Kraksa, wielka pogoń, atomowy atak, rekordowe czasy na Cipressie i Poggio, wreszcie zwycięski finisz na Via Roma w San Remo i tym samym triumf w Mediolan-San Remo – ostatnie kilometry 117. edycji Mediolan-San Remo były wprost szalone dla Tadeja Pogačara. Teraz jednak dowiedzieliśmy się, że Słoweniec pokonywał je na rowerze, w którym miał pękniętą ramę.
Choć od 117. edycji Mediolan-San Remo mijają kolejne dni, to cały czas dowiadujemy się nowych, często bardzo ciekawych faktów na temat przebiegu rywalizacji we włoskim monumencie. Teraz swoje 3 grosze dorzucił Boštjan Kavčnik – mechanik UAE Team Emirates-XRG, który zdradził, że na skutek kraksy mającej miejsce przed Cipressą, doszło do pęknięcia ramy w rowerze Tadeja Pogačara. Słoweniec nie był jednak tego świadomy i na takim sprzęcie dotarł aż do mety.
Dopiero po finiszu zdaliśmy sobie sprawę, że Tadej jechał finałowe kilometry na pękniętej ramie. Tylny widelec był uszkodzony, ale na szczęście trzymał się kupy. Gdyby Tadej znał prawdziwy stan roweru, w życiu nie zjeżdżałby tak agresywnie – tymczasem oglądaliśmy nawet jak atakował na zjeździe i próbując znaleźć kres możliwości Toma Pidcocka. Wracając jednak do roweru – Tadej uderzył lewą stroną, nie uszkadzając nic. Sam zresetował przerzutkę w trybie awaryjnym, nie zauważył innych uszkodzeń, to dlatego nie zmienialiśmy roweru. Teraz, kiedy już wiemy, że jednak było tam pęknięcie, decyzja może być tylko jedna. Rower trafi teraz do jego specjalnej kolekcji, albowiem nie nadaje się do użytku
— mówił Boštjan Kavčnik w rozmowie dla słoweńskiego Delo.
Jak widać takie uszkodzenia nie przeszkodziły Tadejowi Pogačarowi w bardzo szybkiej jeździe – w sobotę mistrz świata pobił rekordy wspinaczek na Cipressę i Poggio di Sanremo. Pomocne mogło być w tym odchudzenie jego roweru, o którym więcej opowiedział mechanik UAE Team Emirates-XRG.
Nawiasem mówiąc, Tadej po raz pierwszy zdecydował się na pojedynczą przednią tarczę. Dzięki usunięciu przedniej przerzutki i dodatkowej tarczy zaoszczędziliśmy na wadze i poprawiliśmy aerodynamikę. Zastosował również wyższe koła z węższymi oponami – 28 mm w tym roku w porównaniu z 30 mm w zeszłym roku. Nasz zespół ds. osiągów obliczył, że taka konfiguracja będzie optymalna na tak szybki wyścig
— zdradzał Boštjan Kavčnik.
Jak widać zatem wielki sukces Słoweńca był z jednej strony dziełem jego genialnych nóg, z drugiej bardzo wnikliwego przygotowania się ekipy, a z jeszcze innej masy szczęścia – aż strach pomyśleć co by się mogło wydarzyć, gdyby pęknięty widelec nie wytrzymał na jednym ze zjazdów. To już jednak tylko gdybanie, a rzeczywistość jest taka, że Tadej Pogačar może się pochwalić wygraną w Mediolan-San Remo i nikt ani nic mu już tego nie odbierze!









Geniusz, maestro!
miał dużo szczęścia w tej całej sytuacji że nic się nie stało. Dla mnie najlepszy kolarz dekad a może i wszech czasów. Brawo
Taka wywrotka i rama pęka, szkoda słow na te „milionowe” rowery.
Pękła albo i nie pękła. Równie dobrze to mogą być „wesołe opowieści Carery” spod znaku tych, że to samochód Vismy skontuzjował Tadka na TdF – kto to niby teraz zweryfikuje? A legenda globalnego super idola Pogaczara rośnie – już wszyscy zdają się nie pamiętać, że wygrał m.in. dzięki temu, że tego główny konkurent też miał kraksę i w przeciwieństwie do Słoweńca nie mógł liczyć na wsparcie całej drużyny na tamtym etapie wyścigu…
Jakieś zdjęcia tego „pękniętego” widelca?
Niech wystawi ten rower na licytację (poprzedni wylicytowano za bajońską sumę, więc i ten ma szansę pójść za grubą kasę), a do prywatnej kolekcji niech pomyśli o jakimś egzemplarzu z włoskiej manufaktury lub od polskiego „rzemieślnika” na ramie z tytanu lub z porządnej stali.
opony 28mm….ciekawe co teraz powiedzą forumowi napinacze od szerokich papci….”bo Tadek jechał na realnie 34″.