Mariusz WiteckiMariusz Witecki w 2012 roku wygrał najgorętszy z wyścigów Solidarności, bowiem średnia temperatura wynosiła w ubiegłym roku blisko 30 stopni Celsjusza.

Decydujący okazał się czwarty etap z Nowego Sącza do Krosna (186,4 km), w którym po rozerwaniu peletonu na metę przyjechała dwójka śmiałków: Batrosz Huzarski (Team Netap) i Mariusz Witecki (Bank BGŻ). Etap i wyścig rozstrzygnął się podczas dwóch wjazdów pod zamek Kamieniec, gdzie hrabia Aleksander Fredro napisał „Zemstę”. Drugi na finiszy Witecki nie oddał koszulki lidera na ostatnim etapie do Jarosławia i do tytułu najlepszego górala Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków w 2004 roku dołączył cenniejszy zaszczyt najlepszego zawodnika tej prestiżowej imprezy polskiego kolarstwa.

W tym roku Witecki typuje, że decydujący będzie etap do Krosna, ale będzie to pierwszy liczący 231 km. Ubiegłoroczny triumfator uważa, że będzie to dla zawodników największe wyzwanie ze wzlędu na odległość i podjazd pod górę Kamieniec, na 11 kilometrów przed metą.

– Etap będzie bardzo trudny i spodziewam się wielu prób ucieczek. Jedna z nich powinna zakończyć się powodzeniem i nie oczekuję potem dużych zmian w klasyfikacji końcowej. Pięciu, dziesięciu najlepszych zawodników na pierwszym etapie będzie się wzajemnie pilnować na kolejnych, dlatego nie spodziewam się dużych zmian w klasyfikacji końcowej. Dobre miejsce na pierwszym etapie, będzie dawało szanse na ostateczne zwycięstwo. Drugi etap z Żor do Jastrzębia Zdroju, choć mocno pagórkowaty, jest jednak krótki. Dwa kolejne w Kielcach i Łodzi rozstrzygną się na finiszu z peletonu. Dlatego mocno nastawiam się na walkę na pierwszym etapie, a moja forma rośnie. Jednak w mojej grupie nie ma „sztywnego lidera”. Równie dobrze koledzy z drużyny mogł pracować na moje zwycięstwo, jak i ja mogę pracować na innego zawodnika Banku BGŻ. Mamy mocny skład, a wyścigu nie układa przed wyścigiem, ale w jego trakcie.

Witecki który pojedzie z numerem „1” na koszulce nie kryje, że chciałby zwyciężyć w klasyfikacji końcowej. – Wygrać wyścig po raz drugi jest trudniej niż za pierwszym razem, bo rywale będą mnie z pewnością pilnować.

Informacja prasowa