Michał Kapusta / naszosie.pl

Maciej Bodnar (Tinkoff-Saxo) myślał, że ten sezon jest już stracony. Jednak jak przystało na prawdziwego kolarza, wziął się za rehabilitację, a potem za treningi i dziś może cieszyć się z etapowego zwycięstwa w wyścigu rangi World Tour. Oto, co powiedział po etapie. 

Takie momenty, jak ten dzisiejszy, zwłaszcza po poważnej kontuzji, są niezwykłe. 

W ucieczce rozmawialiśmy wzajemnie się motywując. Nie było rozdzielania, że etap dla tego, a koszulka lidera dla innego. To nie jest wyścig dookoła kościoła, tutaj się takich rzeczy nie robi. 

Przyjechałem na Tour de Pologne po to, aby przygotowywać formę na Vueltę i prawdopodobnie na mistrzostwa świata. Inni kolarze czują zmęczenie, a ja ścigałem się z oczywistych powodów mało, dlatego moja dyspozycja powinna się tylko poprawiać. 

Jeżeli chodzi o dzisiejszą akcję, to zaplanowaliśmy ją rano na odprawie. Chodziło o to, by sprawdzić nogę, solidnie potrenować, a jeśli nadarzyłaby się okazja, to wygrać. Sprawdził się najbardziej optymistyczny scenariusz. Nie wiadomo było czy sprinterzy będą chcieli mocno gonić czy nie, na szczęście dla nas, nie chcieli. To była moja ostatnia taka akcja przed czasówką. 

Postaram się zregenerować do etapu jazdy na czas, bo 220 km w trójkę to był naprawdę bardzo duży wysiłek. Będę chciał kolejne etapy przejechać spokojnie, a w czasówce powalczyć, bo bardzo podoba mi się ta dyscyplina, w której walczy się z samym sobą. 

Moja regeneracja po kontuzji, to był właściwie miesiąc bez roweru, potem przede wszystkim rehabilitacja obojczyka. W kości, która była bardzo mocno uszkodzona, mam zamontowaną blaszkę. Przez ostatnie trzy tygodnie byłem na zgrupowaniu wysokościowym w Livigno, więc miałem czas, aby się dobrze przygotować.

Drużyna mnie docenia i czasem mam też szansę powalczyć na własne konto. Wykonuję swoją pracę i raczej nie traktuję tego dzisiejszego zwycięstwa jako jakąś nagrodę za tyranie dla innych. Jeżdżę w jednej z najlepszych ekip na świecie i po prostu się z tego cieszę.