fot. Giro d'Italia / Gian Mattia D'Alberto / LaPresse

Środowy etap Giro d’Italia przyniósł nam zmianę lidera klasyfikacji generalnej. Po zaledwie pojedynczym dniu w maglia rosa, z różowym trykotem pożegnać musiał się Giulio Ciccone. Włoch z Lidl-Trek nie krył rozgoryczenia tym faktem, choć jak sam przyznawał, spodziewał się, że może się to wydarzyć.

Pierwszy w karierze dzień w koszulce lidera Giro d’Italia miał być dla Giulio Ciccone niezapomnianym i faktycznie takim był – nie do końca wiadomo jedynie tylko, czy ten stworzył w głowie 31-letniego Włocha dobre wspomnienia, czy też niekoniecznie. Zawodnikowi Lidl-Trek przyszło w strugach obficie padającego deszczu bronić maglia rosa, co okazało się być wręcz niemożliwym wyzwaniem – niemiecka ekipa nie ma bowiem składu, który byłby w stanie kontrolować wydarzenia w peletonie na trudniejszych etapach. W efekcie Giulio Ciccone pożegnał się z różową koszulką już po pojedynczym dniu spędzonym w tejże, a nowym liderem włoskiej trzytygodniówki został obecny w odjeździe dnia Afonso Eulálio z Bahrain-Victorious.

Mam świadomość, że nie był to najlepszy moment na założenie mojej pierwszej różowej koszulki. To był jeden z najtrudniejszych i najbardziej stresujących dni w moim kolarskim życiu. To co się działo na trasie było szalone i niemożliwe do kontroli. Nawet pogoda, która momentami była naprawdę szalona, ​​dała nam popalić. Wyziębiłem się i chyba było to widać na mojej twarzy. Było naprawdę zimno. Jak mówiłem wczoraj rano, jesteśmy tu bez zespołu, który mógłby kontrolować i bronić różowej koszulki. Bardzo bym chciał ją zatrzymać, ale nie było to możliwe. Nie narzekam tu jednak na nasz zespół, po prostu ten jest zbudowany wokół innych ambicji. Mamy bardzo mocny pociąg dla Johnny’ego, więc jest jak jest. W trudniejszym terenie jestem przede wszystkim ja i Derek Gee, który mimo swoich ambicji związanych z klasyfikacją generalną i tak starał mi się pomóc. Podziękowałem mu za to, ale jednocześnie nie miałem serca, by ten porzucał swoje plany na rzecz tak karkołomnej i skazanej na porażkę misji. Tej koszulki nie dało się obronić w takich warunkach

— mówił Giulio Ciccone po 5. etapie Giro d’Italia.

31-letni Włoch, dla którego to był jedyny w karierze dzień w różowej koszulce, a który miał już w swoim dorobku 2 dni spędzone w trykocie lidera Tour de France, spadł na 6. pozycję w klasyfikacji generalnej – przed nim plasuje się piątka wczorajszych uciekinierów. Na prowadzenie w wyścigu wysunął się tymczasem Afonso Eulálio (Bahrain – Victorious), który ma przeszło 6 minut przewagi nad głównymi faworytami La Corsa Rosa. Portugalczyk ma dziś przed sobą dość proste zadanie, albowiem etap do Neapolu nie należy do trudnych, ale już w piątek czeka go walka na legendarnym Blockhausie, gdzie przekonamy się, czy 24-latek będzie jedynie chwilowym liderem, czy też wykorzysta swoją przewagę do sprawienia niespodzianki w całym wyścigu.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułBaku-Khankendi 2026: Josh Burnett wygrywa królewski etap i cały wyścig
Następny artykułLekarz Soudal Quick-Step krytycznie o Patricku Evenepoelu: „Remco dobrze się u nas czuł”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze