Fot.: Giro d'Italia / LaPresse

151 kilometrów, 5 tysięcy metrów przewyższenia, wizyta na przeszło 2200 metrach nad poziomem morza – 19. etap Giro d’Italia nie bez powodu otrzymał miano tego królewskiego, a 6 trudnych górskich premii na trasie wręcz gwarantuje, że zobaczymy walkę ramię w ramię pomiędzy faworytami klasyfikacji generalnej. To jeden z tych odcinków, gdzie najlepsi mają okazję zaatakować, a kryzys może kosztować nie tylko sekundy, ale i wiele, wiele minut. Kto w piątkowe popołudnie będzie miał powód do uśmiechu?

19. etap Giro d’Italia zaprasza nas w Dolomity, gdzie jedyny raz w ramach tegorocznego La Corsa Rosa zawodnicy przekroczą mityczną barierę 2 tysięcy metrów nad poziomem morza. Oznacza to, że właśnie w piątek rozegrana zostanie premia Cima Coppi, czyli górska premia na najwyższym punkcie wyścigu, którym w tym roku jest Passo Giau (2226 m.n.p.m.). To właśnie fakt, że przed nami dach włoskiej trzytygodniówki sprawił, że w ramach tytułu pozwoliłem sobie lekko przerobić refren piosenki wykonywanej przez TABB & Sound’N’Grace – choć im dłużej o nim myślałem, tym bardziej czułem, że to jednak lekko niestosowne. O ile bowiem utwór „Dach” jest bardzo wesoły, o tyle piątkowa próba bez wątpienia mogłaby zostać sklasyfikowana na drugim biegunie. Z pewnością niewielu kolarzy cieszy się na 5 tysięcy metrów przewyższenia na 151 kilometrach, a dla większości z nich to będzie dzień pełen cierpienia, bólu i odliczania każdego metra, by osiągnąć wreszcie upragnioną metę.

Mógłbym wyliczyć każdy z podjazdów, wskazać fakt, że przed nami niejedna wspinaczka o długości przeszło 10 kilometrów, sporo fragmentów o nachyleniach powyżej 9% czy maksymalnych na poziomie przekraczającym 15%. Wszystko to znajdą jednak Państwo w przeglądzie napisanym jeszcze przed startem La Corsa Rosa, zatem nie ma co tego powielać. Napiszę zatem krótko – życzę kolarskiej uczty i mam nadzieję, że kolarze stworzą prawdziwy spektakl, by nikt nie żałował, że piątkowe popołudnie spędził przed ekranem telewizora bądź innego odbiornika.

Oto, co na temat 19. etapu 109. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

19. etap (29.05, piątek): Feltre – Alleghe (151 km | 5000 m)

Na 3 dni przed końcem 109. edycji Giro d’Italia na kolarzy czeka etap, który z pewnością zasługuje na miano królewskiego. Jeśli tylko aura nie spłata figla organizatorom, to ci przygotowali dla zawodników prawdziwie wysokogórską przeprawę zawierającą podjazdy pod Passo Duran (12,1 km; 8,2%), Coi (5,8 km; 9,7%), Forcella Staulanza (6,3 km; 6,7%), będące najwyższym punktem wyścigu, czyli premią Cima Coppi Passo Giau (9,9 km; 9,3%), Passo Falzarego (10,1 km; 5,6%) oraz finałowe Piani di Pezzè (5 km; 9,6%). Liczba kilometrów pokonywanych przy nachyleniach rzędu 9-12% będzie tego dnia naprawdę duża, a to gwarantuje spore emocje i daje nadzieję na to, że w razie jakiegoś kryzysu rywali można tu odrobić nie tylko sekundy, ale i wiele, wiele minut.

Pogoda

Po wielu latach, kiedy podczas Giro d’Italia mogliśmy się przejmować czy górskie etapy nie zostaną odwołane z powodu mrozów i śniegu, tym razem zawodnicy mogą cieszyć się naprawdę przyjemnymi warunkami do ścigania. Choć przed nami wysokogórski etap, to i tak synoptycy spodziewają się przeszło 20 stopni Celsjusza na mecie, a nawet na najwyższym punkcie rywalizacji, czyli Passo Giau, słupki rtęci mają wskazywać około 16 kresek. Do tego ma być słonecznie, choć wciąż po Dolomitach krążą burzowe chmury przynoszące przelotne opady, a także dość bezwietrznie.

Faworyci

Kluczowym pytaniem przed startem 19. etapu Giro d’Italia wydaje się być to, czy Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike) nasycił się już 4 wygranymi odcinkami, czy też będzie chciał do swojego dorobku dołożyć triumf na królewskim etapie. Przy obecnej formie wydaje się bowiem, że Duńczyk nie powinien mieć problemu z ograniem rywali, a jego zespół cały czas pozostaje na tyle liczny i silny, by skontrolować odjazd i przygotować grunt pod atak 29-latka. Paradoksalnie jednak, jeśli coś miałoby zatrzymać lidera wyścigu, to może to być właśnie jego własna drużyna, albowiem Jonas Vingegaard wspominał już w wywiadach, że bardzo chciałby wesprzeć swojego kluczowego pomocnika Davide Piganzoliego w walce o etapowy triumf oraz klasyfikację młodzieżową. 23-letni Włoch, który jest najwyżej sklasyfikowanym z gospodarzy, jest na ten moment 8. w generalce i  2. wśród zawodników do lat 25, a do prowadzącego w tym zestawieniu Afonso Eulálio (Bahrain – Victorious) traci 2 minuty i 17 sekund. Istnieje zatem niezerowa szansa, że Duńczyk w celu ocieplenia swojego wizerunku i zwyczajnego podziękowania drużynie za wsparcie, zdecyduje się tym razem pomóc swojemu młodszemu koledze, a to może otworzyć drzwi do wygranej innym zawodnikom.

Dotychczas każdy z czterech najważniejszych górskich etapów na 2. miejscu kończył Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team). Austriak jest zatem wyraźnym numerem 2 tego wyścigu, ale jego przewaga nad rywalami pozostaje niewielka, a przeszło 3 tygodnie ścigania mogły zostawić spory ślad w nogach 28-latka. Dodatkowo warto pamiętać, że o ile ten znany jest ze świetnego pokonywania podjazdów, to jednak ze zjazdami nie idzie mu już tak dobrze, a pomiędzy Passo Falzarego (10,1 km; 5,6%) oraz finałowych Piani di Pezzè (5 km; 9,6%) zawodnicy będą musieli przejechać w dół aż 24 kilometry po dość krętych, a przy tym szybkich drogach. Przed Felixem Gallem zatem etap prawdy – z jednej strony może to być okazja do umocnienia się na 2. pozycji, z drugiej jednak rywalem bez wątpienia nie oddadzą jej Austriakowi za darmo.

Tymi konkurentami dla zawodnika Decathlon CMA CGM Team są przede wszystkim Thymen Arensman (Netcompany INEOS) i Jai Hindley (Red Bull – BORA – hansgrohe). Cała trójka mieści się na ten moment w zaledwie minucie, a smaczku ich rywalizacji dodaje fakt, że prawdopodobnie to dla jednego z nich zabraknie miejsca na końcowym podium. Prawdopodobnie, bo zawsze może coś się stać Jonasowi Vingegaardowi bądź może się przydarzyć, że poza top3 znajdzie się dwóch z nich, ale nie czarujmy się – to raczej wyłącznie teoretyczny scenariusz. Przed nami zatem pojedynek pomiędzy wyraźnym numerem 2 tegorocznego Giro d’Italia, Holendrem, który w praktycznie każdym z wielkich tourów rozkręcał się z dnia na dzień i był sportową bestią w 3. tygodniu oraz Australijczykiem, który włoską trzytygodniówkę kończył już na 1. i 2. miejscu w klasyfikacji generalnej. Cała trójka ma mocne argumenty, a to zwiastuje genialny pojedynek.

5. miejsce w wyścigu zajmuje obecnie jeżdżący szalenie widowiskowo i skradający serca kolejnych fanów kolarstwa Afonso Eulálio (Bahrain – Victorious), aczkolwiek królewski etap może być tym, który odbierze marzenia Portugalczykowi. Wręcz wydaje się, że w piątek z najlepszej „5” wyrzuci go ktoś z grona Derek Gee-West (Lidl-Trek), Michael Storer (Tudor Pro Cycling Team), wspominany już Davide Piganzoli (Team Visma | Lease a Bike) bądź nawet jego klubowy kolega Damiano Caruso (Bahrain-Victorious), który jeśli tylko ponownie dostanie wolną rękę, to może ruszyć w odjazd, by pożegnać się ze swoją publicznością zwycięstwem etapowym. 38-leni Włoch do Portugalczyka traci już tylko niespełna 3 minuty, więc rywale zapewne nie będą go chcieli łatwo odpuścić, ale z drugiej strony czy na takim etapie ktoś weźmie się za kontrolę peletonu, by gonić zawodnika tracącego niemal 9 minut do lidera? To pytanie mogą zadawać sobie także m.in. Ben O’Connor (Team Jayco AlUla), Egan Bernal (Netcompany INEOS), Mathys Rondel (Tudor Pro Cycling Team), David de la Cruz czy Chris Harper (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), którzy mogą spróbować dłuższej akcji i nadrobienia minut poprzez liczenie na to, że rywale rozpoczną ściganie spokojniej i dadzą im pewien handicap przed finałowym podjazdem.

Nie jest jednak tak, że o odjeździe marzyć będą tylko kolarze z końcówki czołowej „10” klasyfikacji generalnej bądź początku drugiej w takowym zestawieniu. Do przodu ruszyć mogą także najlepsi z górali mających już większe straty w wyścigu, a do walki o zwycięstwo poprzez ucieczkę włączyć powinni się tacy zawodnicy jak Wout Poels (Unibet Rose Rockets), Enric Mas i Einer Rubio (Movistar Team), Giulio Ciccone (Lidl-Trek), Jan Hirt (NSN Cycling Team) czy Jardi Christiaan van der Lee (EF Education – EasyPost). Moim zdaniem szanse harcowników są raczej niewielkie, ale ci mogą zgarnąć po drodze wiele górskich premii i choć zbliżyć się w klasyfikacji górskiej do prowadzącego w niej Jonasa Vingegaarda. Choć Duńczyk ma póki co w tym zestawieniu wielką przewagę, to wciąż nie może być pewny, że to on odbierze niebieską koszulkę na podium w Rzymie.

Harmonogram

Start etapu: 12:45
Prognozowany finisz: 16:55-17:35
Transmisja TV: 12:15-17:45 (Eurosport 2 oraz HBO Max/Player z komentarzem duetu Adam Probosz/Dariusz Baranowski)


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułGiro d’Italia 2026: Klasyfikacja punktowa po 18. etapie
Następny artykułGiro d’Italia Women 2026: Mocny skład Team SD Worx – Protime
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
9 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ricky
Ricky

Fajna trasa, szkoda że już od dawna „po meczu”, więc pozostaje oglądanie widoków i słuchanie świetnych komentatorów.
Pogacary/Winogrony na to(u)ry!

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Pamiętam jak Pogacar bardzo chciał pomóc wygrać upragniony etap Rafałowi Majce. Podejrzewam, że tu będzie analogiczna historia w Vismie. A jeśli jest już dojdzie do zapowiadanego prezentu, to raczej w sobotę.

Grzegorz
Grzegorz

A nasi jak? Powalczą?

Tajfun
Tajfun

Liczę na ucieczkę i dwa wyścigi inaczej eemocji nie uświadczymy, bo Wini pojedzie na solo a Gall na niskich za nim.
Visma będzie szła po etap jak ostatnio i jak Decathlon znowu im w tym pomoże to są bałwanami i nie kupuje mnie tłumaczenie, że Gall na tym korzysta, bo z Vismą czy nie i tak by zrobił swoje małe przewagi, a przy tym Visma by się wypompowała szybciej.

Ricky
Ricky

Nawet nie dla zwycięzców, ale na podstawie tego co dotychczas widziałem trochę się obawiam, czy reszta stawki będzie jeszcze miała siły na jakąś spektakularną walkę. Ew i tak Jonas nie rozgoni towarzystwa na zasadzie – „a, co prawda w kółko powtarzam, że nie patrzę w ogóle na Tadka, ale fajnie byłby wyrównać te 6 zwycięstw”. Ale mogę się mylić (jak to zresztą ostatnio głównie ma miejsce :P) więc kto wie.

Don
Don

Nie mylisz sie Ricky, odnosze takie same wrażenie.

Alek
Alek

W żadne pozwy się dzisiaj bawić nie będą

Konrad
Konrad

@Grzegorz: nasi wykazali się postawą fair play i nie wystartowali, dając innym szansę na zwycięstwo.