Przemysław Niemiec małe„Jeśli forma będzie dopisywać, chciałbym wystartować na mistrzostwach świata we Florencji, które będą rozgrywane na moich śmieciach. Trasa wyścigu przebiega 200 m od mojego domu, na niektórych jej odcinkach jeżdżę codziennie, gdy jestem we Włoszech” – pisze Przemysław Niemiec na swoim blogu. Kolarz Lampre-Merida wznowił już treningi po wakacyjnej przerwie, w najbliższy weekend wystartuje w dwóch klasykach.”

Poniżej znajduje się pełna treść nowego wpisu Przemysława Niemca.

„Kolarz też człowiek i wakacje mieć musi. Kilka dni po Tour de Pologne wyjechałem z rodziną do Włoch, byłem nad morzem i w górach, dużo pozwiedzaliśmy i dobrze wypocząłem. Udało nam się odwiedzić m.in. Sardynię, znałem już ją, ale z siodełka, więc tym razem mogłem się nią bardziej nacieszyć. Później byłem też na kilka dni w Livigno – tam już z rowerem. Przejechałem tam dwa treningi z chłopakami z ekipy szykującymi się do Vuelty. Aż tak długo nie odpoczywałem, porządną przerwę rozpocznę w październiku, za wcześnie byłoby już teraz kończyć sezon. Po wakacjach po prostu jeździłem, bez żadnych specjalnych ćwiczeń, nawet długo, by wróciła przyjemność z kręcenia.

W ostatnią sobotę wystartowałem w Memoriale Pantaniego. Jechałem już w nim kilka razy, bo dla włoskich ekip to ważny wyścig. Sporo było kibiców, których przyciąga nazwisko Pirata. Jak na pierwszy start po urlopie nie było źle, dotarłem na metę w czołowej grupie. Początek i końcówka były płaskie, a w środku jechaliśmy trzy rundy po niecałe 30 km z podjazdem Montevecchio. Miał 4 km, ale był ciężkawy, nachylenie dochodziło do 15%. Jechaliśmy na Duraska, jednak najwyżej z Lampre-Merida finiszował nasz nowy kolarz – Słoweniec Polanc, który był 13. Jechał już w Tryptyku Lombardzkim, na którym moja grupa spisała się bardzo dobrze. Jeden klasyk z trzech wygrał Pozzato, drugi Durasek. Ostatnio Pippo miał nogę także we Francji, zwycięstwo w klasyku World Touru może go przybliżyć do mistrzostw świata. Na Vuelcie nasi ludzie też nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Scarponi i Ulissi walczą, myślę, że zaatakują jeszcze po zwycięstwo etapowe. Widać, że mocny jest Richeze, na pewno można go zaliczyć do czołowych sprinterów wyścigu. W przyszłym sezonie będzie miał u nas nowego kolegę po fachu. Sacha Modolo w mniejszych wyścigach wygrywa wszystko, daje radę na podjazdach, które wielu sprinterów pokonują, będziemy mu pomagać, żeby w World Tourze wykorzystał swój potencjał. Drugi ogłoszony ostatnio przez Lampre-Merida transfer też bardzo mi się podoba. Z Rui Costą będziemy mieli świetnie zabezpieczony Tour de France. Wygrywa wyścigi jednotygodniowe, w Tourze wygrywał już etapy, i to jak! Myślę, że stać go na to, by wejść na kolejny poziom i walczyć we Francji o coś więcej niż etapy.

Wracając do mnie – w najbliższy weekend czekają mnie dwa debiuty. Wystartuję w klasykach Paryż-Bruksela i Grand Prix de Fourmies. Jeszcze nigdy w nich nie jechałem, podobno nie ma tam bruków, co mnie cieszy, bo to nie moja bajka. W planach mam jeszcze start w Grand Prix Wybrzeża Etrusków 21 września. Jeśli forma będzie dopisywać, chciałbym wystartować na mistrzostwach świata we Florencji, które będą rozgrywane na moich śmieciach. Trasa wyścigu przebiega 200 m od mojego domu, na niektórych jej odcinkach jeżdżę codziennie, gdy jestem we Włoszech. Widać, że mistrzostwa coraz bliżej – zrywają asfalt, kładą nowy, dzieje się. Nasza ekipa pojedzie w dziewiątkę, co zwiększa szansę na dobry wynik któregoś z nas. O swoim udziale w mistrzostwach zdecyduję po najbliższych wyścigach. Później jest jeszcze Lombardia, ale zobaczę, jak się będę czuł. Chęci mogą być, ale wiadomo – nic na siłę.

Jeszcze kilka zaległych słów o Tour de Pologne. Trasa wyścigu była bardzo ciekawa i wymagająca, jednak zmęczenie po Tour de France dało o sobie znać i nie mogłem jechać tak, jak bym tego sobie życzył. Wypadało się pokazać na wyścigu dla kibiców, to przede wszystkim dla nich był mój udział w Tour de Pologne. Szczególnie na górskich etapach w Polsce wielu przyjechało specjalnie dla mnie. Żałuję etapu z Gliczarowem, zależało mi, żeby być w odjeździe i uzyskać dobry wynik, ale upadek krótko po starcie pokrzyżował mi plany. Co zrobić, siła wyższa. Cała moja ekipa i kolarze z innych grup bardzo chwalili organizację i byli zadowoleni z wyścigu. Tour de Pologne ma już swoją renomę i myślę, że może być z nim tylko lepiej. Dziękuję za wiele miłych chwil podczas wyścigu i mocne wsparcie. Pozdrawiam i do następnego razu w Polsce czy za granicą”.

Źródło: przemyslawniemiec.blogspot.com

Przemysław Niemiec: po wakacjach czas na rower

„Jeśli forma będzie dopisywać, chciałbym wystartować na mistrzostwach świata we Florencji, które będą rozgrywane na moich śmieciach. Trasa wyścigu przebiega 200 m od mojego domu, na niektórych jej odcinkach jeżdżę codziennie, gdy jestem we Włoszech” – pisze Przemysław Niemiec na swoim blogu. Kolarz Lampre-Merida wznowił już treningi po wakacyjnej przerwie, w najbliższy weekend wystartuje w dwóch klasykach.”

 

Poniżej znajduje się pełna treść nowego wpisu Przemysława Niemca.

 

Kolarz też człowiek i wakacje mieć musi. Kilka dni po Tour de Pologne wyjechałem z rodziną do Włoch, byłem nad morzem i w górach, dużo pozwiedzaliśmy i dobrze wypocząłem. Udało nam się odwiedzić m.in. Sardynię, znałem już ją, ale z siodełka, więc tym razem mogłem się nią bardziej nacieszyć. Później byłem też na kilka dni w Livigno – tam już z rowerem. Przejechałem tam dwa treningi z chłopakami z ekipy szykującymi się do Vuelty. Aż tak długo nie odpoczywałem, porządną przerwę rozpocznę w październiku, za wcześnie byłoby już teraz kończyć sezon. Po wakacjach po prostu jeździłem, bez żadnych specjalnych ćwiczeń, nawet długo, by wróciła przyjemność z kręcenia.

 

W ostatnią sobotę wystartowałem w Memoriale Pantaniego. Jechałem już w nim kilka razy, bo dla włoskich ekip to ważny wyścig. Sporo było kibiców, których przyciąga nazwisko Pirata. Jak na pierwszy start po urlopie nie było źle, dotarłem na metę w czołowej grupie. Początek i końcówka były płaskie, a w środku jechaliśmy trzy rundy po niecałe 30 km z podjazdem Montevecchio. Miał 4 km, ale był ciężkawy, nachylenie dochodziło do 15%. Jechaliśmy na Duraska, jednak najwyżej z Lampre-Merida finiszował nasz nowy kolarz – Słoweniec Polanc, który był 13. Jechał już w Tryptyku Lombardzkim, na którym moja grupa spisała się bardzo dobrze. Jeden klasyk z trzech wygrał Pozzato, drugi Durasek. Ostatnio Pippo miał nogę także we Francji, zwycięstwo w klasyku World Touru może go przybliżyć do mistrzostw świata. Na Vuelcie nasi ludzie też nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Scarponi i Ulissi walczą, myślę, że zaatakują jeszcze po zwycięstwo etapowe. Widać, że mocny jest Richeze, na pewno można go zaliczyć do czołowych sprinterów wyścigu. W przyszłym sezonie będzie miał u nas nowego kolegę po fachu. Sacha Modolo w mniejszych wyścigach wygrywa wszystko, daje radę na podjazdach, które wielu sprinterów pokonują, będziemy mu pomagać, żeby w World Tourze wykorzystał swój potencjał. Drugi ogłoszony ostatnio przez Lampre-Merida transfer też bardzo mi się podoba. Z Rui Costą będziemy mieli świetnie zabezpieczony Tour de France. Wygrywa wyścigi jednotygodniowe, w Tourze wygrywał już etapy, i to jak! Myślę, że stać go na to, by wejść na kolejny poziom i walczyć we Francji o coś więcej niż etapy.

 

Wracając do mnie – w najbliższy weekend czekają mnie dwa debiuty. Wystartuję w klasykach Paryż-Bruksela i Grand Prix de Fourmies. Jeszcze nigdy w nich nie jechałem, podobno nie ma tam bruków, co mnie cieszy, bo to nie moja bajka. W planach mam jeszcze start w Grand Prix Wybrzeża Etrusków 21 września. Jeśli forma będzie dopisywać, chciałbym wystartować na mistrzostwach świata we Florencji, które będą rozgrywane na moich śmieciach. Trasa wyścigu przebiega 200 m od mojego domu, na niektórych jej odcinkach jeżdżę codziennie, gdy jestem we Włoszech. Widać, że mistrzostwa coraz bliżej – zrywają asfalt, kładą nowy, dzieje się. Nasza ekipa pojedzie w dziewiątkę, co zwiększa szansę na dobry wynik któregoś z nas. O swoim udziale w mistrzostwach zdecyduję po najbliższych wyścigach. Później jest jeszcze Lombardia, ale zobaczę, jak się będę czuł. Chęci mogą być, ale wiadomo – nic na siłę.

 

Jeszcze kilka zaległych słów o Tour de Pologne. Trasa wyścigu była bardzo ciekawa i wymagająca, jednak zmęczenie po Tour de France dało o sobie znać i nie mogłem jechać tak, jak bym tego sobie życzył. Wypadało się pokazać na wyścigu dla kibiców, to przede wszystkim dla nich był mój udział w Tour de Pologne. Szczególnie na górskich etapach w Polsce wielu przyjechało specjalnie dla mnie. Żałuję etapu z Gliczarowem, zależało mi, żeby być w odjeździe i uzyskać dobry wynik, ale upadek krótko po starcie pokrzyżował mi plany. Co zrobić, siła wyższa. Cała moja ekipa i kolarze z innych grup bardzo chwalili organizację i byli zadowoleni z wyścigu. Tour de Pologne ma już swoją renomę i myślę, że może być z nim tylko lepiej. Dziękuję za wiele miłych chwil podczas wyścigu i mocne wsparcie. Pozdrawiam i do następnego razu w Polsce czy za granicą”.

 

Źródło: przemyslawniemiec.blogspot.com