Mediolan – San Remo (po włosku Milano – Sanremo), również znany jako Mondiale di Primavera (wiosenne mistrzostwa świata) lub Classicissima, jest pierwszym i najdłuższym monumentem w międzynarodowym kalendarzu.

Na pierwszy rzut oka może się też wydawać najnudniejszym klasykiem roku, w końcu po siedmiu godzinach na dość płaskiej trasie prawie zawsze wygrywa sprinter. Jest to jednak bardzo emocjonujący wyścig, który trzyma widza w napięciu podczas ostatnich dwóch-trzech godzin, nawet w fazach, kiedy pozornie nic się nie dzieje.

To samo napięcie czują uczestnicy wyścigu od chwili, kiedy zobaczą Morze Tyrreńskie, przez następne 150 kilometrów wzdłuż Riwiery Włoskiej. Jak będą odpowiadać nogi na Cipressie? Jak na Poggio? A jak w sprincie po 293 kilometrach? Takie pytania w peletonie zadają sobie zarówno sprinterzy jak i klasykowcy. Jest bardzo możliwe, że po raz kolejny wygra sprinter. Ale to wyjątkowe napięcie podczas wyścigu, ta walka, która z pewnością odbędzie się na Cipressie, na Poggio i na ostatnich kilometrach stanowią piękno tego wyścigu.

Piękne są też pejzaże. To dosłownie wyścig ku wiośnie: z zimowego, mglistego Mediolanu do pięknego wybrzeża i do San Remo, znanego we Włoszech jako „miasto kwiatów”.

Historia

Wyścig Mediolan – San Remo zaczął się jako wyścig samochodowy. W 1906 r. grupa mieszkańców tego nadmorskiego miasteczka stworzyła wyścig dla małych, niewyścigowych samochodów, w dwóch etapach. Wyścig nie powiódł się: tylko parę samochodów dojechało do mety w strasznym stanie. Następnego roku Tullo Morgagni, twórca Giro di Lombardia, zaproponował dyrektorowi dziennika sportowego Gazzetta dello Sport pomysł wyścigu kolarskiego zamiast samochodowego. Wybrano najkrótszą, choć nie najłatwiejszą trasę między Mediolanem, a San Remo. Słynny Francuz Petit-Breton wygrał pierwszą edycję, pokonując 288 kilometrów ze średnią prędkością 26,2 km/h. Czternastu kolarzy dojechało do mety, ostatni prawie cztery godziny po zwycięzcy. Status legendy wyścig zdobył w 1910 r., kiedy warunki atmosferyczne były tak trudne, że tylko sześciu z około siedemdziesięciu startujących dojechało do mety. Francuz Christophe wygrał z ponad godzinną przewagą nad drugim. W okresie międzywojennym sześć razy triumfował Costante Girardengo, który pochodził z Novi Ligure, miejscowości na trasie wyścigu.

Ówczesna trasa

Trasa w tamtych czasach była podobna do wielu innych ówczesnych wyścigów: bardzo długa, prawie 300 km, na nie asfaltowej nawierzchni, bez trudnych podjazdów. Jedynym łagodnym podjazdem był ten do tunelu przy Passo del Turchino, na wysokości 532 m n.p.m. Podjazd idealnie dzielił trasę na dwie części: pierwsza na rolniczych drogach w Nizinie Padańskiej; druga wzdłuż słynnego wybrzeża Riviera, co oznaczało częste zakręty i pagórkowaty profil – zwłaszcza w pobliżu trzech przylądków: Capo Mele, Capo Cervo i Capo Berta. Turchino i przylądki były idealnymi miejscami do ataku, ale wtedy długość trasy i stan nawierzchni starczyły, żeby robić selekcję.

Jak inne włoskie wyścigi, Mediolan – Sanremo został polem bitwy Bartalego i Coppiego, którzy wygrali odpowiednio cztery i trzy razy. Legendarny był pierwszy raz Coppiego, w 1946 r.: pięcioosobowa ucieczka stworzyła się już na starcie. Przed Turchino Fausto został sam na czele i po 151 samotnych kilometrach to on wygrał z 14-minutową przewagą nad drugim. Podczas tych 14 minut komentator w radiu musiał puścić muzykę taneczną.

Wkrótce potem skończyła się dominacja Włochów: wygrana Rik van Steenbergena w 1954 r. była pierwszą z 16 zdobytych przez obcokrajowców w kolejnych latach. Zmieniało się kolarstwo na świecie i zmieniał się charakter wyścigu. Trzy przylądki parędziesiąt kilometrów przed metą już nie były tak decydujące jak kiedyś i coraz częściej wyścig kończył się sprintem. Dlatego w 1960 r. miała miejsce pierwsza poważna zmiana trasy: dodano podjazd Poggio di Sanremo zaraz przed metą. Podjazd ten obecnie najbardziej charakteryzuje wyścig. Nie jest w ogóle stromy – średnie nachylenie wynosi 3,7 %, szczyt jest na wysokości zaledwie 169 m n.p.m., ale kilka sekund przewagi na szczycie może okazać się decydujące.

Klasykowcy i sprinterzy

Siedem zwycięstw odnosił Kanibal Eddy Merckx między 1966, a 1976 r. W 1983 r. pojawił się drugi podjazd blisko mety, Cipressa, nieco bardziej wymagający niż Poggio. W ostatnich trzydziestu latach często pojawiała się następująca kombinacja: ataki na Cipressie; gonienie podczas 9 kilometrów między zjazdem z Cipressy, a początkiem Poggio; ataki na Poggio, gonienie na zjeździe i na dwóch trzech płaskich kilometrach do mety.

Aż do połowy lat 90-tych często wygrywał ogólnie dobry klasykowiec lub nawet specjalista trzytygodniowych etapówek: po dodaniu Cipressy na liście zwycięzców znajdują się m.in. Saronni, Moser, Kelly, Fignon, Bugno, Chiappucci, Fondriest, Jalabert. Jednak zwycięstwo Erik Zabela w 1997 r. było pierwsze z długiej listy triumfów sprinterów. Sam Zabel wygrał cztery razy – i mogłoby być pięć, gdyby nie podniósł rąk zbyt wcześnie, przekonany, że wygra, nie zauważając omijającego go Oscara Freire. Sam Oscar Freire zwyciężał trzy razy, a raz wygrali Cipollini, Petacchi, Cavendish, Goss, Ciolek, Kristoff.

Pięć razy w tych 18 edycjach wyścig nie skończył się sprintem: Tchmil, Pozzato i Cancellara triumfowali po ataku na ostatnim kilometrze; Bettini i Gerrans wygrali po udanej ucieczce małej grupy na Poggio. Zwycięstwa Gossa i Ciolka można też liczyć jako udaną ucieczkę odpowiednio dziewięciu i siedmiu kolarzy, choć obaj są znanymi sprinterami.

Nowy podjazd, Le Manie, dodany w 2008 r., nie zmienił charakteru wyścigu na tyle ile oczekiwano. Decyzja we wrześniu 2013 r. wprowadzenia bardziej wymagającego podjazdu, La Pompeiana, wzbudziła spore kontrowersje i dyskusje między tymi, którzy doceniają tradycję, a tymi, którzy uważają, że poprzednia trasa była zbyt łatwa. Jednak spore ulewy w poprzednich tygodniach i kilka osuwisk zmusiły organizatorów do usunięcia tego podjazdu. Ani Le Manie, ani Pompeiany nie wróciły w bieżącym roku, dlatego od 2014 r. trasa jest niemal identyczna do tej od 1983 r. do 2007 r. Jedyna znacząca różnica to lokalizacja linii mety.

Wraz z Paryż – Roubaix, którego organizatorzy zostali zmuszeni jednak przeprowadzić start do Compiègne i którzy nieustannie muszą szukać nowych odcinków brukowych, Mediolan – Sanremo jest monumentem, którego trasa najmniej się zmieniła podczas jego 105 edycji. Zmieniło się kolarstwo i nieuchronnie zmienił się też charakter wyścigu, jednak w ostatnich dekadach mniej niż można przypuszczać. Od wielu lat nie zmieniła się esencja tego wyścigu, to jest walka między “klasykowcami”, a sprinterami. Dopiero drugorzędne jest to, że obecnie właśnie sprinterzy częściej wygrywają tę walkę.

Trasa i przebieg

Mapa Mediolan San Remo 2015

 

Ze swoimi 293 kilometrami, Mediolan – Sanremo jest najdłuższym wyścigiem w kalendarzu i jednocześnie najłatwiejszym, patrząc na profil. W jego połowie widać, jak łagodny jest podjazd Turchino, w końcu Cipressa i Poggio nie robią wrażenia, a trzech przylądków, Capi, nawet się nie zauważa.

Mglisty start

Start odbędzie się o 10.10 na południowym obrzeżu Mediolanu. Pierwsze sto kilometrów są zupełnie płaskie. Tak jak Paryż – Nicea jest znany jako wyścig ku słońcu, Mediolan – Sanremo jest często, dosłownie, wyścigiem ku wiośnie. W marcowych godzinach porannych Mediolanowi i całej Nizinie Padańskiej często towarzyszy mgła lub pochmurne niebo. Możliwy jest deszcz, z pewnością będzie zimno. Krajobraz nie jest piękny, trochę przemysłowy, dużo niekończących się pól. Można rozumieć, jeśli pomysł spędzenia siedmiu godzin w takich warunkach nie jest zachwycający. A jednak wszyscy kolarze pojawiają się na starcie. A kilku, lub kilkunastu z nich robi więcej: łapie się w ucieczkę, dobrze wiedząc, że nie ma szansy powtórzyć wyczynu Coppiego z 1946 r. Chodzi tu głównie o reprezentantów mniejszych drużyn. Najważniejsze drużyny mogą wstawić kogoś w ucieczkę, żeby oddać innym odpowiedzialność gonienia, ale muszą dokładnie liczyć sobie potrzeby i role swoich zawodników. Ucieczka będzie na pewno skasowana, ale często ostatni jej uczestnicy przetrwają aż do przylądków. Ucieczka może trwać 250 km, aż dwie dobre godziny relacji telewizyjnej na żywo.

Profil Mediolan San Remo 2015

Każdy ma swój plan

Strategia faworytów jest prosta. Sprinterzy chcieliby, żeby wyścig był jak najspokojniejszy, żeby oszczędzać nogę i być na tyle świeżym, żeby bez problemów pokonać Cipressę i Poggio w peletonie, nie pozwalając uciekinierom na więcej niż parę sekund przewagi na szczycie. Klasykowcy natomiast woleliby, żeby wyścig był jak najbardziej wymagający, żeby skończyły się siły sprinterów i mieć lepszą możliwość robienia różnicy na końcowych podjazdach.W praktyce jednak strategia jest bardziej skomplikowana.

Po pierwsze, podzielenie na sprinterów i “klasykowców” jest zbyt proste. Taki Degenkolb jest na papierze bardziej wytrzymały na podjazdach niż Greipel lub Cavendish; Sagan jest chyba szybszy niż Gerrans, który pewnie pokonałby w sprincie Nibalego. Dlatego każdy z faworytów chciałby, żeby tempo było na tyle mocne, żeby szybsi od niego sprinterzy odpadali na podjeździe, ale na tyle słabe, żeby sam nie odpadł z peletonu. Po drugie, obecnie najlepsze drużyny mają szereg dobrych zawodników i możliwie więcej niż jednego kapitana. Więc będzie plan A i plan B i może nawet plan C. Po trzecie, Sanremo jest tak nietypowym wyścigiem, że trudno zawodnikowi przewidzieć podczas jazdy, jak będą odpowiadały nogi po prawie 300 kilometrach.

Nieraz wyścig ustawił się idealnie dla najlepszego sprintera, aż do 200 metrów przed metą, ale ten nagle czuł ciężar całego dystansu i morderczego tempa na podjazdach, więc nie był w stanie walczyć o zwycięstwo.

Passo del Turchino

Wracając do pierwszej ucieczki dnia, ta prędko zdobywa kilkunastominutową przewagę. Przez pierwsze 100 kilometrów rzadko jakaś drużyna w peletonie bierze na siebie odpowiedzialność poważnego gonienia ucieczki. Każdy zawodnik, który mocno pracuje na czele peletonu w pierwszej połowie wyścigu, będzie nieużyteczny w decydujących fazach. Dlatego czasami rodzą się spory między drużynami faworytów, które oskarżają się wzajemnie o pozwalanie na zbytnią przewagę ucieczki, lub o zbyt niskie tempo, które nie męczy sprinterów. Wszystko się zmienia na Turchino. Obecnie tego nawet nie można nazwać podjazdem. Od miejscowości Ovada droga delikatnie ciągnie w górę, ale tylko ostatnie dwa kilometry osiągają nachylenie ok. 5 %. Jednak na Turchino peleton zwykle się budzi. Tradycyjnie – choć tak nie było w ostatnich latach – zmienia się pogoda, nagle pojawia się morze i słońce: wyścig dojeżdża do wiosny. Po 12-kilometrowym zjeździe kolarze trafią do brzegu. Ogólny kierunek wyścigu zmienia się od południowego do południowo-zachodniego i od tej pory ważny będzie kierunek i siła wiatru. Mocny przeciwny wiatr znaczyłby, że szanse udanego ataku na Poggio są nikłe. [na dzień dzisiejszy jeszcze zbyt wcześnie, żeby dokładnie prognozować pogodę na 22 marca, ale na razie wygląda następująco: zmienna pogoda z deszczem prawdopodobnie na starcie i z możliwością opadów przez cały dzień. Wiatr słaby na starcie; wiatr mocny, północny lub północno-wschodni w drugiej części wyścigu aż do mety. To znaczy, że kolarze będą mieli wiatr w plecy lub wiatr boczny, co powinno sprzyjać atakom].

Nerwowość i trzy Capi

Peleton niekoniecznie się budzi, żeby złapać uciekinierów – i tak jednak nie mają szansy. Peleton się budzi, bo następne 110 km przy brzegu, do początku Cipressy, jest trudniejszym odcinkiem od tego, co mówią mapy i profile. Z wyjątkiem Cipressy i Poggio, trasa do mety prowadzi po starożytnej drodze via Aurelia. Droga ta jest pełna zakrętów i zwężeń; co kilka kilometrów przejeżdża przez miejscowość lub miasteczko, bez obwodnic, ponieważ dla tych, którzy podróżują daleko, jest w pobliżu autostrada.

Nie brakuje kraks i wszyscy chcą znajdować się blisko czoła peletonu. Robi się nerwowo i kolarze męczą się i fizycznie, i mentalnie. Z powodu kraks peleton często dzieli się na dwie lub więcej grup. Szczyt tej nerwowości peleton osiąga na trzech przylądkach. Nie są tak decydujące jak kiedyś, ale odegrają ważną rolę. Są to trzy ok. 2,5-kilometrowe niestrome podjazdy i następujące po nich zjazdy w szybkiej kolejności, które zaczynają się trochę ponad 50 kilometrów przed metą. Po Capo Mele i Capo Cervo peleton – który właśnie tutaj dogania ostatnich uciekinierów – rozbije się na najtrudniejszym z nich, Capo Berta. Zjazd jest dość wymagający i peleton może się rozbić również na nim. Grupa, lub grupy, mają osiem kilometrów, żeby zrozumieć, jaka jest sytuacja w wyścigu, połączyć się ponownie i przygotowywać się do ostatnich, decydujących 27 kilometrów.

Cipressa

W miejscowości San Lorenzo al Mare, zakręt w prawo oznacza początek najtrudniejszego podjazdu całego wyścigu: Cipressy – choć puryści wolą nazwę Costarainera. Jest to podjazd długości 5,6 kilometrów, średniego nachylenia 4,1 %, choć trochę po połowie osiąga 9 %. Ostatnie dwa kilometry mają tylko trochę ponad 2 %.

Podjazdy Mediolan San Remo 2015 Cipressa

Słynni kolarze atakowali na Cipressie. Tam Gianni Bugno został sam w 1990 r. i dojechał do mety, tam stworzyła się decydująca ucieczka w 1996 r., tzn. zaraz przed erą sprinterów. Od tej pory atak na Cipressie już się nie powiódł, choć podjazd ten prawie zawsze gwarantował spektakl. Chyba bardziej znany niż końcowy wynik wyścigu w 1999 r. był atak Marco Pantaniego, do którego szybko się dołączył Michele Bartoli. W 2003 r. atakował tam Paolo Bettini we wspaniałej formie. On przyciągnął ze sobą Rebellina, Winokurowa i Freirego. Atak został później zneutralizowany, ale najsilniejszy kolarz tego dnia nie poddał się i atakował ponownie na Poggio z powodzeniem.

W 2008 r. Bettini spróbował ponownie, ale tym razem bezskutecznie. Również bez powodzenia w ostatnich latach przynajmniej dwa razy na Cipressie zaatakował Vincenzo Nibali. Obecnie Cipressa jest idealnym miejscem do ataku drugiego kapitana drużyny, jak również pierwszym poważnym momentem, żeby zgubić kilku sprinterów. Zaraz po szczycie rozpoczyna się trudny zjazd, trudniejszy niż ten z Capo Berta. Czasami są tu kraksy, czasami ataki: jak ten Mirko Celestiniego w 2004 r. lub czwórki uciekinierów w 2011 r. Problem stanowi następny 9-kilometrowy płaski odcinek ponownie na Aurelii, od końca zjazdu z Cipressy do początku Poggio. Tu bardzo często już tylko kilkudziesięcio-osobowy peleton złapie tych, którzy próbowali swoich szans na Cipressie. Ta praca peletonu z drugiej strony oznacza, że ktoś ze sprinterów “zużywa” tutaj ostatnich swoich pomocników.

Poggio di Sanremo

Emocje nad emocjami, nareszcie chwila, na którą wszyscy czekają: ostry zakręt w prawo i zaczyna się Poggio di Sanremo. Podjazd ten jest łatwiejszy od Cipressy: długość 3,7 km, nachylenie 3,7 %, maksymalnie 8 % ok. 800 m przed szczytem. Nie ma takich podjazdów w innych klasykach: w Roubaix chodzi o bruki, a nie o podjazdy; w Ronde van Vlaanderen o strome, brukowane ściany; Liège i Lombardia mają całkiem inne przewyższenia i nachylenia. Podjazd ten w innym wyścigu nie miałby wielkiej wartości, ale tutaj rozgrywa się los jednego z monumentów.

Podjazdy Mediolan San Remo 2015 Poggio

W latach dziewięćdziesiątych czas przejazdu był między 5’46”, a 5’55” (38 km/h), w ostatnich latach czasy są powyżej sześciu i pół minuty. To wskutek czystszego peletonu, może też zmienionych taktyk: średnia prędkość w latach 90- tych nie była znacznie większa niż dzisiaj. Podjazd zaczyna się kilkoma ostrymi zakrętami i czasami pierwsi uciekinierzy muszą nawet hamować. Najbardziej doświadczeni kolarze czekają jednak z atakiem: po dwóch kilometrach, kiedy po lewej stronie pojawia się kościół, zaczyna się prosty odcinek, najpierw prawie płaski. Dopiero ok. kilometr przed metą ta prosta zaczyna iść pod górę przez paręset metrów i tam trzeba uderzyć, jeszcze zwiększając przewagę na płaskim półkilometrowym odcinku przed szczytem. Jeśli uciekinier, lub uciekinierzy, mają kilka-kilkanaście sekund, mogą marzyć o zwycięstwie. W ostatnich osiemnastu latach udało się ok. cztery razy. Zakręt w lewo i zaczyna się zjazd z Poggio, który jest bardzo wymagający, choć w ostatnich latach rzadko tam były wypadki. Uciekinierzy zjeżdżają jak najszybciej, natomiast w peletonie może być zamieszanie: drużyny przeliczają się, czy w grupie jest nasz sprinter? czy są pomocnicy? Zjazd trwa 3,2 kilometra. Niestety dla uciekinierów, wyścig jeszcze się nie kończy.

Wszystkie drogi prowadzą do via Roma

W tym roku trasa została zmieniona. Meta wraca do kultowej via Roma, gdzie po raz ostatni wyścig skończył się w 2007 r. Co najważniejsze, meta jest pół kilometra bliżej niż w ostatnich latach. Wtedy od szczytu Poggio brakowało 6,1 kilometra do mety, od końca zjazdu 2,85. Teraz odpowiednio 5,55 i 2,35 kilometra. Prawdopodobnie uciekinierzy mają jeszcze parę sekund przewagi, ale ten płaski odcinek do mety w ostatnich latach często bezlitośnie zabijał nadzieję atakujących.

Wszystko będzie zależało od peletonu: czy są sprinterzy, czy mają pomocników, czy jedna lub więcej drużyn ma siłę i organizacje, żeby gonić? Czasami w ostatnich kilometrach panował chaos, z którego skorzystał jeden kolarz. W 1999 r. Andrej Tchmil zaatakował 800 m przed metą. Zabel i Polak Zbigniew Spruch nie zdążyli go złapać, choć zostali sklasyfikowani z tym samym czasem. W 2006 r. spróbował swoich szans Rinaldo Nocentini, 600 m przed kreską. Kontratakował Filippo Pozzato i obronił się skutecznie przed sprintem Petacchiego. W 2008 r. ataki i kontrataki spowodowały podzielenie się peletonu na zjeździe. Z zamieszania skorzystał Fabian Cancellara trochę przed ostatnim kilometrem. Wtedy był on zaskakująco mocny w takich akcjach: wystarczyło mu parę metrów przewagi, żeby z powodzeniem dojechać do mety.

Cipressa, Poggio, ostatni kilometr

Mediolan – Sanremo na pewno jest wyjątkowo emocjonujący w wielu fazach; a mimo tego najprawdopodobniejszy wynik to sprint grupy liczącej kilkudziesięciu kolarzy. To jednak nie typowy sprint z wyścigu etapowego: z zasady nie ma pociągów, trudno przewidzieć, kto ma najświeższą nogę po trzystu kilometrach. Trzy zwycięstwa Oscar Freire’a, który uwielbiał ponad 250-kilometrowe wyścigi, nie są przypadkiem; znaczące są też, oprócz jego jednego zwycięstwa, wspaniałe cztery inne miejsca na podium Cancellary, który sprinterem nie jest, ale który np. w ubiegłym roku pokonał m.in. Swifta, Lobato, Cavendisha, Colbrellego, Modolo, Ciolka i Sagana, tylko Kristoff okazał się szybszy. Jednym słowem, aż do ostatniego metra są emocje i rzadko wygrywa artysta jedynego przeboju.

Ostatni kilometr Mediolan San Remo 2015

Faworyci

Lista faworytów 106. edycji wyścigu Mediolan – San Remo jest wyjątkowo długa. Trudno przewidzieć z pewnością, czy wyścig skończy się sprintem, czy ucieczką; trudniej przewidzieć, kto odpowiednio mógłby wygrać sprint lub zabrać się do udanej ucieczki i pokonać innych atakujących.  Prawie każda drużyna ma jednego faworyta w swoich szeregach, niektóre mają ich kilku.

Faworyci według bukmacherów

W ubiegłym roku zwyciężył Alexander Kristoff (Team Katusha).

Może wtedy mało znany kibicom, udowodnił później, że triumf w San Remo nie był przypadkiem, wygrywając jeszcze 17 razy w 2014 r., m.in. dwa etapy w Tourze i już pięciokrotnie w bieżącym sezonie. Kristoff jest w formie i jeśli wyścig się skończy sprintem, będzie on poważnym kandydatem do powtórnego zwycięstwa. On nie boi się dystansu i jego atutem może być prognozowana zimna i deszczowa pogoda. Będzie miał solidną drużynę do pomocy, zaczynając od weterana tego wyścigu, Luca Paoliniego.

Już od kilku lat jednym z kandydatów do zwycięstwa zarówno w San Remo jak i w brukowanych monumentach jest Peter Sagan (Tinkoff – Saxo). Po mistrzostwach kraju w czerwcu ubiegłego roku, nie wygrał żadnego wyścigu, do przedostatniego etapu tegorocznego Tirreno – Adriatico i pewnie czuł presję oczekiwań wobec niego. Faktem jest, że Sagan nigdy nie wygrał monumentu. Z drugiej strony, jest on jeszcze młody, ze wspaniałego dla kolarstwa rocznika 1990. On mógłby wygrać i w sprincie z peletonu i w ucieczce na Poggio, tak prawie udało mu się  dwa lata temu. Wielką niewiadomą jest siła jego drużyny.  Jego ważny pomocnik Daniele Bennati wycofał się z Tirreno z zapaleniem ścięgna i nie wiadomo w jakim stanie pojawi się na starcie. Na pewno solidną pracę wykona Maciej Bodnar.

Trzeci wielki faworyt według bukmacherów to Mark Cavendish (Etixx – Quickstep). Zwycięzca w 2009 r. zaczął bieżący sezon znacznie lepiej niż ubiegły rok, wygrywając już kilkakrotnie. W Tirreno jednak przeziębiony Cavendish rozczarował . Jego drużyna jest bardzo mocna, ale ma również inne opcje niż postawić wszystko na niego. Największym wyzwaniem dla Cavendish będzie ostatni podjazd, Poggio.

John Degenkolb (Team Giant – Alpecin) był jednym z największych faworytów w 2014 r. Niestety złapał on gumę w najgorszym możliwym momencie, zaraz przed Poggio. Później pokazał, że nie jest tylko typowym sprinterem, m.in. drugim miejscem w Roubaix. W tym roku zrobiło wielkie wrażenie jego zwycięstwo pod górę w trzecim etapie Dubai Tour. Jego drużyna stawia wszystko na niego i już ponad miesiąc temu oznajmiła, że nie będzie w wyścigu jej drugiego znakomitego sprintera, Marcel Kittela.

Inni sprinterzy

Wyścig często kończy się sprintem, więc grono faworytów jest pełne sprinterów. Dobry początek sezonu miał Juan José Lobato (Movistar Team), czwarty w 2014 r. Jego drużyna jest wszechstronnie mocna. Mają m.in. drugiego sprintera, José Joaquín Rojasa, ale dla niego będzie trudne nie odpaść z peletonu podczas ostatnich podjazdów. To samo można powiedzieć o André Greiplu (Lotto Soudal) i Nacer Bouhannim (Cofidis), wybitnych sprinterach, dla których najtrudniejszym zadaniem będzie dojechać do finałowej prostej w pierwszej grupie.

Całkiem inny typ sprintera to Michael Matthews (Orica GreenEDGE).  Rok temu w Giro wygrał etap do Montecassino nie odpadając z grupy podczas dziewięciokilometrowego podjazdu; a w tym roku pokazał swoją formę na trudnej końcówce trzeciego etapu Paryż – Nicea. Inni sprinterzy, którzy mogliby zaskoczyć, to dobrze pedałujący Ben Swift (Team Sky), zwycięzca sprzed dwóch lat Gerald Ciolek (MTN-Qhubeka), czy Francuz Arnaud Demare (FDJ).

Klasykowcy

Jednym z faworytów z pewnością jest Fabian Cancellara (Trek Factory Racing), który stanął na podium tego wyścigu już pięć razy. W Tirreno – Adriatico pokazał, że forma rośnie. Choć to całkiem inny typ kolarza niż Sagan, on również może czekać na sprint lub spróbować swoich sił na Poggio – albo nawet gdzie indziej.

Greg Van Avermaet (BMC Racing Team) może do tej pory nie wygrał tyle ile można było po nim oczekiwać, ale zawsze jest bohaterem w wymagających wyścigach. Forma na pewno jest, jak udowadnia drugie miejsce w Strade Bianche i zwycięstwo etapowe w Tirreno.  Drugim kapitanem zespołu będzie Philippe Gilbert, który jeździł Paryż – Nicea jako trening do San Remo. Może Gilbert będzie próbował na Cipressie, a van Avermaet na Poggio?

Ciekawe, co proponuje Zdenek Stybar (Etixx – Quick Step).  On jest tylko jednym z faworytów swojej drużyny i w San Remo brakuje jego ulubionego szutru lub bruku, ale forma jest wysoka. On już nie jest przełajowcem, który przypadkiem trafił na szosę, lecz prawdziwym klasykowcem.

Również w formie jest, jak pokazał w Nicei, Francuz Tony Gallopin (Lotto Soudal). On mógłby zaatakować dość wcześnie, dużo zależy od taktyki drużyny. W Strade Bianche najwięcej pokazał się Alejandro Valverde (Movistar Team), choć w końcu brakowało mu sił. Ciekawe też, jaka będzie kondycja Edvald Boasson Hagena (MTN-Qhubeka). W Nicei podziwialiśmy dobrą jazdę Rui Costy (Lampre – Merida).

Włosi

Ostatnim włoskim zwycięzcą był  Filippo Pozzato w 2006 r. i wszystko wskazuje na to, że oni będą musieli jeszcze czekać. Pozzato (Lampre – Merida) jest w lepszej formie niż w ostatnich latach, ale czy to wystarczy do zwycięstwa? Lampre ma również paru dobrych sprinterów, Davide Cimolai i Niccolò Bonifazio, którzy mogą jednak czuć zbytnią presję odpowiednio dobrych ostatnich rezultatów i młodego wieku.

Rozczarowany po pierwszym górskim etapie w Tirreno, Vincenzo Nibali (Astana Pro Team) zapytał siebie „po co mi Tirreno, skoro forma jest taka, a trasa bez Le Manie mi nie pasuje?”. Parę dni później jest bardziej optymistyczny i zapowiada walkę. Na Poggio będą fajerwerki, przewiduje, ale też na Cipressie coś mogłoby się zdarzyć, choć ucieczka musi być kilkuosobowa, samemu nie ma sensu. Druga włoska karta w drużynie to sprinter Andrea Guardini, chociaż dystans i końcowe podjazdy mogą się okazać dla niego zbyt trudne.

Bardiani – CSF Pro Team obiecuje walkę. Największym atutem miał być Sonny Colbrelli, ale niestety przez cały początek sezonu on miał małe kłopoty zdrowotne; dlatego ważnym ‘treningiem’ dla niego miał być Tirreno – Adriatico, ale przeziębienie zmusiło go do wycofania się. Kapitanem będzie więc Enrico Battaglin, który będzie próbował ataku przed metą. Inni Włosi, którzy mogliby coś próbować, to często atakujący Alessandro De Marchi (BMC  Racing Team), uczący się („wystarczyłoby mi w tym roku dojechać do mety”) Giacomo Nizzolo (Trek Faktory Racing), Giovanni Visconti (Movistar Team), Moreno Moser (Team Cannondale – Garmin), Gianpaolo Caruso (Team Katusha) i cała Androni Giocattoli, m.in. Franco Pellizzotti.

Polacy i CCC Sprandi Polkowice

Ostatni, ale nie mniej ważni, Polacy. Wszyscy, nie tylko w Polsce, czekają na Michała Kwiatkowskiego (Etixx Quick Step).  Dzień po wspaniałym Paryż – Nicea wraz z Michałem Gołasiem już wypróbował trasę. Trudne, mokre warunki mogłyby pokazać jego umiejętności techniczne na zjeździe, na krótkich podjazdach ma mało rywali, a w sprincie małej grupy byłby jednym z faworytów. Ostatni zwycięzca wyścigu, który nosił tęczową koszulkę, był Giuseppe Saronni w dalekim 1983 r. Miejmy nadzieję, że następnym triumfatorem w tęczowej koszulce będzie właśnie Polak!

Tinkoff Saxo do składu powołał Macieja Bodnara, jako jedenego z najlepszych pomocników na płaskich odcinkach. Nie będzie Przemysława Niemca (Lampre – Merida), który woli dłuższe podjazdy. Zobaczymy za to Bartosza Huzarskiego (Bora – Argon 18), w drużynie, która będzie chciała pokazać się w ucieczce – może właśnie z solidnym Polakiem, który nie boi się ani kilometrów, ani złej pogody.

Zaproszenie do wyścigu dostała polska grupa kolarska CCC Sprandi Polkowice. Drużyna jednak mocna. Maciej Paterski będzie miał wolną rękę, Słoweniec Grega Bole będzie czekał na sprint, a wczoraj pokazał że jest w dobrej formie. Trzymamy kciuki za “pomarańczowych”.

Program minutowy > tutaj

Transmisja TV

Polski Eurosport pokaże ponad dwugodzinną relację na żywo. Start 14:30.

Leonardo Poli

Foto: www.gazetta.it