Wygrana w Primaverze, pierwszym monumencie roku, jest marzeniem każdego kolarza. Walka na niemal 300 km, często ze śniegiem, deszczem i wiatrem czyni ten wyścig bardzo ciężkim, ale też jeszcze bardziej atrakcyjnym. Jak zachować się na trasie, żeby wygrać? Odpowiedź na to pytanie chciałby poznać każdy kolarz świata.

1. Odjazd na solo – Fausto Coppi, 1946

Ówczesna edycja toczyła się pod koniec zimy, ale czuć już było nadchodzącą wiosnę. Turchino stanowiło swoistą granicę obu pór roku. Przed podjazdem zawodnicy kręcili w zimnym wietrze północnych Włoch przez około 160 km. Po przekroczeniu szczytu zjechali na olśniewającą Rivierę i zbliżającą się wiosnę.

Coppi był jednym z pięciu kolarzy, którzy oderwali się na początku wyścigu. Na podjeździe pod Turchino Włoch wydawał się być nie z tego świata. Ostatnim, który utrzymywał mu koło był Francuz, Lucien Teisseire, ale i on został zdystansowany przez Coppiego, który samotnie wyjechał z tunelu przed szczytem.

Około 145 kilometrów przed metą Fausto zbudował przewagę ponad 14 minut i „na solo” wjechał na metę w Sanremo. Gazety odczytały to zwycięstwo w pierwszej edycji Primavery po drugiej wojnie światowej jako symbol połączenia Włoch i wygranej nad faszyzmem.

2. Ucieczka od samego początku – Marc Gomez, 1982

Po zarzutach kierowanych w stronę organizatorów, jakoby trasa wyścigu była zbyt łatwa, Vincenzo Torriani zdecydował się w 1982 roku dodać podjazd pod Cipressę. Oczekiwania wobec góry były spore – miała stać się miejscem decydującym o wygranej w wyścigu. Prawdopodobnie tak było, ale nie w sposób, jakiego wszyscy się spodziewali.

Nie było większej reakcji ze strony peletonu, gdy 13-osobowa grupka zbudowała 10-minutową przewagę na płaskiej trasie Lombardii. Odpowiedź – gdy wreszcie nadeszła – nie miała spodziewanej siły. Faworyt, Giuseppe Saronni, odpadł na Turchino z powodu zimna. Ekipy Famucine Francesco Mosera i Sammontana Moreno Argentina nie mogły zdecydować kto ma gonić. Być może było to spowodowane strachem przed finałowym podjazdem pod Cipressę.

Zanim dojechali na Cipressę, ucieczka mknęła już w dół. Jedynie dwóch zawodników – Marc Gomez oraz Alain Bondue zdołało utrzymać się w ucieczce po przekroczeniu szczytu. Utrzymali ponad 3 minuty przewagi na Poggio. Rozdzielili się na morderczych zjazdach, gdzie Bondue dwukrotnie zaliczył upadek. Gomez zdołał utrzymać 10 sekund przewagi nad pechowcem i zaliczył największe zwycięstwo w karierze. Za nim Argentin pokonał Mosera w sprincie po trzecie miejsce.

3. Odjechać przed Cipressą – Gianni Bugno, 1990

Dziwne rzeczy działy się w kolarstwie w roku 1990, kiedy Gianni Bugno zwyciężył w Giro d’Italia nosząc koszulkę lidera przez cały wyścig i dominując przy każdej okazji. Rok rozpoczął wielkim triumfem w Mediolan – Sanremo z rekordową średnią prędkością 45.8 km/h.

Spokojny, ułożony Bugno dzięki zachowawczym rozmowom z dziennikarzami zyskał przydomek Vedremo – „Zobaczymy”. Podobnie wyglądała jego jazda na rowerze. Chłopak z Monzy rozpoczął karierę w 1986 roku ze świetną opinią, ale zawodził zajmując drugie i trzecie miejsca większych wyścigów i tracąc szansę na zwycięstwo.

Instynkt Gianniego zadziałał w 1990 roku na Mediolan – Sanremo. Boczne wiatry na Rivierze porwały peleton wcześniej niż zwykle dzieląc go na trzy duże grupy. Kiedy Angelo Canzonieri wyskoczył do przodu po przekroczeniu Imperii, Bugno, choć raz, nie myślał dwa razy o złapaniu koła. Na Cipressie Bugno zaatakował samotnie i miał 15 sekund przewagi nad goniącymi wjeżdżając na Poggio. Pomimo gonitwy Rolfa Gölza, Włoch utrzymał przewagę i został pierwszym zwycięzcą reprezentującym gospodarzy od czasu Francesco Mosera, sześć lat wcześniej. Jego zwycięstwo zapowiadało dekadę dominacji Włochów i ich drużyn w klasycznych wyścigach.

4. Zjazd z Poggio jak kamikadze – Sean Kelly, 1992

Mediolan – Sanremo jest klasykiem, gdzie zwykle startuje szerokie grono mocnych kolarzy. W 1992 roku Moreno Argentin stawiany był jednak jako zdecydowany faworyt w pogoni za zwycięstwem. Argentin dominował wiosną wygrywając między innymi trzy ostatnie etapy Tirreno-Adriatico.

Faworyt czterokrotnie przyspieszał na podjeździe pod Poggio zanim udało mu się oderwać od przeciwników. Osiągnął szczyt z przewagą, która, wydawało się, dawała mu wygraną. Kamery skupiały się na liderze, ale rzut z helikoptera ukazał Seana Kelly’ego zbliżającego się w zatrważającym tempie.

Kelly złapał Argentina przy bramce oznaczającej ostatni kilometr i kilkukrotnie odrzucił zaproszenia do podyktowania tempa. Czuł rosnącą panikę faworyta. Mediolan – Sanremo było głównym celem Moreno, podczas gdy Kelly (zwycięzca z 1986 roku) nie był postrzegany jako zawodnik mogący powalczyć o wysoką lokatę. Zdesperowany Argentin rozpoczął sprint zbyt wcześnie i Irlandczyk bez problemu objechał go odbierając wymarzone zwycięstwo zostając ostatnim kolarzem, który zwyciężył La Primaverę w… noskach przy pedałach.

5. Wystawić koło w ostatniej chwili – Oscar Freire, 2004

Po zwycięstwach na 15 etapach Wielkich Tourów w 2003 roku, a potem dominacji na płaskich etapach Giro della Provincia di Lucca oraz Tirreno-Adriatico, Alessandro Petacchi miał tylko potwierdzić wielką formę łatwą wygraną w Via Roma w 2004 roku. Siła Fassa Bortolo tylko zwiększała jego pewność siebie, a gdy trasa wypłaszczyła się po zjeździe z Poggio, faworyt chował się za niemniej niż pięcioma “gregarios”. Zwycięstwo było nieuniknione.

Pippo Pozzato, Marco Velo oraz Guido Trenti fantastycznie rozprowadzili Petacchiego, ale Ale-Jet popełnił błąd zakładając, że sprint po niemalże 300 km ścigania będzie łatwy jak każdy inny. Zbyt wcześnie rozpoczął finisz i osłabł na ostatnich 100 metrach, kończąc na czwartym miejscu.

Petacchi nie był jedynym zaskoczonym kolarzem. Erik Zabel trzymał się koła Włocha na ostatnich kilometrach i bazował na sprincie faworyta. Jego głównym błędem było założenie, że jeśli pokona Alessandro, to wygra wyścig poraz piąty. Zabel nawet podniósł ręce w geście radości – problem w tym, że Oscar Freire wystawił koło i odebrał mu zwycięstwo na linii. „Byłem pewien, że skoro wyprzedziłem Petacchiego, to wygrałem. Nie zauważyłem objeżdżającego mnie Freire.”

Michał Kapusta

Źródło – cyclingnews.com