Droga do trzeciego tytułu mistrza Polski prowadziła przez Turcję. Teraz przez Tour de Pologne chce wrócić do cyklu World Tour.

Widziałeś, co wczoraj zrobił twój kolega z małopolskiej mafii, jak to mawiacie, Rafał Majka?

Nie widziałem. Siedzę w chmurach w Sierra Nevada. Nie mam tu ani Eurosportu, ani jakiegokolwiek innego kanału z transmisjami z Tour de France. Śledziłem więc ten etap w internecie, czytając relacje tekstowe. Ale że Rafał wygra, wiedziałem godzinę przed metą. Jak już zaatakował, jak się oderwał, to nie było wątpliwości.

Dlaczego?

Bo to w jego stylu. On świetnie czyta wielkie ściganie. Wybrał idealny moment. Góry, inni zmęczeni połową wyścigu, Rafał z dużą stratą w klasyfikacji generalnej. To musiało się udać.

Patrząc z boku, nie żal ci, że Rafał jest tak zależny od Alberto Contadora i nie może pojechać tego wyścigu tak naprawdę dla siebie?

Na pewno każdy kolarz ma takie ambicje i Rafał kiedyś je spełni. Ale dla wygrywania etapów ta jego obecna rola jest idealna. Najważniejsze jest to, że pierwszy tydzień Touru mógł sobie przejechać spokojnie. Ba, musiał, bo tak mu kazali w zespole. A pierwszy tydzień wielkiego Touru to jest prawdziwy koszmar. Wszyscy głodni ścigania, wszyscy się pchają, tempo ogromne, kraksa jedna za drugą. Męczy to niesamowicie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. I Rafałowi tego oszczędzono. Zaoszczędził sporo sił, sporo też stracił w klasyfikacji generalnej, więc peleton nie ma celu, by ganiać go po górach. Myślę, że to nie będzie ostatnie słowo Rafała w tym Tourze. O ile tylko dostanie jeszcze wolną rękę od szefów.

A jak twoi szefowie zareagowali po mistrzostwach Polski?

Bardzo się ucieszyli. Dla tureckiej ekipy mieć w drużynie mistrza kraju to duża sprawa. Co prawda, na razie nie mogą się mną chwalić w peletonie, bo mają ramadan i dlatego nie jedziemy w Tour of Qinghai. Najbardziej z mojego sukcesu cieszył się Lionel Marie, dyrektor sportowy. To on mnie wypatrzył, to on mi zaufał i nie przestawał we mnie wierzyć. Jestem mu bardzo wdzięczny.

Popularność kolarstwa w Turcji rośnie?

Tak, bardzo. W ciągu roku widzę ogromny wzrost kibiców na wyścigach i zainteresowania w ogóle. A Marie został ściągnięty właśnie po to, by wprowadzać Torku schodami do góry. Ma wielkie doświadczenie z ekip World Tour i konsekwentnie ten plan realizuje.

Zostaniesz tam na kolejny sezon?

Nie chcę być źle zrozumiany, bo w Torku zostałem świetnie przyjęty i wiele im zawdzięczam. Ale mam jeszcze jedną ostatnią misję, bo młodzikiem nie jestem. Chcę szybko wrócić do ścigania w World Tourze, w tych największych wyścigach. Jest duża szansa, że będę tam już w przyszłym sezonie. Moi menedżerowie są na Tour de France i prowadzą rozmowy. Wszystko jest na dobrej drodze, ale więcej powiedzieć na razie nie mogę.

Pochwaliłeś się na Twitterze pięknym zdjęciem z gór i przygotowaniami do Tour de Pologne…

Prezes Polskiego Związku Kolarskiego Wacław Skarul od razu po mistrzostwach Polski powiedział mi, że jadę. Bardzo się ucieszyłem. To był mój cel, z którym startowałem w Sobótce. Zresztą od początku mówiłem, że na mistrzostwach nie jestem w najwyższej formie, bo tę buduję na Tour de Pologne.

I jak tam na budowie?

Wszystko pod kontrolą. Jestem na zgrupowaniu Sierra Nevada. Śpię na wysokości 2100 m n.p.m., trenuję do samych chmur – do 3400 m. Śmieję się, że takie zgrupowania to lubię, bo jestem raptem 25 kilometrów od Granady, gdzie od lat mieszkam.

Dobrze ci tam?

Idealne miejsce. Trenować można cały rok. Choć teraz jest trochę za gorąco. W samym mieście temperatura od dwóch tygodni nie spadła poniżej 40 stopni Celsjusza. W górach chowam się więc przed tymi upałami. Tutaj jest 25-30 stopni.

Zmarzniesz na Tour de Pologne.

No mam nadzieję, że nie! Nie lubię zimna.

Jaki będzie twój cel na nasz narodowy wyścig? Chcesz być liderem reprezentacji?

Z nikim jeszcze nie rozmawiałem o taktyce, o tym kto będzie liderem. Na razie celem jest się dobrze przygotować. Ciężko trenuję, bardzo dobrze się czuję. Od dobrego roku mam w końcu spokój ze zdrowiem i to najważniejsze. Zjadę z gór, zacznie się wyścig i zobaczymy na co będzie mnie stać. Na pewno jeśli narodzi się okazja, żeby być w dziesiątce klasyfikacji generalnej, to będę chciał o nią powalczyć. Jeśli nie, to może pomyślę o koszulce górala, albo o którymś etapie… Ale za wcześnie na takie dywagacje.

Tour w tym roku głównie na południu Polski, w twoich okolicach. Musisz się cieszyć.

Pewnie, choć nie pamiętam już tych wszystkich miejsc tak dobrze jak niektórym mogłoby się wydawać. Na przykład ten etap Jaworzno – Nowy Sącz… Dobrych kilka lat nie jeździłem tymi trasami. Dlatego będę w Polsce kilka dni przed wyścigiem i zrobię sobie rekonesans.

Czwarty etap, o którym wspomniałeś, wiedzie pod samym domem Rafała Majki. Jego, Ciebie i Kasię Niewiadomą, która ostatnio też robi furorę, łączy osoba Zbigniewa Klęka. Jemu chyba w tym roku powinno być szczególnie miło.

Świetny trener i człowiek. Od wielu innych różni się tym, że dla niego celem nie są medale i sukcesy w najmłodszych kategoriach wiekowych. Kolarzy prowadzi z myślą o przyszłości, a nie po to, by nabijali punkty. Tę wizję i mądrość mu zawdzięczamy. A myślę, że i on teraz – jak widzi Rafała wygrywającego na Tour de France, mnie w mistrzostwach Polski – ma z tego większą radość niż z sukcesów na olimpiadzie młodzieży. Czasami nie warto się spieszyć za wszelką cenę.

Źródło: tourdepologne.pl

Foto: Artur Machnik/naszosie.pl