Mistrzostwa Świata były moim ostatnim startem w tym sezonie, trochę szkoda bo po świata zawsze są fajne wyścigi i dobra noga. Ostatnimi czasy ścigałem się trochę dłużej, w tym roku będzie inaczej ale to też ma swoje dobre strony.

Teraz odpoczywam od roweru, nie wiem ile … tyle aż uznam że za nim tęsknię, na szosówkę wsiądę dopiero w grudniu na pierwszym obozie, do tego czasu tylko MTB i głównie w terenie, ciszy i spokoju. W Team NetApp spore zmiany o czym zapewne wiecie bo każdy śledzi nowości w necie, mam nadzieję, że to nie koniec ciekawych informacji i ostatecznie zobaczymy jeszcze jednego Polaka w składzie na przyszły sezon.

Właśnie przyszły sezon .. chyba trochę za wcześnie żeby i nim myśleć i mówić więc kiedy indziej, pewnie już w nowym roku 🙂

Kilka słów o MŚ. W sumie nie tak sobie wyobrażałem swój udział, ale i tak bywa, że będzie duża kupa byłem prawie pewny, myślałem raczej, że nastąpi to na ostatniej rundzie, może na 2 do końca. Stało się szybciej a, że droga była wąska ogrodzona barierkami nie było szans na przedostanie się przez to „gruzowisko” w miarę sprawnie. Że dościgniemy czołówkę która jechała cały czas w okolicy 55km/h nie wierzył chyba nikt w naszej grupie. Do mety dojechaliśmy, normalnie bym się poddał, ale to MŚ i coś takiego nie przystoi. Szkoda tylko, że dla mnie tak się to wszystko skończyło.

Źródło: www.huzarski.pl