puncheur”. W porządku, Walońska Strzała jest szyta na miarę Alejandro Valverde.

Ostatni z ardeńskich klasyków i czwarty z rozgrywanych w sezonie monumentów to jednak wyścig na tyle ciężki, że daje nadzieje na sukces także świetnie wspinającym się i wyjątkowo wytrzymałym zawodnikom specjalizującym się w wyścigach etapowych. Nie dziwi zatem obecność na liście startowej takich kolarzy jak wymienieni już Porte i Nibali, czy też Chris Froome, Ilnur Zakarin i Rafał Majka. No i Alejandro Valverde.

Staruszka po liftingu

Jako najstarszy i jeden z najbardziej prestiżowych monumentów, Liege – Bastogne – Liege oddaje należytą cześć tradycji, cały czas łącząc te same punkty na mapie Walonii, które niegdyś przyczyniły się do utworzenia jego legendarnej już nazwy.

Nie oznacza to jednak, że trasa imprezy nie podlega pewnym kosmetycznym zmianom. Żwawa Staruszka przypudrowała się tu i tam, w ramach przygotowań do celebracji swojego 102. jubileuszu.

La Doyenne bardzo różni się w tym względzie od Ronde van Vlaanderen, Paris – Roubaix czy przede wszystkim Il Lombardii, których organizatorzy regularnie wprowadzają znaczące modyfikacje kluczowych fragmentów trasy. Ewolucja kolarstwa w kierunku skrajnie taktycznego rozgrywania wyścigów, kontrolowanych przez najsilniejsze składy sprawiła jednak, że także trzeci z ardeńskich klasyków potrzebował swoistego liftingu.

Przez lata kluczowym podjazdem Liege – Bastogne – Liege było Cote de la Redoute, gdzie obserwować można było najbardziej ekscytujące pojedynki pretendentów do odniesienia zwycięstwa. Wspomniana już ewolucja nowoczesnego kolarstwa, w kombinacji ze słuszną niechęcią organizatorów imprezy do przesunięcia linii mety sprawiła jednak, że musieli oni sięgnąć po nowe rozwiązania celem ponownego ożywienia Staruszki.

Tak, trasa La Doyenne wzbogacona została w 2009 roku o umiejscowione wewnątrz finałowych 20 kilometrów Cote-de-la-Roche-aux-Faucons. Eksperyment okazał się sukcesem i podjazd na stałe wpisał się w kanon rozgrywania ardeńskiego monumentu, stając się jednym z jego najbardziej kluczowych momentów wraz z Cote de Saint Nicolas i krótkim wzniesieniem przed samą linią mety w Ans.

Wyjątkiem była 99. edycja imprezy, podczas której z uwagi na renowację nawierzchni peleton nie mógł pokonywać Cote-de-la-Roche-aux-Faucons. Przełożyło się to na wyścig o mało ekscytującym [czyt. nudnym] charakterze i utwierdziło organizatorów w przekonaniu, że decyzja o dodaniu podjazdu była słuszna.

Menu na 102. edycję

Chociaż wprowadzenie Cote-de-la-Roche-aux-Faucons pozwoliło nieco rozruszać zasłuchany w mantrach nuconych przez dyrektorów sportowych peleton, ostatnie edycje monumentu miały i tak rozczarowująco zachowawczy charakter.

W takich okolicznościach organizatorzy postanowili do sprawdzonego już przepisu dodać kolejną szczyptę pieprzu: Cote de la Rue Naniot (600m, 10,5%) umiejscowione pomiędzy Cote de la Saint Nicolas i podjazdem w Ans, którego szczyt znajduje się zaledwie 2.5 kilometra od linii mety.

Poza tym smacznym kąskiem, trasa prowadząca z Liege, przez Bastogne do Ans nie podległa istotnym zmianom. Cały czas liczy sobie 253 kilometry i zawiera 11 znaczących podjazdów.

Kiedy włączyć się do śledzenia rywalizacji? Trudno liczyć na jakiekolwiek rozstrzygające akcje przed trzema finałowymi podjazdami, jednak warto obejrzeć ostatnie 40 kilometrów Liege – Bastogne – Liege i złożyć należyty hołd La Redoute.

Trasa

Trasa

Profil

Profil

Ale Ale Alejandro, czyli dlaczego wygra Valverde

Jak już ustaliliśmy, jako zdecydowanie najtrudniejszy z monumentów [nie, Paris – Roubaix nie jest najbardziej wyczerpujące fizycznie] La Doyenne odpowiada zarówno specjalistom od ardeńskich klasyków, jak również regularnym pretendentom do walki o tytuły największych wyścigów etapowych kalendarza. Jest również tym z monumentów, który wymaga największej cierpliwości, przebiegłości taktycznej i doświadczenia.

Czy jest kolarz, który spełnia wszystkie te warunki? Tak, kilku.

Czy jest kolarz, który spełnia wszystkie te warunki i dysponuje wystarczająco wysoką formą? Tak, kilku. [skreślić Rodrigueza i Kwiatkowskiego]

Czy jest kolarz, który spełnia wszystkie te warunki i nie ma w zwyczaju przewracać się na ostatnim wirażu? Tak. [Skreślić Dana Martina]

Alejandro Valverde

Valverde stanie na starcie w Liege wyposażony w wyśmienitą formę, pewność siebie, imponująco silną drużynę [Daniel Moreno, Carlos Betancur, Ion Izaguirre, Imanol Erviti, Giovanni Visconti etc.] oraz bezcenną wiedzę, jak wygrać ten wyścig. Jako trzykrotnemu zwycięzcy imprezy, trasa odpowiada mu całkiem nieźle [kategoria tras wyścigów szosowych nieodpowiadających Hiszpanowi jest zresztą wyjątkowo wąska] i można podejrzewać, że po koronacji na władcę Muy de Huy ma duży apetyt na poszerzenie terytorium swojego panowania na całą Walonię.

Trudno wyobrazić sobie atak, na który Valverde nie potrafiłby znaleźć odpowiedzi. Trudno wyobrazić sobie zawodnika, który pokona Valverde podczas finiszu z wyselekcjonowanej grupy [i znajduje się obecnie w wystarczająco wysokiej formie, żeby się w niej znaleźć]. Trudno zatem wyobrazić sobie scenariusz, w którym 35-letni Hiszpan nie staje na najwyższym stopniu podium w niedzielę. Co może pójść nie tak?

Dlaczego nie wygra Valverde

Jeśli dziennikarz sportowy, który tylko raz w życiu [i zupełnie przez przypadek] otarł się [dosłownie] o boskiego Alejandro pewnego deszczowego dnia we Florencji potrafi zorientować się, że ten wyścig ma jednego i niekwestionowanego faworyta, prawdopodobnie doszli także do tego wniosku dyrektorzy sportowi pozostałych 24 drużyn.

Oczywiście, podobnie było przed Fleche Wallonne i w rezultacie niczego to nie zmieniło. Wtedy jednak można było stawiać mały znak zapytania dotyczący formy Valverde, który co prawda wygrał wyścig dookoła Kastylii, jednak jego największym oponentem był tam jeżdżący w barwach tego samego składu i ciągle „przy kości” Carlos Betancur. Ponadto nawet najbardziej zaawansowana myśl taktyczna niekoniecznie sprawdza się na finiszu, który przypomina ściankę wspinaczkową i wymaga cierpliwości połączonej z umiejętnością wygenerowania eksplozji mocy we właściwym momencie.

La Doyenne w kontekście kolarskich szachów roztacza znacznie szersze spektrum możliwości, szczególnie po włączeniu Cote de la Rue Naniot. Dość oczywistym wydaje się założenie, że aby triumfować w tegorocznej edycji imprezy, trzeba dojechać do mety bez Valverde. Jak to zrobić? Oto garść porad dla zdesperowanych dyrektorów sportowych:

Zajechać Movistar przed rozstrzygającymi momentami. Ta część wydaje się prosta: wyślij swojego kolarza do ucieczki i każ reszcie siedzieć cichuteńko gdzieś w pierwszej połowie stawki. Pozwól Betancurowi spalać kalorie. Co może pójść nie tak? Movistar umieszcza w odjeździe swojego zawodnika, a Valverde wymienia się żartami z Twoim liderem [mało prawdopodobne]; inna drużyna z jakichś niejasnych pobudek wspomaga Movistar w ich ciężkiej pracy [wysoce prawdopodobne].

Atakować bez wytchnienia. Zakładając, że pierwszy punkt planu powiódł się [w innym razie możesz już odstawić piwo i zamówić sobie włoskie espresso – widzisz już Valverde w różu?], mobilizujesz swoich wypoczętych zawodników do przepuszczania nieustannych ataków na ostatnich trzech podjazdach. Tu nie musisz się obawiać – pozostali rywale będą patrzeć na Valverde tak długo, aż nie odpowie on na atak. A po skasowaniu kilkunastu sam powinien zacząć mieć ochotę na espresso czy inne Segafredo. Co może pójść nie tak? Wiele. Twoim zawodnikom brakuje nogi [czy innej części ciała] by atakować w końcówce tak wyczerpującego wyścigu. Masz w drużynie Michaela Valgrena, dla którego obietnica podium jest wystarczająco kusząca, by z radością skasować atak i dowieźć Valverde na kole do mety. Masz w drużynie dwóch największych pretendentów do pokonania Valverde w osobach Juliana Alaphilippe i Dana Martina, którzy po błyskotliwej rozgrywce taktycznej są tak uszczęśliwieni urwaniem Valverde, że pozwalają wygrać Gasparotto. Lub Valverde jest po prostu tak silny, że kasuje ataki i w finale wszystkich objeżdża.

Zatem jeśli nie Valverde, to kto?

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na charakteryzujący się pozytywną chemią duet Etixxu tworzony przez Martina i Alaphilippe, jak również dobrze dysponowanego Enrico Gasparotto oraz przebiegłego Rui Costę. Tim Wellens zawsze żałuje swoich przedwczesnych ataków, po czym je ponawia [za co go kochamy], i trudno spodziewać się, że tym razem będzie inaczej – przecież kiedyś musi się udać. Jeśli mimo prób ożywienia końcówki wyścig okaże się zachowawczy, wyjątkowo niebezpieczny będzie zwycięzca z 2014 roku, Simon Gerrans. Jeśli natomiast peleton narzuci wysokie tempo na podjazdach, szala zwycięstwa może przechylić się na korzyść specjalistów od wyścigów etapowych jak Wout Poels, Romain Bardet, Jakob Fuglsang, Chris Froome, Vincenzo Nibali czy Richie Porte.

A co z Kwiatkowskim i Majką?

Przed Amstel Gold Race Kwiatkowski podkreślał, że czuje się świetnie. Powiedział także, że pierwszy z ardeńskich klasyków odpowiada mu dużo bardziej, niż Liege – Bastogne – Liege. Jego strzał podczas pokonywania Caubergu po raz przedostatni ciągle jeszcze szumi w uszach i nie był napawającą optymizmem prognozą przed niedzielną rywalizacją. Jeśli jednak było to tylko chwilowe załamanie formy, Polak powinien być jednym z pretendentów do tytułu.

Chociaż dobrymi występami w Il Lombardii Majka potwierdził, że jest w stanie walczyć o podium w pagórkowatych klasykach, można się spodziewać, że zawodnik ekipy Tinkoff jest już w pełni skoncentrowany na nadchodzącym Giro d’Italia i nie będzie skłonny do podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Ponadto wraca właśnie do rywalizacji po zgrupowaniu, może mu zatem brakować rytmu wyścigowego.

Transmisja w TV

Wyścig pokaże Eurosport 1, na żywo od 14:00. Zapraszamy w imieniu Tomasza Jarońskiego i Dariusza Baranowskiego.