Zwycięstwem Davide Balleriniego zakończył się 6. etap Giro d’Italia. Włoch z XDS Astana Team skorzystał na kraksie, która miała miejsce na pokonywanym 400 metrów przed metą nawrocie. Zdarzenie to zatrzymało m.in. świetnie rozprowadzanego Dylana Groenewegena czy Jonathana Milana, którzy nie kryli swojego rozczarowania takim finałem czwartkowych zmagań.
„Co autor miał na myśli” – to pytanie można było zadawać sobie już na sam widok końcówki 6. etapu tegorocznego Giro d’Italia. O ile dojazd do finiszu kolejny raz był naprawdę szybki, momentami szeroki, nie zawierający wielu zakrętów i po prostu bezpieczny, o tyle na ostatnim kilometrze ulokowano ostry zakręt w lewo, wjazd na kostkę brukową czy nawrót na tej nawierzchni. Tuż przed przyjazdem kolarzy zaczęło delikatnie padać, co uczyniło bruk niezwykle śliskim, a następstwem tego była kraksa, która zatrzymała praktycznie całe czoło peletonu. Bezpiecznie na ostatnią prostą wjechali tylko Davide Ballerini (XDS Astana Team) i Jasper Stuyven (Soudal Quick-Step), a w pojedynku pomiędzy tą dwójką górą był 31-letni Włoch, dla którego to 1. w karierze wygrany etap wielkiego touru.
Zawsze chciałem wygrać etap w Giro d’Italia. Marzyłem o tym dokładnie tak, jak przez wszystkie poprzednie lata, kiedy brałem udział w tym wyścigu, ale dziś to Matteo Malucelli był wyznaczony na sprintera. Starałem się go wspierać, ale kiedy wjechaliśmy w ostatni zakręt, zobaczyłem, że dwóch pierwszych kolarzy się przewróciło. Wyszedłem z zakrętu i usłyszałem w radiu: „Dalej, dalej, dalej! Na metę! Jest luka!”. Zacząłem sprint i miałem tylko nadzieję, że wytrzymam aż do mety. Udało się. Jestem bardzo szczęśliwy. W końcu odniosłem swoje pierwsze zwycięstwo etapowe w Giro. To dla mnie bardzo ważne. Ciężko pracowałem nad tym, ale osiąganie wyników w kolarstwie zawsze jest trudne. Jednak zwłaszcza wtedy, gdy najmniej się tego spodziewasz, zwycięstwo potrafi przyjść i smakować naprawdę wyjątkowo
— opowiadał podekscytowany swoim sukcesem Davide Ballerini.
Szczęście jednego było pechem innych – ostatnie kilometry wprost perfekcyjnie rozegrali kolarze Unibet Rose Rockets, których pociąg znajdował się na czele głównej grupy przez wiele minut. Każdy z zawodników z francuskiego Pro Teamu dołożył cegiełkę od siebie z myślą o zwycięstwie, o które miał powalczyć Dylan Groenewegen. Gdy wydawało się, że Holender będzie idealnie rozprowadzony, tuż przed nim przewrócił się wspierający go Elmar Reinders, a następnie także i 32-latek uderzył o świeżo zmoczoną kostkę brukową.
Było po prostu ślisko… Mogę wiele żałować, bo jako zespół wykonaliśmy dziś świetną robotę. Jestem pod wielkim wrażeniem. Niestety tak bywa w sprincie, że jedno pechowe zdarzenie zaprzepaszcza całą pracę. Niestety, było naprawdę bardzo ślisko, a potem stało się co się stało… Po prostu mieliśmy pecha. Co mam dodać? Żałuję, jestem rozczarowany, jest mi źle z tym co się stało. Pozostaje mi teraz z niecierpliwością czekać na kolejną szansę. Pokazujemy jako zespół, że jesteśmy gotowi wygrać tu etap. Jestem naprawdę dumny z chłopaków, więc skupiamy się głównie na przyszłości. Potrzebujemy trochę czasu na regenerację i sprawdzenie jak się wszyscy czują, ale wydaje się, że nie jest źle. Moje ramię znowu jest trochę sztywne. Na szczęście mam teraz kilka dni by dojść do siebie i powinno być dobrze
— mówił wyraźnie poirytowany, przeplatający złość ironicznym uśmiechem Dylan Groenewegen.
W język nie gryzł się za to Jonathan Milan. Włoch z Lidl-Trek, który wciąż czeka na pierwszy w tegorocznej edycji etapowy triumf, a któremu coraz mocniej odjeżdża szansa na zwycięstwo w klasyfikacji punktowej, wprost przyznał, że takie zaplanowanie ostatnich metrów było po prostu błędem.
Wydaje mi się absurdalne, że ktoś zaprojektował tak niebezpieczny finisz. Doszło do kraksy, której można było się spodziewać – nie rozumiem, dlaczego musimy szukać finiszów etapów w ten sposób, po prostu uważam to za absurd. Byłoby to niebezpieczne nawet w suchej nawierzchni, a co dopiero, gdy zaczęły padać pierwsze krople deszczu. Ja co prawda utrzymałem się na nogach, ale o mało nie wpadłem w Dylana Groenewegena, który się poranił
— mówił Jonathan Milan cytowany przez TuttoBiciWeb.
Układ finału był o tyle rozczarowujący, że sam dojazd do finiszu przebiegł zupełnie bezproblemowo – poprowadzono go po długich prostych i równym asfalcie. Ulokowanie linii mety kilometr wcześniej wydawało się zatem być czymś naturalnym, a tak przygotowano coś, co odebrało możliwość ekscytowania się sportowym widowiskiem, a w zamian wywołało ponowną dyskusję o bezpieczeństwie kolarzy. Szkoda, bo grupa sprinterów obecnych na starcie tegorocznego Giro d’Italia jest bez wątpienia bardzo solidna i ich pojedynki mogłyby generować naprawdę sporo pozytywnych emocji.
🔻 A late crash taking out most of the favourites, leading to a 1v1 between cobble specialists
🔻Una caduta taglia fuori i velocisti più attesi, sfida palpitante a due per il successo.
⏪ The @continentaltire Ultimo Kilometro#GirodItalia pic.twitter.com/gVSKBECkRb
— Giro d'Italia (@giroditalia) May 14, 2026
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie bułgarskiego Grande Partenza
- Wszystkie artykuły










Życie pisze najlepsze puenty, choć mam z tego powodu naprawdę zero satysfakcji. Mam nadzieję, że nikomu nie stała się powazniejsza ani żadna krzywda.
A komu to potrzebne takie dziwne końcówki? Kostka, zakręt 300 m przed sprinterskim finiszem..eee