Foto: Tour de France

Za nami 1. tydzień rywalizacji w ramach 113. edycji Tour de France. Dzień przerwy po takowym zawsze jest świetną okazją do tego, by nieco dokładniej spojrzeć co już za nami i podsumować to w kilku akapitach. Co zatem warto zapamiętać z początku zmagań na francuskich szosach?

113. edycja Tour de France rozpoczęła się całkiem długim, bo aż 9-dniowym okresem ścigania bez jakiejkolwiek przerwy. Wynikało to m.in. ze zorganizowania Grand Depart w Hiszpanii, a zatem nieopodal Francji, z czego wynikał brak konieczności transferu między zagranicznymi etapami a terytorium tego państwa, tak jak to było w wielu z ostatnich edycji. Oznacza to, że przy okazji 1. odpoczynku za kolarzami już niemal 43% całego wyścigu. Choć półmetek cały czas jeszcze przed nami, to wydaje się, że wiemy już naprawdę wiele na temat tego, jakie rozstrzygnięcia mogą zapaść w drodze do Paryża. Tadej Pogačar ma bowiem wyraźną przewagę, Jonas Vingegaard wydaje się być pewnym numerem 2, a po zieloną koszulkę zmierza Mads Pedersen. Nim dokładniej przyjrzymy się wydarzeniom z 1. tygodnia zerknijmy w stronę tego, kto jest liderem poszczególnych klasyfikacji podczas 1. dnia przerwy:

  • klasyfikacja generalna: Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. punktowa: Mads Pedersen (Lidl-Trek)
  • kl. górska: Tadej Pogačar (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. młodzieżowa: Isaac del Toro (UAE Team Emirates – XRG)
  • kl. drużynowa: Lidl-Trek
Tadej Pogačar w drodze po wyrównanie rekordu

Od 1964 roku i 5. zwycięstwa Jacquesa Anquetila w klasyfikacji generalnej Tour de France, to właśnie tyle triumfów stało się nowym rekordem Wielkiej Pętli. W kolejnych dekadach do Francuza dołączali kolejni współrekordziści – kolejno Eddy Merckx (1974), Bernard Hinault (1985) oraz Miguel Induráin (1995). Kolejne dziesięciolecie przyniosło nam nowego kolarza na szczycie tabeli wszech czasów, ale wszyscy wiemy, że 7 wygranych Lance’a Armstronga dziś już nie widnieje w oficjalnych statystykach, a to oznacza, że rekord wrócił do poziomu 5 zwycięstw. Teraz, po kolejnych dekadach, zanosi się na to, że do najlepszych w historii dołączyć może kolejny zawodnik, a mianowicie Tadej Pogačar. Słoweniec pewnie zmierza po swój 5. triumf i trzeba przyznać, że popis z 6. etapu prowadzącego m.in. przez Col du Tourmalet pokazał, że w stawce 113. edycji Tour de France nie ma kolarza, który mógłby go powstrzymać. Jeśli tylko mistrzowi świata z UAE Team Emirates-XRG nie przytrafi się jakaś kontuzja, choroba bądź inne poważne zdarzenie losowe, to ten wydaje się być poza zasięgiem rywali. Walka w wyścigu toczy się obecnie o lokaty za jego plecami, choć i przy tym można postawić pewną gwiazdkę…

Jonas Vingegaard ponownie drugi?

Przejazd przez Col du Tourmalet, a także suche liczby z innych etapów jasno pokazują, że Jonas Vingegaard podczas wspinaczek jest obecnie bliżej Tadeja Pogačara niż rywale tracą Duńczyka. W tym wypadku nie mamy odzwierciedlenia tego w klasyfikacji generalnej, albowiem bardzo lekki kolarz Team Visma | Lease a Bike nie zjeżdża tak szybko jak Słoweniec, traci też do niego na małych nachyleniach czy podjazdach wymagających eksplozywności. Koniec końców wydaje się jednak, że jeśli tylko 29-latek nie zaliczy jakiegoś poważnego kryzysu, to i losy 2. miejsca są dość łatwe do przewidzenia. Prawdziwa walka zaczyna się zatem dopiero o najniższy stopień podium.

Siedmiu w grze

O ile przy pierwszej dwójce wydaje się, że ich pozycję zachwiać może niemal wyłącznie kontuzja, choroba, kraksa bądź inne poważne zdarzenie losowe, tak za ich plecami sprawa jest dużo bardziej otwarta. W 1,5 minuty mieści się bowiem aż siódemka kolarzy i każdy po pierwszym tygodniu ma przy swoim nazwisku zarówno plusy, jak i minusy. Na „pole position” w walce o podium jest na ten moment Isaac del Toro (UAE Team Emirates-XRG), który w 1. tygodniu pokazał wielką moc, a z pomocą Tadeja Pogačara udało mu się nawet wygrać jeden z etapów. Mistrz Meksyku jest w świetnej formie, ale cały czas z tyłu głowy trzeba mieć, że 22-latek przyjechał na Tour de France jako pomocnik, a dodatkowo wciąż ma niewielkie doświadczenie w wyścigach trzytygodniowych. Czy dobra dyspozycja na początku nie poskutkuje kryzysem w końcówce? 1. tydzień rzecz jasna nie da nam na takie pytanie odpowiedzi – tu pozostaje oglądać kolejne etapy.

Zaledwie 3 sekundy do podium traci obecnie Remco Evenepoel (Red Bull – BORA – hansgrohe). Mistrz olimpijski stał już na nim 2 lata temu, a dodatkowo mając w perspektywie jazdę indywidualną na czas wydaje się, że to właśnie Belg może „tylko” odpowiadać na ruchy rywali, a sam nie musi dążyć do zysków. 26-latek póki co pokazuje dobrą formę, wydaje się być odchudzony jak nigdy, ale jednocześnie widać, że wciąż krąży w nim gorąca krew, która nie zawsze musi być jego sprzymierzeńcem. Dodatkowo niemiecka formacja ma jeszcze 2. opcję w postaci tracącego tylko pół minuty więcej Floriana Lipowitza, a brak wyraźnego lidera może z czasem tylko zwiększać irytację u Remco Evenepoela.

2 opcje ma cały czas także Lidl-Trek. Juan Ayuso i Mattias Skjelmose póki co nie pokazali się z wybitnej strony, ale u obu widać, że forma jest wystarczająca, by pozostawać w walce. Druga z niemieckich formacji jednocześnie wydaje się być niegotowa do otoczenia swoich liderów wielką opieką – część kolarzy skupia się na uciekaniu, jest też jadący w zielonej koszulce Mads Pedersen, a zatem dwójka niespecjalnie sympatyzujących ze sobą liderów na klasyfikację generalną może z czasem mieć problemy właśnie na tym tle. W 1. tygodniu nie odegrało to jeszcze wielkiej roli, ale w kontekście kolejnych 12 etapów warto mieć to w pamięci.

Dwójka ostatnich kandydatów do podium to nadzieje gospodarzy – debiutujący w wielkim tourze Paul Seixas (Decathlon CMA CGM Team) oraz jadący po raz pierwszy w karierze po dobry wynik w klasyfikacji generalnej Lenny Martinez (Bahrain – Victorious). Pierwszy z wymienionych przyjechał na Tour de France tuż po kontuzji, która uniemożliwiła mu optymalne przygotowania i było to widać podczas początkowych etapów – 19-latek nie wychylał się tam, gdzie dotychczas wydawało się, że powinien szaleć, ale imo pewnej niedyspozycji udało mu się zminimalizować straty. Kolejne dni będą zatem kluczowe, albowiem pokażą, czy Paul Seixas włączy się do walki o podium, czy też jednak zaburzone przygotowania wyłączą go z walki. Podobne pytanie, choć z innej przyczyny, pojawia się i przy Lennym Martinezie – tu wątpliwości rodzi jednak fakt, że ten w swoich dotychczasowych wielkich tourach walczył wyłącznie o etapy bądź klasyfikację górską. 1. tydzień w wykonaniu 23-latka był bardzo solidny – teraz przed nim kolejne wyzwania.

Konkludując można napisać krótko – o ile wydaje się, że emocji związanych z walką o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej nie będzie za wiele, o tyle rywalizacja o podium zapowiada się obecnie bardzo smakowicie. 1. tydzień wyłonił nam grupę kolarzy pozostających w walce, za plecami których kolejni tracą już wiele minut, ale grono to jest cały czas na tyle liczne, że należy spodziewać się prób selekcji, ataków i innych działań zaczepnych, które rozstrzygną losy kolejnych lokat na koniec 113. edycji Tour de France.

Mads Pedersen w drodze po tryplet

Gdy Jonas Vingegaard wygrywał tegoroczne Giro d’Italia, szeroko omawianym tematem było to, że Duńczykowi udało się zostać 8. w historii kolarzem, w którego dorobku znajdziemy triumfy w klasyfikacji generalnej każdego z wielkich tourów. Podczas Tour de France w drodze po na swój sposób podobny sukces zmierza jego rodak Mads Pedersen, który może zostać dopiero 5. w historii zawodnikiem z wygraną w klasyfikacji punktowej każdej z trzytygodniówek. Kolarz Lidl-Trek dwukrotnie sięgał po zielony trykot podczas Vuelta a España, udało mu się też zdobyć cyklamen w ramach Giro d’Italia, a teraz wydaje się, że jego kolekcję może uzupełnić wymarzona zielona koszulka z Tour de France. Po 9. etapie Duńczyk ma już pewną przewagę nad rywalami, którą wypracowuje sobie wszędzie tam, gdzie klasyczni sprinterzy nie dojeżdżają. Na płaskich końcówkach z kolei odrabiają do niego Biniam Girmay (NSN Cycling Team), Tim Merlier (Soudal Quick-Step), Jasper Philipsen (Alpecin-Premier Tech) czy Max Kanter (XDS Astana Team) – to ta czwórka może jeszcze stanąć na drodze Madsa Pedersena w jego drodze do historii.

Za wcześnie by poznać najlepszego górala

O ile 1. tydzień wyłonił nam wąskie grono kolarzy walczących o czołowe lokaty w klasyfikacji generalnej czy punktowej, o tyle losy klasyfikacji górskiej cały czas są zupełnie otwarte. Początkowe etapy nie obfitowały w premie, na których można było się solidnie wzbogacić, a przy tym nie znalazł się póki co jeden kolarz, który potrafiłby skutecznie je zbierać. Na ten moment liderem tego zestawienia jest w efekcie Tadej Pogačar, ale nawet pojedyncza wysoka góra póki co może przynieść nam nowego posiadacza tej koszulki.

Czołówka odjechała, pora na plan B?

Na starcie 113. edycji Tour de France stanęła spora grupa kolarzy, których można było rozważać w kontekście walki o klasyfikację generalną. 1. tydzień, jak to zwykle bywa, zabił marzenia u części z nich – poza stawką znalazł się chorujący Cian Uijtdebroeks (Movistar Team), duże straty ponieśli już pomagający swoim liderom Matthew Riccitello (Decathlon CMA CGM Team), Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike) czy Antonio Tiberi (Bahrain-Victorious). Wydaje się jednak, że jeśli miałbym wskazać największych przegranych początkowej fazy zmagań, to listę tę otwierałby Kévin Vauquelin (Netcompany INEOS), który jest cieniem siebie sprzed roku. Do 6. lokaty z zeszłorocznej edycji najprawdopodobniej nie nawiąże z kolei Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), nieco zastanawia mnie też postawa Toma Pidcocka (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team) i Richarda Carapaza (EF Education – EasyPost). O ile Norweg cały czas walczy o czołową „10”, co może być dla niego wciąż niezłym wynikiem, o tyle pozostała dwójka jechała póki co dość nietypowo – Brytyjczyk i Ekwadorczyk często przyjeżdżali w grupie faworytów bądź jedynie tuż za nią, ale jednocześnie tracili na tyle dużo, by nie liczyć się już w walce o klasyfikację generalną. Efekt jest taki, że obu wciąż nie można wypuścić do bardzo licznej ucieczki, a to może być przeszkodą w drodze do walki o pojedyncze etapy. Obaj mają już w swoim dorobku po podium pojedynczych odcinków, ale myślę, że ambicje takich gwiazd sięgają zdecydowanie wyżej.

Brutalnie przerwany piękny sen

Etapy podczas tegorocznego Tour de France póki co wygrywali wyłącznie najwięksi z największych – po 2 zgarnęli Tadej Pogačar i Tim Merlier, a po razie świętować mogli Mathieu van der Poel, Olav Kooij, Mads Pedersen, Isaac del Toro oraz Team Visma | Lease a Bike. Ciężko tu było mówić o niespodziankach czy wielkich historiach, ale inaczej wyglądała sprawa w przypadku kolarzy jadących w koszulce lidera. Tu bowiem obok Jonasa Vingegaarda i Tadeja Pogačara na liście liderów tegorocznego Tour de France znajdziemy dużo mniej utytułowanego Torsteina Træena. Kolarz Uno-X Mobility, który w 2022 roku zmagał się z rakiem jąder, za sprawą ucieczki z 4. etapu zdołał przejąć żółtą koszulkę i dzierżyć ją przez 2 kolejne dni. Kto wie czy ten stan nie trwałby jeszcze nieco dłużej, ale wszystko zostało przerwane w bardzo przykry, brutalny sposób – pechowa kraksa na zjeździe zakończyła się dla 30-letniego Norwega m.in. połamanymi żebrami, mimo których ten przejechał jeszcze 42 kilometry wyścigu, by dopiero po prześwietleniach zostać wycofanym z dalszej jazdy. W dobie gwiazdorskich zwycięstw warto zauważyć tę piękną historię, jaką napisał dużo mniej znany zawodnik.

Lotto Intermarché w natarciu

Na koniec chciałbym pochwalić ekipę, która nie miała łatwego początku ścigania w ramach tegorocznego Tour de France – Lotto Intermarché bardzo szybko straciło bowiem swojego lidera, którym miał być Arnaud De Lie. Czy to zatrzymało belgijską formację? Wręcz przeciwnie – od tamtej pory Huub Artz finiszował na 4. i 7. pozycji, z kolei Baptiste Veistroffer i Liam Slock cieszyli nas swoimi odważnymi ucieczkami. Szczególnie ten drugi był bliski ubiegnięcia peletonu, albowiem złapano go dopiero na nieco ponad kilometr przed metą 8. etapu. Klasę kolarzy Lotto Intermarché najlepiej podkreślają słowa ich rywali z Alpecin-Premier Tech, gdzie w sieci można znaleźć wręcz oburzone wypowiedzi o tym, że uciekinierzy utrudniają pracę ekipom sprinterów i zmuszają je do pracy na całym dystansie – harcownicy utrzymują bowiem średnie na poziomie przekraczającym 46 km/h, co sprawia, że pogoń musi być bardzo zdecydowana. Zawodnicy i ekipy, którzy liczyli na spokój na płaskim mogą być zawiedzeni, ale my kibice? Wręcz przeciwnie, za co wielkie podziękowania m.in. właśnie dla zawodników Lotto Intermarché.

Co przed nami?

2. tydzień zmagań będzie składał się z 6 etapów, a otworzy nam go od razu bardzo górska próba w postaci niespełna 170 kilometrów z Aurillac do Le Lioran. 7 górskich premii i niemal 4 tysiące metrów przewyższenia na trasie gwarantuje ciekawą walkę, a fakt, że odcinek ten będzie rozgrywany w Dzień Bastylii może oznaczać, że dzielni Francuzi zrobią wszystko, by to właśnie ucieczka z ich udziałem ubiegła peleton. Ten na większy spokój będzie mógł liczyć za to w środę i czwartek, kiedy do głosu powinni dojść sprinterzy, w piątek z kolei na 30 kilometrów przed metą kolarze przejadą przez szczyt wspinaczki na Ballon d’Alsace (9,1 km; 6,9%). Ta sama góra pojawi się i w sobotę, choć tu już w towarzystwie m.in. Grand Ballon (21,6 km; 4,8%) czy Col du Haag (11,2 km; 7,2%), a tydzień zwieńczy nam bardzo trudny podjazd na Plateau de Salaison (11,3 km; 9%), czyli górę, z którą pewna część stawki zapoznała się już w ramach tegorocznego Tour Auvergne – Rhône-Alpes. Wtedy górą był Isaac del Toro, jak będzie teraz? Dowiemy się niedzielę.


Wszystko o 113. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułLance Armstrong: „Pogačar wie, jaki jest rekord”
Następny artykułCo przed nami? Wielkie wyścigi i sporo imprez w ich tle
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Mmonet
Mmonet

Było pozamiatane jak stanął na starcie. Ale wiadomo klasycznie każdy wiedział ale się łudził 😂

czytelnik
czytelnik

Naprawdę z całym szacunkiem do tego, co robicie. Zaangażowania, wiedzy. Ale TEGO SIĘ NIE DA CZYTAĆ. Grafomania. Błędy. Brak logiki w zdaniach. Weźcie wrzućcie czasem swój „gotowy” tekst w jakiś chat. Nie dziękujcie 😉

love_velo
love_velo

Czy… „Pozamiatane”?
To zależy od emocjonalnego stosunku.

Może …”Zamiecione pod dywan” ?.

Tomko
Tomko

@czytelnik. Mam podobne wrażenie niestety:(

Mac
Mac

tak, a propos zamiatania pod dywan

Screenshot-2026-07-13-at-12.53.39
Ricky
Ricky

@czytelnik 
Taak, na pewno „chat” poprawi logikę w zdaniach – choć nie wiem do czego akurat konkretnie pijesz, bo zamiast wskazać konkretne błędy (które autor mógłby uwzględnić) wolisz pisać jakieś ogólniki i odsyłać do wykorzystania antyludzkich technologii… To ja już wolę prawdę mówiąc taką „grafomanię”, która przynajmniej wiem, że wyszła spod pióra człowieka.

Mario
Mario

Pozamiatane to było jeszcze przed startem jeżeli chodzi o GC. Jednak zajebiscie jest ogladać grilowanie reszty przez UAE, ciekawe co zrobi Torito i jaki mają na niego pomysł w pozostałych dwóch tygodniach. CZy po Giro wytrzyma Jonas bo nie wyglądał jakoś swietnie na 7 etapie. Kiedy emocjonalnie pęknie (w kolejnych górach) Remko i wprowadzi syf do zespołu? Ucieczki, Van Der Poel, czy utrzyma zieleń Pedersen i w końcu czy Lipowitz czy Sexas na podium i w jakiej kolejności. Zatem nic poza GC nie jest pozamiatane…

Piotr
Piotr

Na 6 etapie gdyby siódemka z obecnych miejsc 3 do 9 w GC trochę ze sobą współpracowała, to jak nic doszliby Jonasa. Wcale nie jestem taki pewien czy JG ma gwarantowane 2. miejsce.