Polskie kolarstwo – z jednej strony sukcesy i przepiękna historia, z drugiej z kolei afery i ciągłe problemy finansowe. Z czysto sportowego punktu widzenia ostatnia dekada była jednak znakomita. Być może nawet mogliśmy się cieszyć najlepszymi latami dwóch kółek w naszym kraju.

Po niesamowitych latach w kolarstwie amatorskim, przez kilka dziesięcioleci nasze kolarstwo zeszło nieco w cień. Oczywiście w odmętach pojawiali się znakomici kolarze, tacy jak Zenon Jaskuła czy Dariusz Baranowski, lecz były to głównie rodzynki, które poza sukcesami znane były bardziej z pracy na rzecz swoich liderów. W szczególności problemy przeszłości były widoczne w najlepszych czasach Sylwestra Szmyda, który będąc prawdziwym domestique wciąż cieszył się pozycją najlepszego polskiego kolarza przez kilka lat.

W ciągu ostatnich 10 lat sytuacja zaczynała się dynamicznie zmieniać. Już w 2011 roku mieliśmy bowiem okazję posłuchać wielu ciepłych słów o kolarzach znad Wisły. Najpierw dużo pozytywów o Michale Kwiatkowskim w eter postanowiła puścić ekipa Radioshack. Chwilę później bardzo dużo zaczęło się też mówić o Rafale Majce w ekipie Saxo Bank, gdzie Bjarne Riis praktycznie od razu chciał na niego stawiać. W końcu po udanej Vuelcie 2011, „Zgred” miał nawet być przymierzany do liderowania zespołowi w kolejnym Wielkim Tourze – Giro d’Italia. Jak się później okazało, był to początek wielkiej przygody polskich kolarzy.

Początki wielkiej drogi

Sezon 2012 z pewnością można uznać za pierwszy z bardzo dobrych dla polskiego kolarstwa. Już wiosną bowiem mieliśmy okazję oglądać naszych zawodników w czołówkach poszczególnych międzynarodowych imprez. Do samego końca o zwycięstwo w Volta a Catalunya walczył Sylwester Szmyd, Michał Kwiatkowski odniósł swoje pierwsze poważne zwycięstwo w Belgii, Bartosz Huzarski o mało nie wygrał Settimana Coppi & Bartali, a Michał Gołaś ukończył Tour of Turkey w czołowej „10”. To zapowiadało, że kolejne dni mogą być co najmniej równie dobre. I były.

Podczas Giro d’Italia bardzo dużo radości dali nam znów Huzarski i Gołaś, którzy byli więcej niż aktywni. Co jednak najważniejsze, „Huzarowi” brakowało naprawdę niewiele, by pokonać Joaquima Rodrigueza w Asyżu i zgarnąć dla siebie jeden z etapów.

Co ciekawe, później nie było gorzej. W dużej mierze za sprawą Michała Kwiatkowskiego, polskie kolarstwo nadal było na topie. Zawodnik Omega Pharma – Quickstep najpierw omal nie wygrał Tour de Pologne, by później zanotować znakomity występ w Eneco Tour (co już jasno pokazywało, że Kwiato będzie zawodnikiem topowym). Warto do tego dodać też znakomity występ Bartosza Huzarskiego w Tour of Britain, gdzie był szósty (po dyskwalifikacji Jonathana Tiernan-Locke przesunięto go na 5. Miejsce.

Pasmo sukcesów

W sezonie 2013 zabawa zaczęła się na dobre. Od tej pory, Michał Kwiatkowski i Rafał Majka rozpoczęli prawdziwą pogoń po kolejne sukcesy. Już w styczniu polskim kibicom zrobiło się cieplej, gdy Kwiato został liderem Tour de San Luis. Niedługo potem podopieczny Patricka Lefevere otarł się o triumf w Volta ao Algarve, a w marcu udało mu się jak równy z równym walczyć z najlepszymi podczas Tirreno – Adriatico, gdzie ukończył ściganie na 4. Miejscu. Późnej przyszły z kolei klasyki, gdzie w Amstel Gold Race i Fleche Wallone udało się Michałowi wykręcić ówczesne rekordy – 4. i 5. miejsce.

Kiedy młodsza z polskich gwiazd musiała zrobić sobie chwilę przerwy, do gry weszli Rafał Majka i Przemysław Niemiec, którzy potężnie napsuli krwi rywalom podczas Giro d’Italia. Po kilku znakomitych w ich wykonaniu etapach skończyło się na rekordowym 6. i 7. miejscu w klasyfikacji generalnej, co do dzisiaj (dwóch zawodników w top 10) wydaje się być nieosiągalne. Nie był to jednak koniec polskich popisów w Wielkich Tourach. Miesiąc później do walki o wysokie miejsca wrócił bowiem Kwiato, który ustanowił swój rekord podczas Tour de France, kończąc ściganie na 11. lokacie, przegrywając z Andrew Talanskym o nieco ponad minutę. Co jednak ważniejsze, Michał aż 7 razy zmieścił się w czołowej „10” na etapie, trzy razy mieszcząc się na podium (w międzyczasie wymieniając się maillot blanc z Nairo Quintaną).

Nie był to jednak koniec. Na sam koniec sezonu jeszcze raz do głosu doszedł Rafał Majka, który tym razem postanowił powalczyć w Il Lombardia. Skończyło się na najwyższej w historii, 3. lokacie.

Historia

Czy rok 2014 był najlepszy w historii polskiego kolarstwa? Trudno powiedzieć. Porównania poszczególnych sukcesów naszych kolarzy są bowiem bardzo trudne. Trzeba jednak powiedzieć, że właśnie 6 lat temu mieliśmy do czynienia z prawdziwym boomem, który wyniósł nasze kolarstwo na salony.

Wszystko zaczęło się wcześnie, bo od wyścigów na Majorce. To tam, podczas Trofeo Serra de Tramuntana kolejne zwycięstwo odniósł Michał Kwiatkowski, który zaczynał swój zdecydowanie najlepszy rok w karierze (a przecież naprawdę dobrych było ich kilka). Chwilę później, podopieczny Patricka Lefevere zgarnął też generalkę Volta ao Algarve, wygrywając 2 etapy. Wtedy było już jasne.

Jasne, że będzie to rok Don Kwiato. Na początku marca przyszło bowiem legendarne zwycięstwo w Strade Bianche, zapamiętane przez kibiców jako walka z Peterem Saganem w Sienie. Solidnie było na Tirreno – Adriatico, lecz skończyło się na względnie odległym miejscu w generalce. Trzecia pozycja w Vuelta al Pais Vasco dawała jednak duże nadzieje przed klasykami. Oczywiście, nie zawiedliśmy się.

Kwietniowa kampania Kwiatkowskiego była znakomita. W ardeńskim tryptyku 24-letni wówczas kolarz nie wypadł z top 5, notując miejsca na podium w La Fleche Wallone i La Doyenne. Dodać do tego warto też zwycięstwo w Tour de Romandie, które fantastycznie podsumowało kapitalną wiosnę Kwiato.

Tydzień później do głosu doszedł za to Rafał Majka, który tradycyjnie celował w dobry wynik w Giro d’Italia. Co by nie mówić, było to zdecydowanie najlepsze Giro Zgreda. Bardzo długo zawodnik Tinkoff – Saxo utrzymywał się na podium, lecz ostatecznie spadł na 6. miejsce przez straty na legendarnym już odcinku „Stelviogate” oraz zatrucie pokarmowe. Wówczas jednak nie wiedzieliśmy jeszcze, że najlepsze dopiero przed Rafałem.

W Le Tour de France Majka wystartował jako najważniejszy pomocnik Alberto Contadora. Kwiatkowski z kolei liczył co najmniej na powtórkę z 2013 roku. Z biegiem czasu plany obu zawodników się jednak poważnie zmieniły. Kwiato pierwsze starty poniósł już bowiem w Wogezach (ostatecznie pożegnał się z top 10 w Pirenejach), a Rafał pożegnał się z liderem na zakończenie pierwszego tygodnia rywalizacji. Oznaczało to więc, że jego Tour dopiero się zaczyna.

O tym, co działo się 19 lipca 2014 pamięta chyba każdy. Kiedy Majka dojeżdżał do ostatniego podjazdu w Risoul, jego przewaga nad rozpędzonym peletonem liczyła już zaledwie 45 sekund. Wydawało się więc, że zostanie on doścignięty. To, co Zgred pokazał na ostatnich 13 kilometrach etapu przeszło jednak do historii polskiego kolarstwa. Przy akompaniamencie rozemocjonowanych komentatorów Eurosportu, Rafał jako drugi Polak wygrał etap Le Touru, robiąc to prawie 21 lat po Zenonie Jaskule, który okazał się najlepszy w Sait-Lary-Soulan. No właśnie, Saint-Lary-Soulan…

4 dni później, dokładnie w rocznicę triumfu Jaskuły, Rafał Majka sięgnął po drugi etapowy triumf, w dokładnie tym samym miejscu. Tym razem zwycięstwo było znacznie pewniejsze, lecz dało nam co najmniej tyle samo radości. Na zakończenie wyścigu Rafał zgarnął jeszcze koszulkę najlepszego górala, która została odebrana za wybitny sukces.

Dla samego kolarza Tinkoff – Saxo nie był to jednak koniec. Udało mu się bowiem jeszcze w pięknym stylu wygrać Tour de Pologne oraz zanotować solidny wynik w USA Pro Challenge. Tam tego Majka zakończył sezon, dając znów wyszaleć się Michałowi Kwiatkowskiemu.

Jesienna kampania Kwiato ponownie była znakomita. Dużo o jego formie mówiło już drugie miejsce w Tour of Britain (wraz z wygranym etapem). Mało kto spodziewał się jednak, że mistrzostwa świata w Ponferradzie będą dla Polaka aż tak dobre. Akcję w wyścigu ze startu wspólnego pamiętamy wszyscy, bo przecież dała ona polakowi tytuł mistrza globu.

Oczywiście, w tak zwanym międzyczasie, swoje 5 minut miał też Przemysław Niemiec. Doświadczony zawodnik Lampre – Merida zaszalał na hiszpańskiej Vuelcie, także otwierając polski worek z etapowymi triumfami. Było to jednak tym bardziej wyjątkowe, że udało mu się to na legendarnym podjeździe do Lagos de Covadonga. Wspaniała historia.

Stabilizacja

Choć trudno się z tym pogodzić, ale od sezonu 2015 polskie kolarstwo zaczęło się poważnie stabilizować. Do dziś nie mieliśmy już bowiem aż tak dobrego roku jak 2014, lecz oczywiście nie brakowało znakomitych rezultatów polskich kolarzy. W końcu już 5 lat temu mogliśmy się cieszyć z jazdy biało-czerwonych.

Kwiato tym razem wiosnę miał już nieco słabszą. Warte odnotowania są jednak wyniki w Paryż – Nicea (2. miejsce) oraz wygrana w Amstel Gold Race, gdzie 9. miejsce zanotował jeszcze Maciej Paterski. Co do samego Patery, tego roku udało mu się odnieść jedyne zwycięstwo w wyścigu World Tour – był to pamiętny etap Volta a Catalunya. Jedynym zawodnikiem z naszego topu, który osiągnął w 2015 roku coś więcej był z kolei Rafał Majka. Wciąż w barwach Tinkoff – Saxo Zgred najpierw zgarnął kolejny etap Tour de France (po pamiętnym ataku na Tourmalet), a potem jeden jedyny raz w karierze zdołał ukończyć Wielki Tour na podium – chodzi oczywiście o Vuelta a Espana. Do dziś rezultat ten pozostaje najlepszym wynikiem kolarza z Zegartowic w wyścigu trzytygodniowym.

Kiedy wydawało się, że nasze największe gwiazdy zaraz przejdą do kolejnej ofensywy, sezon 2016 okazał się być „wyjątkowo spokojnym”. W przypadku Kwiato, dużo zmieniło przejście do ekipy Sky. Nie udało mu się bowiem powalczyć w żadnym z najważniejszych wyścigów w kalendarzu, choć zwycięstwo w E3 Harelbeke to solidne osiągnięcie. Zgred z kolei podczas Tour de France poważnie bił głową w mur, nie mogąc wygrać etapu. Na jego szczęście do gabloty trafiła druga koszulka najlepszego górala. Później jednak przyszły Igrzyska Olimpijskie i znakomity występ w wyścigu ze startu wspólnego. Skończyło się na brązie, lecz niewiele brakowało, a Polak zgarnąłby złoto. Wcześniej jeszcze Polak pobił swój rekord w Giro d’Italia, finiszując na 5. miejscu. Swoje 5 minut miał też Maciej Bodnar, który otarł się o medal podczas mistrzostw świata w jeździe indywidualnej na czas. Zabrakło zaledwie 6 sekund…

Odrodzenie

Po dwóch latach wyciszenia, w 2017 roku polscy kolarze ponownie postanowili zaatakować międzynarodowy rynek. Na wiosnę ponownie szaleć zaczął Kwiatkowski, który wygrał Strade Bianche, poprawiając to jego jedynym zwycięstwem w monumencie – Mediolan-Sanremo. Ach, cóż to był za finisz na Via Roma…

Jeden z liderów ekipy Sky ponownie jednak powalczył w ardeńskim tryptyku. Tym razem skończyło się na drugiej lokacie w Amstel Gold Race, po świetnej walce z Philippem Gilbert oraz kolejnej 3. lokacie w La Doyenne. Później na konto Polaka trafiło jeszcze zwycięstwo w Clasica San Sebastian i wysoka 5. pozycja w Tour of Britain.

W przypadku Rafała Majki, ponownie mieliśmy do czynienia z projektem „Le Tour”. Niestety Wielka Pętla nie okazała się dla niego szczęśliwa. Kiedy wszyscy liczyliśmy na jego wysoką lokatę w generalce, przyszedł upadek na etapie do Chambery, który zmusił go do wycofania się w wyścigu, mimo pomocy… Kwiato w dojeździe do mety. Na całe szczęście, emocje w Wielkiej Pętli jeszcze się nie skończyły.

Kiedy Michał Kwiatkowski pomagał Chrisowi Froome’owi w zwycięstwie w Le Tourze, Maciej Bodnar oszczędzał nogi i czekał na finałową czasówkę. Czasówkę, która odmieniła jego kolarskie CV. Popularny „Bodi”, po fantastycznej jeździe dookoła Nicei, zdołał pokonać Kwiato i zgarnąć największy skalp w karierze.

Później, co dość naturalne, na cel nasi kolarze wzięli hiszpańską Vueltę. Vueltę, która okazała się lepsza, niż na początku mogło się wydawać. Ponownie liczyliśmy bowiem na dobry wynik Rafała Majki w generalce, która odjechała mu na jednym z pierwszych etapów. Były to jednak złe dobrego początki.

W ciągu następnych dni, za sprawą Tomasza Marczyńskiego i właśnie Majki, mogliśmy oglądać Polaków cieszących się zwycięstwami. Sam „Maniek” zanotował najlepszy wyścig w karierze, dwukrotnie wygrywając etap. Zgred z kolei sięgnął po jedno zwycięstwo, ale za to na legendarnym Sierra de La Pandera.

Rok 2018 był już dość specyficzny. Znów obyło się bowiem bez wielkich triumfów kolarzy znad Wisły. Mimo wszystko Michał Kwiatkowski nie miał złego roku. W szczególności początek, czyli wygrana w Algarve i Tirreno, to znakomite osiągnięcie. Później jednak Polakowi udało się już „tylko” wygrać Tour de Pologne i zaliczyć pierwszą próbę walki o generalkę w hiszpańskiej Vuelcie. Pozostali kolarze postanowili za to „odpocząć”.

Równia

Ostatnie 2 lata można zasadniczo włożyć w jeden worek. Po pierwsze, Rafał Majka starał się walczyć zarówno w Giro, jak i we Vuelcie. Skończyło się na dwóch szóstych miejscach w klasyfikacjach generalnych. W przypadku Kwiato sytuacja ma się podobnie. Polak próbował walczyć w klasykach, lecz nie mógł pobić swoich najlepszych rezultatów (3. miejsce w Primaverze czy czołówka innych klasyków). W 2020 roku udało mu się jednak wygrać pamiętny etap Tour de France, który na pewno przejdzie do historii.

W całym zamieszaniu należy jednak wspomnieć, że w ostatnich dwóch latach pojawiło się kilku kolarzy młodego pokolenia, którzy mogą w przyszłości stanowić o sile polskiego kolarstwa. Mowa przede wszystkim o Stanisławie Aniołkowskim, Kamilu Małeckim i Szymonie Sajnoku, którzy pokazali się już na najwyższym poziomie.

Ostatnie lata z pewnością były dla naszego kolarstwa najlepsze. Pytanie tylko, czy kolejne będą co najmniej aż tak dobre. Niewykluczone, że przez wiele lat będziemy ostatnią dekadę wspominać z łezką w oku. Ważne jednak, że będzie co wspominać.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments