fot. UAE Team Emirates - XRG / Sprint Cycling Agency

Choć 113. edycja Tour de France wystartuje dopiero w sobotę, to istnieją już takie miejsca w przestrzeni internetowej, gdzie zwycięzca Wielkiej Pętli został okrzyknięty, a jej oglądanie zdaniem tychże osób nie ma najmniejszego sensu. Ludzie ci zapominają jednak, że kolarstwo to sport, a ten lubi niespodzianki, tym bardziej, że na trasie nie zawsze zwycięża najlepszy – czasem wystarczy odrobina pecha, by przewrócić wyścig do góry nogami. Czas pokaże zatem czy Tadej Pogačar wygra Tour de France po raz 5. w karierze i dołączy do legend wyścigu, czy też ktoś przerwie jego serię i zaskoczy fanów kolarstwa.

Przed nami 113. edycja Tour de France – jednego z najważniejszych wydarzeń całego roku w kolarstwie i zarazem zdecydowanie najważniejszego wyścigu wieloetapowego jaki jest rozgrywany w tym sporcie. W związku z zeszłorocznym zatwierdzeniem przez Międzynarodową Unię Kolarską dodatkowej dzikiej karty na każdy z wielkich tourów, od soboty 4 lipca będziemy śledzili rywalizację aż 184 śmiałków, spośród których jeden sięgnie 26 lipca na Polach Elizejskich w Paryżu po zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Tegoroczne zmagania w wyścigu, którego historia sięga 1903 roku, będą stały pod znakiem rywalizacji broniącego tytułu, 4-krotnie najlepszego w tym wyścigu Tadeja Pogačara, z mającym w swoim dorobku o 2 triumfy mniej Jonasem Vingegaardem, a także debiutu uważanego za gigantyczny talent Paula Seixasa, aczkolwiek na tej trójce lista gwiazd światowego peletonu obecnych na starcie zdecydowanie się nie kończy. Świat sportu niejednokrotnie uczył nas już, że rozdawanie tytułów przed startem rywalizacji bardzo źle się kończy, a zatem przyjrzyjmy się wnikliwie temu kto ma największe szanse na sukces w 113. edycji Tour de France.

Historia

Nim przyjrzymy się dokładniej faworytom tegorocznej edycji spójrzmy na tych, do których dołączyć na liście triumfatorów chcieliby uczestnicy tegorocznego Tour de France. Jak już wspominałem po raz pierwszy Wielka Pętla odbyła się w 1903 roku, a zatem to francuska trzytygodniówka jest najstarszą z wielkich tourów – Giro d’Italia swój początek miało 6 lat później, Vuelta a España jest zaś młodsza o aż 32 lata. Pierwszym zwycięzcą Tour de France został Maurice Garin, który nieomal nie został też pierwszym obrońcą tytułu – sędziowie jednak wyłapali, że ten część jednego z etapów przejechał w pociągu i w ten sposób lista triumfatorów Wielkiej Pętli dorobiła się swojego premierowego skreślenia. Tych na przestrzeni dekad było więcej, choć najsłynniejszym jest bez wątpienia wymazanie z tabel 7-krotnego triumfatora, czyli Lance’a Armstronga. Po dyskwalifikacji Amerykanina 7 kolejnych edycji z lat 1999-2005 nigdy nie doczekało się ogłoszenia nowego zwycięzcy.

Wróćmy jednak do pozytywniejszych tematów, czyli tych, którym zwycięstwa udawało się dowozić w legalny, przynajmniej podług wszelkiej dostępnej wiedzy, sposób. Na czele tabel wszech czasów z 5 wygranymi plasują się Jacques Anquetil (1957, 1961-64), Eddy Merckx (1969-72, 1974), Bernard Hinault (1978-79, 1981-82, 1985) i Miguel Induráin (1991-95). Bliski dołączenia do nich był Chris Froome (2013, 2015-17), a uczynić to ma szansę w tym roku Tadej Pogačar, który wygrywał czterokrotnie (2020-21 i 2024-25) oraz dwukrotnie był 2. (2022-23) plasując się wówczas wyłącznie za Jonasem Vingegaardem.

Warto wspomnieć, że najlepszym polskim wynikiem w klasyfikacji generalnej w historii jest 3. lokata Zenona Jaskuły wywalczona przez niego w 1993 roku. Polak ścigający się w barwach GB-MG Maglificio stracił wówczas 5:48 do Miguela Induráina i niespełna minutę do 2. Tony’ego Romingera. Żaden inny biało-czerwony nigdy nie uplasował się w czołowej „10”, choć najbliżej tego wyniku byli Michał Kwiatkowski (11. w 2013 roku), Dariusz Baranowski (12. w 1998 roku) i Rafał Majka (14. w 2023 roku).

Murowany faworyt

Listę faworytów 113. edycji Tour de France otwiera Tadej Pogačar. O Słoweńcu napisane zostało już chyba wszystko, ale spróbujmy jeszcze raz przebrnąć przez argumenty za tym, że to właśnie aktualny mistrz świata, 4-krotny zwycięzca Wielkiej Pętli, najlepszy kolarz w 13 monumentach i sportowiec, któremu jeszcze nigdy nie zdarzyło się wziąć udziału w wielkim tourze i zakończyć rywalizację poza podium, wygra i w tym roku. Tak, to zdanie było obrzydliwie przegięte, ale i dysproporcja między liderem UAE Team Emirates – XRG, a resztą świata momentami taka bywa i właśnie to chciałem uwypuklić. Tadej Pogačar to sportowy fenomen, kolarz, którego za dekadę albo kilka będziemy wspominać niczym poprzednie pokolenia Fausto Coppiego i Gino Bartalego, Jacquesa Anquetila, Eddy’iego Merckxa czy Bernarda Hinault. 27-latek stając na starcie 113. edycji Tour de France ma w swoim dorobku 121 zawodowych zwycięstw, a częścią jego sportowego palmares oprócz 4 wygranych klasyfikacji generalnych jest też aż21 etapów w tym wyścigu. Słoweniec goni w ten sposób Marka Cavendisha i można się spodziewać, że w tej edycji ponownie zobaczymy żarłocznego dominatora polującego na każdy możliwy skalp, a nie minimalistycznego zawodnika jadącego spokojnie po wygraną w oszczędny sposób.

Siłą Tadeja Pogačara jest też jego drużyna. UAE Team Emirates – XRG posyła do boju skład, który nawet bez swojego lidera byłby gotowy do walki o co najmniej podium klasyfikacji generalnej. 22-letni Isaac del Toro, 5. najmłodszy kolarz w tegorocznej stawce, wygrał w tym roku klasyfikacje generalnej Tirreno-Adriatico, UAE Tour oraz czerwcowego Tour Auvergne – Rhône-Alpes, a zatem trzech wyścigów rangi UCI World Tour. W górach tytaniczną pracę wykonywać będą także Adam Yates, który stał już w karierze na podium Wielkiej Pętli, Brandon McNulty czy Felix Großschartner. W nieco prostszym terenie genialnym pomocnikiem będzie bez wątpienia Tim Wellens, a przez pierwsze części etapów oraz na płaskim do kontroli w grupie oddelegowywani będą Nils Politt oraz Florian Vermeersch. UAE Team Emirates-XRG posyła do boju skład kompletny i gotowy do dominacji.

Ten, który potrafił się postawić

Choć Jonas Vingegaard nie ma u wielu kibiców kolarstwa najlepszej prasy z racji na swój spokojny charakter czy niezbyt eksplozywny, wręcz często kunktatorski sposób ścigania się, to trzeba oddać kolarzowi Team Visma | Lease a Bike, że ten od ponad 3 lat w wyścigach wieloetapowych przegrywał wyłącznie z Tadejem Pogačarem, jeśli chodzi o kolarzy z konkurencyjnych drużyn. Tak, 29-letni Duńczyk, choć wielu może tego nie akceptować, jest światowym numerem 2, a w tym roku póki co nie zaznał goryczy porażki – jego łupem padały kolejno Paryż-Nicea, Volta a Catalunya oraz Giro d’Italia. Start w tym ostatnim budził pewne kontrowersje, ponieważ 2-krotny zwycięzca i 3-krotnie 2. zawodnik w Tour de France jeszcze nigdy nie łączył Wielkiej Pętli z włoską trzytygodniówką, a niektórzy uważają, że nie sposób będzie się Duńczykowi odpowiednio zregenerować i przygotować na francuski wielki tour. To jednak wyłącznie gdybanie, a przez najbliższe 3 tygodnie przekonamy się jak Jonas Vingegaard zniesie takie połączenie i czy ten będzie miał problemy ze zmęczeniem, czy też może jednak jego forma wystrzeli jak jeszcze nigdy przedtem.

Również i w przypadku Team Visma | Lease a Bike możemy mówić o sporej sile zespołu, choć tu niestety tuż przed startem Tour de France doszło do pewnych zmian w składzie z powodu kontuzji i wypadków. Poza listą startową znaleźli się awizowani wcześniej Wout van Aert i Christophe Laporte, a to spore osłabienie dla holenderskiej formacji. Ta może jednak liczyć cały czas na takich kolarzy jak Matteo Jorgenson, Sepp Kuss, Davide Piganzoli, Bruno Armirail, Victor Campenaerts, Per Strand Hagenes i Edoardo Affini, a zatem jakości tu bez wątpienia nie brakuje.

Debiutant

Być może to kwestia mojej młodości bądź fakt, że wspomnienia z czasem się zacierają, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz było tak głośno wokół czyjegokolwiek debiutu w Tour de France, jak jest w przypadku Paula Seixasa. 19-latek z
Decathlon CMA CGM Team jest zdecydowanie najmłodszym uczestnikiem tegorocznej Wielkiej Pętli, a jego dorobek obejmuje „zaledwie” 7 zawodowych zwycięstw, w tym jeśli chodzi o klasyfikacje generalne na poziomie UCI World Tour, to jedyną w jego palmares jest tegoroczna Itzulia Basque Country. Tak się jednak składa, że liczby kręcone przez młodego Francuza, a także fakt, że to ten najczęściej próbował podejmować rękawicę rzucaną przez Tadeja Pogačara sprawia, że wiele osób chce wierzyć, że Paul Seixas może już w swoim pierwszym w karierze wielkim tourze zrobić coś szalonego. Na pewno 19-latkowi nie pomaga fakt, że z powodu kłopotów zdrowotnych ten ostatnio nie trenował w optymalny sposób, ale kto wie – może świeżość paradoksalnie pomoże debiutantowi? Ten, moim zdaniem, wciąż niewiele musi, a wiele może, ale nawet jeśli Francuza zabrakłoby na końcowym podium, to nie nazwałbym tego porażką, a prędzej cennym doświadczeniem. W tym wieku nie trzeba bowiem jeszcze niczego nikomu udowadniać, a Paul Seixas jest rzucany na naprawdę głęboką wodę. Warto jednocześnie zwrócić uwagę, że Decathlon CMA CGM Team nie postawiło całych swoich sił na klasyfikację generalną, jak czynią to rywale – 19-latka wspierać będą w górach Matthew Riccitello i Aurélien Paret-Peintre, ale w składzie francuskiej grupy znalazło się też miejsce na Olava Kooija i jego krótki, sprinterski pociąg.

Ci bez jednego, wyraźnego lidera

Jaki pomysł na tegoroczne Tour de France mają w Red Bull – BORA – hansgrohe. Mam nadzieję, że wiedzą to choć osoby odpowiedzialne za taktykę w niemieckim zespole, albowiem na papierze ciężko odgadnąć, kto będzie tam nominalnym liderem. Z jednej strony jest 3. przed rokiem, będący w naprawdę dobrej formie 25-letni Florian Lipowitz, który ma też argument, że pochodzi z kraju, w którym zarejestrowana jest ta formacja, z drugiej mamy jednak posiadającego gwiazdorski kontrakt, bardzo buńczucznego w swoich wypowiedziach, a przy tym potrafiącego dokonywać rzeczy naprawdę wielkich, 3. przed dwoma laty Remco Evenepoela. Naprawdę nie chciałbym być w skórze osób, które będą jakoś musiały pogodzić tę dwójkę liderów, a wydaje mi się, że jeśli ci nie nawiążą współpracy, to zakończenie tegorocznego Tour de France choć na najniższym stopniu podium może się okazać być naprawdę trudnym wyzwaniem.

Podobnego konfliktu interesów obawiam się też w Lidl-Trek, gdzie na Wielką Pętlę przyjeżdżają Juan Ayuso i Mattias Skjelmose. Ten pierwszy mówi, że jest gotowy do walki o podium, drugi zaś po cichu budował swoją formę i wydaje się mieć własne ambicje, które nie obejmują ewentualnej pracy na rzecz młodszego Hiszpana. W tym miksie jest jeszcze Derek Gee-West, o którym plotki mówią, że choć z punktu widzenia kibiców jest bardzo sympatycznym zawodnikiem, to już jako kolega z ekipy niespecjalnie należy od osób wspierających swoich towarzyszy. Skład drugiej z niemieckich formacji wygląda w efekcie jak istna beczka prochu, a mamy tam jeszcze Madsa Pedersena, który również będzie miał swoje cele na ten wyścig, choć oczywiście zgoła inne niż klasyfikacja generalna.

Kto jeszcze?

Lista kolarzy, którzy powinni powalczyć o podium, pierwszą „5” czy „10” jest zdecydowanie dłuższa niż wyżej wymienieni zawodnicy, ale jak to bywa w wielkich tourach, nie każdy wróci do domu z uśmiechem na twarzy. Po 3. miejscu w zeszłorocznej La Vuelcie wielką enigmą dla mnie wydaje się być Tom Pidcock (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), który równie dobrze może być jedną z gwiazd Wielkiej Pętli, co powalczyć o kilka etapów bądź skończyć nawet bez chociażby jednego takiego skalpu. Niewiadomą jest też dyspozycja zmagającego się ostatnio z problemami Kévina Vauquelina (Netcompany INEOS), u którego boku zobaczymy biorących udział w tegorocznym Giro d’Italia Thymena Arensmana i Egana Bernala, a także naszego Michała Kwiatkowskiego.

O wysokie lokaty powalczyć powinien także duet z Bahrain-Victorious, czyli Lenny Martinez i Antonio Tiberi, aczkolwiek i tu nie mam żadnej pewności, że próba musi się zakończyć powodzeniem. Francuza i Włocha będzie z kolei wspierał drugi z Polaków obecnych w stawce tegorocznego Tour de France, czyli Kamil Gradek.

O drugą w karierze czołową „10” Wielkiej Pętli powalczy Richard Carapaz (EF Education – EasyPost). Choć Ekwadorczyk w sumie aż 7-krotnie plasował się w najlepszej czwórce wielkich tourów, to w przypadku zmagań we Francji los dotychczas się do niego nieczęsto uśmiechał i jestem bardzo ciekawy, czy będziemy teraz świadkami przełamania. Smak lokaty w czołowej „10” zna już za to również jego klubowy kolega, 9. przed rokiem Ben Healy. Patrząc na zeszłoroczną tabelę, na Tour de France powracają także 6. wówczas Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility), 10. Jordan Jegat (TotalEnergies), 11. Ben O’Connor (Team Jayco AlUla) czy 14. Sergio Higuita (XDS Astana Team). O wysoką lokatę w tym roku powalczyć powinni także Cian Uijtdebroeks (Movisar Team) oraz Michael Storer (Tudor Pro Cycling Team).

Moi faworyci 113. edycji Tour de France
  • 5* – Tadej Pogačar
  • 4* – Jonas Vingegaard, Paul Seixas
  • 3* – Isaac del Toro, Remco Evenepoel, Florian Lipowitz, Juan Ayuso, Richard Carapaz, Tom Pidcock
  • 2* – Matteo Jorgenson, Mattias Skjelmose, Kévin Vauquelin, Tobias Halland Johannessen, Antonio Tiberi, Cian Uijtdebroeks
  • 1* – Ben O’Connor, Adam Yates, Michael Storer, Lenny Martinez, Ben Healy, Jordan Jegat, Matthew Riccitello, Thymen Arensman

To wszystko w temacie przeglądu faworytów klasyfikacji generalnej 113. Tour de France. W najbliższych dniach opiszemy dla Państwa także kolarzy zdolnych do powalczenia w zestawieniach pobocznych, a później każdego dnia do przeczytania w naszym portalu będą obszerne zapowiedzi poszczególnych etapów Wielkiej Pętli. Śledźcie Naszosie.pl podczas tego wyścigu – postaramy się zrobić wszystko byście byli na bieżąco z informacjami na temat największej kolarskiej imprezy świata.


Wszystko o 113. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułJuan Ayuso celuje w podium klasyfikacji generalnej Tour de France 2026
Następny artykułWyścig Solidarności i Olimpijczyków 2026: Transmisja wideo z 2. etapu [na żywo]
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
13 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ricky
Ricky

Pan redaktor trochę zaszalał z tym gwiazdkami dla Seixasa no ale zobaczymy. Moim skromnym zdaniem max. 3 a bardziej 2.5 😉.

Robert
Robert

„4-krotnie najlepszego w tym wyścigu Tadeja Pogačara, z mającym w swoim dorobku o jeden triumf mniej Jonasem Vingegaardem”

Vingegaard wygrał Tour dwukrotnie, a nie trzy razy.

„że ten od ponad 3 lat w wyścigach wieloetapowych nie przegrywał wyłącznie z Tadejem Pogačarem,”

Chyba właśnie tylko to z Pogacarem przegrywał. Resztę chłopaków pokonywał, nie przyjeżdżał ostatni w klasyfikacji 🙂

Kowal
Kowal

Co to za herezje, że niby Carapaz nigdy nie był w pierwszej dziesiątce?
On był trzeci w 2021 roku. Pamiętam jak dziś, jak woził się za Pogacarem i objawiającym się światu Vingegaardem, by wystrzeliwać w końcówkach podjazdów i ostatecznie i tak przegrywać z Tadejem.

Kanapka
Kanapka

Seixas i Dunczyk w tym samym tierze? Moim zdaniem Vinniemu blizej do Pogacara niz mlodemu do Jonasa.

Mario
Mario

Chyba bym Jonasa z Sexasem nie stawiał w tej samej „gwiazdkolini” na Tour. To jednak 3 tygodnie walki, choć z drugiej strony ciekawe jak organizm Duńczyka zareaguje po Giro. Mam nadzieję, że dobrze, ja akurat należę do fanów jego strategicznego podejścia i księgowości.

Mario
Mario

@kowal rozumiem, że upał, ale to nie Facebook tutaj algorytmy nie promują chamstwa, kubełek zimniej wody radzę. Pomyliło się człowiekowi i tyle. Tylko takim ideałom jak Ty się to nie zdarzało więc bądź łaskawy dla nas malućkich.

Max
Max

@Robert, gwoli sprostowania, Jonas przegrał Vueltę z Kussem w 2023, więc mniej niż 3 lata temu. Aczkolwiek wcześniejsza konstrukcja zdania wskazuje, że nie to autor miał na myśli, a po prostu o Vuelcie zapomniał 🙂

Ricky
Ricky

@Mario
Nie przesadzasz? Po prostu gość zwrócił uwagę na błąd, dzięki czemu można go było poprawić (trzeba przyznać, że artykuł – z całym szacunkiem dla autora – wyglądał trochę „niedbale” zaraz po publikacji, teraz jest już lepiej). Gdzie tu widzisz jakieś chamstwo?

Robert
Robert

@Max a faktycznie masz rację, zapomniałem o Kussie. I nie czepiam się specjalnie, po prostu tak zwróciłem uwagę, bez złośliwości.

Kowal
Kowal

@Mario Nie wydaje mi się, żebym przekroczył granicę, za którą jest już chamstwo – ani przez figurę retoryczną z zastosowaniem sformułowania „herezje”, ani tym bardziej przez podzielenie się swoimi wrażeniami i wspomnieniami sprzed 5 lat. Jak komuś się oberwało w moim komentarzu, to najprędzej Carapazowi 😉

Zresztą odnoszę wrażenie, że p. Jakub Jarosz też nie odebrał tego w ten sposób – na tyle, na ile śledzę tę stronę jestem przekonany, że w przeciwnym wypadku udzieliłby mi reprymendy osobiście. Swoją drogą – szacunek, że przy takim obłożeniu p. Jakubowi udało się sporządzić tak przystępny do czytania tekst. Pozdrawiam.