Alejandro Valverde wygrał po raz trzeci Walońską Strzałę i dołączył do legend peletonu. Hiszpan opowiada o tym jak wyglądał wyścig od środka, o taktyce Movistaru na cały dzień i planach na Liege – Bastogne – Liege.

Po całym dniu ścigania Mur de Huy to podjazd, który mi idealnie pasuje. Przyjechałem tu tylko po zwycięstwo i jestem superszczęśliwy, że udało się ponownie wygrać. To był ciężki dzień, pełen nerwów i kraks. Dawno nie jechałem w wyścigu w którym byłoby takie napięcie. Kraksy miały miejsce już 130km przed metą, część z nich działa się wśród pierwszych 30 zawodników peletonu…bardzo niebezpiecznie.

Byłem gotowy do walki, drużyna wykonała świetną robotę. Cały czas miałem kontrolę nad tym co się dzieje. Od początku dyktowaliśmy tempo, Visconti był w ucieczce… Podjazd pod Cherave tylko zmęczył wszystkich jeszcze bardziej przed Huy. Bez dwóch zdań, Cherave miało wpływ na końcowy wynik. Ja wystartowałem do ostatniego podjazdu w świetnej pozycji i zdecydowałem sie dyktować tempo, żeby nie zostać zablokowanym. Dzięki temu mogłem też kontrolować wszystkie próby ataku i zachować trochę energii na finisz.

200 metrów przed metą zdałem sobie sprawę, że mogę to wygrać, bo byłem w stanie utrzymać swoją pozycję, a nogi nadal miały ochotę pedałować. Wygrać tutaj po raz trzeci to niesamowita sprawa. Cieszy mnie również to, że jestem regularny. Ostatnio drugie miejsce w Amstel, dziś wygrana… Zobaczymy co się wydarzy w Liege w niedzielę. To piękny wyścig, może nawet mój ulubiony i taki, który najbardziej pasuje do moich umiejętności. Morale w drużynie wysokie, ale jesteśmy bardzo spokojni. Dziś wygraliśmy, chcemy się utrzymać na podium i jesteśmy pewni, że możemy powalczyć w niedzielę.

źródło: movistarteam.com