Wacław SkarulJak już informowaliśmy, kilka dni temu walne zgromadzenie Polskiego Związku Kolarskiego wybrało nowe władze na kolejną, czteroletnią kadencję. Prezesem ponownie wybrany został Wacław Skarul, który pełnił tę funkcję po ustąpieniu z niej Ryszarda Szurkowskiego na początku marca 2011 roku.

Prezes jest znaną i szanowaną postacią w kolarstwie. Przez wiele lat był trenerem szosowej kadry narodowej, z którą odniósł sporo sukcesów. Jego podopieczni zdobywali m.in. medale mistrzostw świata, był współautorem (wraz z Szurkowskim) srebrnego krążka drużyny na 100 km w wyścigu olimpijskim w Seulu (1988). Stanowisko prezesa objął w połowie poprzedniej kadencji w momencie katastrofalnej sytuacji finansowej PZKol. Twierdzi, że miał do spełnienia misję, w której powodzenie mało kto wówczas wierzył. Jednak udało się znacznie zmniejszyć długi związku. – Choć jeszcze daleki jestem od odtrąbienia sukcesu – twierdzi. – W ciągu 21 miesięcy kierowania związkiem ani razu jeszcze nie usiadłem w fotelu prezesa. Na początku przyrzekłem sobie, że usiądę w nim dopiero wtedy, kiedy bilans finansowy związku będzie dodatni – mówi Wacław Skarul.

 Jaka była, a jaka jest teraz sytuacja finansowa Polskiego Związku Kolarskiego?

Wacław Skarul: Kiedy 21 miesięcy temu przejmowałem związek, wisiał na nim dług w wysokości 10 milionów złotych. Mieliśmy do spłacenia 256 wierzycieli. W ciągu tego okresu dług pomniejszyliśmy o 3,5 miliona złotych, a liczbę wierzycieli zredukowaliśmy do 55. Nie udałoby się tego zrobić, gdyby nie pomoc i zaangażowanie sponsora generalnego Dariusza Miłka, właściciela firmy obuwniczej CCC.

– Nieżyczliwi plotkowali, że ty byłeś prezesem, a Miłek nadprezesem decydującym w PZKol o najważniejszych decyzjach?

Wacław Skarul: To sponsor generalny i jest oczywiste, że jego opinia była i jest dla mnie istotna. Miłek to człowiek ze wszechmiar kompetentny. Był kolarzem i zna się na sporcie. Od wielu lat pomaga naszej dyscyplinie, jak nikt dotąd. Ale przede wszystkim jest znakomitym i liczącym się w kraju biznesmenem. I chyba musiałbym być głupi, gdybym nie zechciał korzystać z jego wiedzy i doświadczenia.

– Cele na najbliższą kadencję?

Wacław Skarul: Tak daleko nie planuję. Na razie wytyczyłem sobie zadania na rok 2013. Ministerstwo Sportu pracuje bowiem nad zasadami finansowania związków sportowych w nowym cyklu olimpijskim. W tej chwili jeszcze nie wiemy, na czym to będzie polegało. Planowanie długofalowe nie miałoby zatem sensu. Wobec powyższego skupimy się na najbliższych zadaniach, z których najważniejsze, to pełne zredukowanie długów. Najbardziej zadłużeni jesteśmy wobec Mostostalu. Firmy pracującej przy budowie krytego toru w Pruszkowie. Związek samodzielnie się z tym nie upora, bo nie ma własnych dochodów. W tej sprawie zwróciliśmy się o pomoc do Ministerstwa Sportu i prowadzimy rozmowy z Centralnym Ośrodkiem Sportu, aby on przejął obiekt w Pruszkowie z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tor stałby się Ośrodkiem Przygotowań Olimpijskich, z którego korzystaliby kolarze, ale nie tylko. Po pewnej modernizacji można by tam zrobić halę sportową dla innych dyscyplin, a nawet organizować imprezy masowe, niezwiązane ze sportem i na tym zarabiać. Tak, jak to się robi m.in. w Wiedniu czy w Stuttgarcie na tamtejszych welodromach. Jeżeli się nam powiedzie to zminimalizujemy dług. Najwyżej zostanie nam te kilka procent z hotelu, na którego budowę dług zaciągnęła w banku BGŻ firma rodziny byłego prezesa PZKol. Wojciecha Walkiewicza. A weksle in blanco podpisały wtedy dwie prywatne osoby, które są de facto właścicielami hoteli. Związek w to przedsięwzięcie wszedł wtedy z aportem gruntu, ma procent udziałów, ale partycypuje w długu. Wydaje mi się, że w wypadku gdyby bank nie odzyskał długu i przejął hotel, to po jego sprzedaży odzyskałby chyba pełną kwotę.

– Na razie mówimy tylko o długach. Co z kolarstwem?

Wacław Skarul: To też mi spędza sen z oczu… Już na początku roku zabieram się ostro do przeprowadzenia dużych zmian systemowych w PZKol. Najpierw zacznę od działu szkolenia. Chcę przeprowadzić weryfikację kadry trenerskiej, a także wyznaczyć osobę kompetentną do zajmowania się tylko kolarstwem młodzieżowym, która będzie współpracować z ludźmi w terenie. Głównie ze szkołami i zachęcać je do prowadzenia zajęć wf także na rowerach.

– Czy jakaś dyscyplina będzie miała szczególne preferencje?

Wacław Skarul: Chcemy rozwijać wszystkie, ale skupimy się, przynajmniej na razie, na dyscyplinach olimpijskich. W kolarstwie jest do zdobycia osiemnaście kompletów medali w tym aż dziesięć w konkurencjach torowych. Są duże szanse rozwoju kolarstwa torowego. Mamy w kraju oprócz krytego obiektu w Pruszkowie jeszcze cztery betonowe tory w Szczecinie, Żyrardowie, Kaliszu i Wrocławiu, które także należy ożywić i szkolić na nich młodzież. Nie można zapomnieć o „królowej kolarstwa” – szosie. Także tę dyscyplinę należy rozwijać w ścisłej współpracy z działaczami w terenie. Chcę też więcej niż dotąd poświecić kolarstwu kobiecemu, w którym mamy kilka utalentowanych zawodniczek, m.in. takich jak Katarzyna Pawłowska, Małgorzata Jasińska, Paulina Brzeźna czy Sylwia Kapusta. Jest jeszcze wiele młodszych dziewcząt, którym także należy pomóc. Zaraz na początku roku zostanie powołany trener kadry kobiet, bo od pewnego czasu takowego nie ma. No i wreszcie MTB, gdzie mamy sukcesy, ale nie możemy osiąść na laurach. Trzeba ciągle podnosić poprzeczkę. Myślę także o BMX-ach, które u nas są jeszcze w powijakach, ale krok po kroku trzeba zacząć budować i tę olimpijską konkurencję.

Cały wywiad znajdą Państwo >  tutaj

Źródło: kolarstwo.przegladsportowy.pl